Różdżki i szklanki

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
rozdzki

Ponoć tylko ludzie całkowicie pozbawieni wyobraźni i poczucia humoru analizują powieści fantasy pod kątem tego, które z opisywanych w nich zjawisk naprawdę mogłyby mieć miejsce. W „Harrym Potterze” na pewno nie ma miejsca na respektowanie praw fizyki i chemii, ale nie tylko… Bo Harry’emu i reszcie NAWET prawa rządzące językiem uniemożliwiałyby rzucanie zaklęć…

Jak szybko zapomnieć, czym jest cudza przychylność? Napisać dobrze sprzedającą się książkę. Joanne K. Rowling, autorki serii o Harrym Potterze, nie lubi zawistna konkurencja sapiąca jej na kark z pozwami o plagiat w zębach, nie lubi jej Kościół, obwąchujący stronice jej książek w nadziei na poczucie swądu siarki,  nie lubią jej nawet niektórzy studenci fizyki, uznający książki o Potterze za nielogiczne. A przecież w imię rozrywki można wybaczyć jawne lekceważenie praw przyrody, pod którego znakiem stoi cała fabuła. Można nawet wybaczyć rażącą niekonsekwencję jaką jest fakt świętowania przez bohaterów Bożego Narodzenia w owym opuszczonym przez Boga miejscu. Tam co prawda, w roli dyżurnego szatana obsadzono złego, beznosego czarownika Voldemorta, ale już samą boską moc pominięto, bo i na cholerę Bóg takim, co sami leczą choroby, wymazują pamięć, cofają czas i urządzają schadzki w pelerynach niewidkach.Bardziej upierdliwi, a do tego skażeni wirusem językoznawczej obsesji, mogą jednak przyczepić się czegoś zgoła innego,  a stanowiącego o sensie (lub bezsensie) całego, skonstruowanego z godną podziwu pieczołowitością, potterowego świata. Przeczytaj Całość »

Masturbacja po akademicku

Jagoda Ratajczak, kategoria: Inni z językiem
sp

I oto strona doczekała się pierwszego „Innego z językiem”- zgodnie z zapowiedzią, pod tym hasłem co jakiś czas występować będą towarzysze broni z UAM-owej anglistyki. Serce rośnie, bo autor poniższego wpisu nie tylko się pofatygował i rzecz napisał, ale i nieźle napisał, i w tekście tymże, z gracją niezwykłą, sprzedaje kopa zmorom wszystkich chyba studentów…kierunków wszelkich. Jako gospodyni, podpisuję się pod wnioskami oburącz i obunóż. A pisze , wyjątkowo, bo z Wiednia, Szymon Butkiewicz ( po godzinach: ojciec projektu twoja-stara-gra-metal.blog.onet.pl).

Witajcie , Szanowni Czytelnicy Następnej Blogującej! Na imię mi (przynajmniej w tzw. cyberprzestrzeni) Simon. Ta jakże wymyślna ksywa, jest wyrazem sympatii dla mojego oryginalnego imienia, języka angielskiego, serialu Święty, a także piosenek duetu Simon & Garfunkel. Poza tym, kiedy piszę komentarze na anglojęzycznych stronach, czasami wyświetla się komunikat: „Simon says…” co samo w sobie jest całkiem cool. Choć na co dzień, zajmuję się pisaniem o ciężkiej muzyce na blogu Twoja Stara Gra Metal, dzisiaj zmierzę się z tematyką bardziej pasującą do tej, za przeproszeniem jagodzinej, czyli z lingwistyką. Oczywiście nie będzie to taka czysta lingwistyka, bo na takie hece jestem zdecydowanie za głupi, ale i tak będzie całkiem blisko, szczególnie , gdy mowa o genezie tegoż tekstu.

Na samym początku warto wspomnieć, iż tak jak i szanowna moja gospodyni Jagoda, jestem niepełnym (niedorobionym?) anglistą. Los tak chciał, że wywiało mnie z naszego kraju-raju , na stosunkowo odległą obczyznę, gdzie nadal jednak edukuję się w zakresie języka Virginii Woolf i spółki. Jednym z kursów ,na które się zapisałem,  jest tzw. CCC, jednak nie chodzi tu o Cenę która Czyni Cuda, a o Communication, Code and Culture- czyli w skrócie, wycieczkę po krainie lingwistyki i różnorakich jej aspektach. W zestawie czytanek do kursu,  obok siebie znajdują się dwa rozdziały dwóch różnych autorów- D.H. Hymesa i Michaela Swana. I o różnicy między nimi dzisiejszy wpis będzie. Z tym, że nie chodzi mi tu o treść, zawartość merytoryczną, ani nawet o dokonania obu panów, a o język przez nich użyty. Przeczytaj Całość »