Uważaj na nich

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
uwazaj

Trasa Poznań- Tuczno. Z obiema rękami na sterze, skupiona na roli kierowcy, bezradnie przyglądam się, jak dziadzia dorywa się do potencjometru samochodowego radia. Tu „wyjce”, tam ” rąbanka”, więc dziadek niezłomnie szarżuje po stacjach radiowych w poszukiwaniu, tak definiowanej przez ekspertów, „dobrej nuty”. Tylko wyrozumiałość względem starszych powstrzymuje mnie przed ostentacyjnym wyłączeniem sprzętu, gdy dziadzia niespodziewanie zatrzymuje poszukiwania na piosence „Kylie” zespołu Akcent. Na tle żwawego syntezatorowego plumkania, pan autor śpiewa, że „I should be lucky, I should be so lucky to sleep with you tonight”" i że ” I’d rather do you on the backseat of my car”.  Czas na modły do świętego Judy, patrona spraw beznadziejnych- oby dziadek nie poprosił mnie o przetłumaczenie słyszanej pieśni. I tak wiem, że lada chwila zażyczy sobie wyjaśnienia, co tak istotnego ma do przekazania pan śpiewający, że tak popiskuje , a do tego powtarza się niemiłosiernie. Bo i co ma do powiedzenia pan śpiewający? Mniej więcej tyle, co miałby do powiedzenia statystyczny remizowy podrywacz w konfrontacji z laską z marzeń, gdyby oczywiście miał dość odwagi i pewność, że ta sama odwaga nie będzie kosztowała go zamaszystego strzału w wyżelowany łeb.  Kylie, strzeż się.  Przystojniak z zespołu Akcent gotuje się na ciebie. Śpiewa wprawdzie o tym, że chętnie posłuchałby twego śpiewu i podziwiał twój taniec, w swych poetyckich wysiłkach bredzi coś o twym głosie niczym „lśniąca gwiazda” i że myśli swoich odpędzić od ciebie nie może, ale ostatecznie i tak przyznaje się, że „najchętniej zająłby się tobą na tylnym siedzeniu auta”. Błyskotliwa pointa utworu to już prawdziwe credo remizowych podrywaczy, bo przecież „będę brał cię w aucie” i bez odpicowanych felg w ogóle nie ma co zaczynać.

Tych i wielu innych prawd życiowych można dowiedzieć się ze współczesnych szlagierów. Tylko spokojnie- także w dziedzinie „estradowego debilizmu” wciąż jeszcze nie dorównujemy standardom światowym. Mój serdeczny kolega z warszawskiej anglistyki i towarzysz wielu tłumaczeniowych bojów, zapytany o to, czy słucha czasem tego, co śpiewają tzw. artyści zagraniczni, przyznaje , że najczęściej „wyłącza się” , aby w zażenowaniu usłyszanymi treściami , nie powiesić się na własnych dreadach.

Portale zawierające tłumaczenia piosenek pełne są językowych koszmarów i przekładów dokonywanych przez nieszczęśników pozbawionych elementarnej wiedzy na temat języka (również ojczystego), przekładów, których jakość może wskazywać na to, że nie tylko tłumacz, ale i sam autor z choinki się urwał. I? I niestety czasem tak właśnie jest. Uprasza się wszelkich zainteresowanych o to, by nie spodziewać się, że tłumaczenia takich hiciorów jak „Coco Jambo” czy „Chihuahua” okażą się poezją najwyższej próby. Jakichkolwiek by nie zastosować sztuczek, którymi stoi translatorskie rzemiosło, coco dżambo to coco dżambo i jajajej. Podobnie z wyżej wspomnianym hymnem na cześć jednej z najbardziej pokracznych i złośliwych ras psów i dziesiątkami innych pieśni , tak ochoczo i niefrasobliwie nuconych pod nosem, to wykrzykiwanych w niebogłosy na letnich potańcówkach.

Mówią, że po angielsku wszystko brzmi lepiej i nawet to, co w języku ojczystym wypadłoby jak nieznośny frazes, w języku wyspiarzy ma szansę wybrzmieć przyzwoicie. Czy tak jest? Zaryzykuję stwierdzenie: nie. Wykazujemy się większą wyrozumiałością słuchając „ambitnych” zagranicznych piosenek, dlatego, że najczęściej jedynie je słyszymy, nie słuchamy. Przekaz w języku obcym, zawsze trafia na drugi plan, na pierwszy wybijając się tylko  przy założeniu, że się skupimy i zaczniemy kodować to, co słyszymy. Choć i nawet wtedy bariera percepcyjna ( tekst w języku ojczystym wybrzmiewa natychmiast, natychmiast do nas docierając, i tym samym szybciej nas – jeśli już-irytując) sprawia, że nie zmieniamy stacji tak szybko, jak byśmy mogli. Ciekawe, z jakim odzewem spotkałaby się słynna piosenka Britney Spears, gdyby jej tytuł brzmiał „Ups…znów to zrobiłam”. I czy ktokolwiek byłby w stanie w skupieniu słuchać piosenki Rihanny i słów o tym, że „możesz stanąć pod moim parasolem-olem, olem, e e e” , nie waląc się przy tym po łbie do taktu. Może anglosascy słuchacze mają większy margines tolerancji względem takich wynurzeń, a może i większe poczucie humoru, czy wręcz inteligencję, dzięki której w lot odróżniają tekst satyryczny od tekstu śpiewanego ze śmiertelną powagą. Moimi osobistymi faworytami w tej kategorii jest piosenka zespołu Baha Men „Who let the dogs out”- w ciągu niespełna czterech minut autorzy usiłują dojść do tego, kto wypuścił te cholerne psy , a zapytaniu wtóruje zapamiętałe szczekanie, bynajmniej nie psów, a przejętych całą sprawą wykonawców. Sporo do powiedzenia ma także 50 Cent , który w swoim przesłaniu do młodzi pt. „Disco Inferno” , proponuje lekarstwo na wszelkie rozterki, tj. ręce do góry, zapij szampanem,zajaraj zioło i nade wszystko potrząsaj dupą dziewucho-ponoć dobrze robi na chandrę i dylematy światopoglądowe. Ale obok utworów natychmiast rzucających się w ucho i na kolana swoim liryzmem i głębią, są też piosenki z oczywistym przesłaniem.  Backstreet Boys śpiewali swego czasu, że „nieważne , kim jesteś i co robiłaś- dopóki mnie kochasz”. Możesz być wyeksploatowaną gwiazdą porno albo odsiadywać wyrok za ojcobójstwo, ale wszystko to nic, dopóki mnie kochasz. Prawdziwie chrześcijańskie przesłanie do błądzących.

Założenie muzyki pop to głównie bawić- tak głosi mądrość ludowa. Tym samym, nikt kto hasa na parkiecie, czy włącza radio , by milej szorowało się kuchenną posadzkę, nie potrzebuje, i najpewniej nie ma ochoty na przesadne filozofowanie.  Ale i owa radiowa muzyka miewa drugą stronę, stronę gdzie znaleźć można przesłanie- mało kto zwrócił uwagę, że „Luka” Suzanne Vegi opowiada o przemocy domowej a „Another day in paradise” Phila Collinsa, o problemie bezdomności. Bywa i mrocznie.  ”Dirty Diana”  Jacksona,  kojarzonego głownie z pompatycznymi , pacyfistycznymi pieśniami i mało lotnymi kawałkami do tańca, opowiada o podstępnych i cynicznych groupies, a „Billie Jean”- bezczelnej podrywaczce, łapiącej absztyfikantów „na dziecko”. No tak, odzywa się wewnętrzny głos, przesłanie przesłaniem, treść treścią, ale owe ambitniejsze przesłanie i owa ambitniejsza treść, raczej nie napawa optymizmem, i nawet tę podłogę jakoś mozolniej się szoruje, gdy w tle sączy się „No son of mine” Genesis, opowiadające o niesnaskach rodzinnych z rękoczynami i wydziedziczeniem w tle. Zresztą, szorować podłogę przy Genesis i tak już byłoby rzeczą niestosowną. Od szorowania podłogi to mamy Akcenty i inne dj-e bobo. Tylko, czy nawet szorując podłogę, trzeba czuć się jak baran, za których większość pieśniarzy ma swoich słuchaczy? Czy nawet szorując klozet i chcąc przy tym posłuchać mniej wymagającej muzyki , automatycznie trzeba  słuchać bredni o tym, że ” aj know ju uont me, ju know aj uwont ja”?

Może jednak czasem lepiej jest wyłączyć mozg i nie dać się sprowokować błaznom ćwierkającym zza drugiej strony szklanego ekranu.  Może czasem lepiej jest nie rozumieć, nie wiedzieć, czym karmią nas stacje radiowe i telewizja i bezrefleksyjnie nucić i trawić to, co podadzą, bo kto by się tam przejmował. Co najwyżej, możemy skończyć jak pewna urocza rodzina z niemniej uroczej i swego czasu zdjętej z anteny, holenderskiej reklamy szkoły językowej. Rodzina w szampańskich nastrojach, wsiada do auta , odpala radio, i rusza w trasę kołysząc się rytmicznie w takt lecącej właśnie piosenki : „I wanna fuck you in the ass”.  No co, ładna melodia przecież.

2 Komentarze/y dla “Uważaj na nich”

  1. Piotr napisł/a

    Nowsze nagrania również miewają przesłania np. „Wonderful life” grupy Hurts. Co prawda to historia miłosna,ale z próbą samobójczą w tle.Michael Jackson miał z kolei moim zdaniem piosenki ważniejsze w kwestii przesłania, niż te wymienione we wpisie.Mam na myśli „They don’t care about us”, „Earth song” czy „Man in the mirror”.


  2. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Zgadzam się, aż takim defetystą nie jestem, choć myślę, że gdyby losowo włączyć jakąś stację radiową specjalizującą się w nadawaniu współczesnych przebojów ( a nie tylko klasyków), okazałoby się, że 90% utworów jest o niczym. Albo o czymś…co na pewno ma jakiś związek z „potrząsaniem dupą”;) Broń Boże nie odmawiam Michaelowi Jacksonowi większych ambicji w sferze lirycznej- tyle że wspomniane wyżej piosenki akurat wpasowały się w moją małą teorię;) Lista współczesnych piosenek z przesłaniem- bardzo pożądana!


Napisz Komentarz