Masturbacja po akademicku

Jagoda Ratajczak, kategoria: Inni z językiem
sp

I oto strona doczekała się pierwszego „Innego z językiem”- zgodnie z zapowiedzią, pod tym hasłem co jakiś czas występować będą towarzysze broni z UAM-owej anglistyki. Serce rośnie, bo autor poniższego wpisu nie tylko się pofatygował i rzecz napisał, ale i nieźle napisał, i w tekście tymże, z gracją niezwykłą, sprzedaje kopa zmorom wszystkich chyba studentów…kierunków wszelkich. Jako gospodyni, podpisuję się pod wnioskami oburącz i obunóż. A pisze , wyjątkowo, bo z Wiednia, Szymon Butkiewicz ( po godzinach: ojciec projektu twoja-stara-gra-metal.blog.onet.pl).

Witajcie , Szanowni Czytelnicy Następnej Blogującej! Na imię mi (przynajmniej w tzw. cyberprzestrzeni) Simon. Ta jakże wymyślna ksywa, jest wyrazem sympatii dla mojego oryginalnego imienia, języka angielskiego, serialu Święty, a także piosenek duetu Simon & Garfunkel. Poza tym, kiedy piszę komentarze na anglojęzycznych stronach, czasami wyświetla się komunikat: „Simon says…” co samo w sobie jest całkiem cool. Choć na co dzień, zajmuję się pisaniem o ciężkiej muzyce na blogu Twoja Stara Gra Metal, dzisiaj zmierzę się z tematyką bardziej pasującą do tej, za przeproszeniem jagodzinej, czyli z lingwistyką. Oczywiście nie będzie to taka czysta lingwistyka, bo na takie hece jestem zdecydowanie za głupi, ale i tak będzie całkiem blisko, szczególnie , gdy mowa o genezie tegoż tekstu.

Na samym początku warto wspomnieć, iż tak jak i szanowna moja gospodyni Jagoda, jestem niepełnym (niedorobionym?) anglistą. Los tak chciał, że wywiało mnie z naszego kraju-raju , na stosunkowo odległą obczyznę, gdzie nadal jednak edukuję się w zakresie języka Virginii Woolf i spółki. Jednym z kursów ,na które się zapisałem,  jest tzw. CCC, jednak nie chodzi tu o Cenę która Czyni Cuda, a o Communication, Code and Culture- czyli w skrócie, wycieczkę po krainie lingwistyki i różnorakich jej aspektach. W zestawie czytanek do kursu,  obok siebie znajdują się dwa rozdziały dwóch różnych autorów- D.H. Hymesa i Michaela Swana. I o różnicy między nimi dzisiejszy wpis będzie. Z tym, że nie chodzi mi tu o treść, zawartość merytoryczną, ani nawet o dokonania obu panów, a o język przez nich użyty.

Tematem u Hymesa jest Kompetencja Komunikacyjna („On communicative competence”)- temat całkiem nawet znośny, gdyby nie fakt, iż autor z uporem maniaka postanowił użyć go, jako pretekstu do objawienia światu swojej nieskończonej, wydawałoby się, erudycji. Zdania wielokrotnie złożone oczywiście przeważają, niektóre zajmują ponad pół akapitu. Słownictwo, rzecz jasna, z wyższej półki, i gdyby tylko mi zależało, by to wszystko pojąć, dostałbym zeza rozbieżnego, od skakania między tekstem źródłowym a słownikiem. Co by nie być gołosłownym, przykładowe zdanie (z tych krótszych): „Structure cannot be reduced to probabilities of occurence, but structural change is not independent of them” (w wolnym tłumaczeniu: Struktury nie można zredukować do prawdopodobieństwa jej wystąpienia, ale zmiany strukturalne nie są od nich niezależne.). Takie perły stanowią główny składnik tego rozdziału. Z reguły nie mam nic przeciwko pisarzom o kwiecistych językach, jednakowoż umówmy się, że retoryka nie jest tym, czego szukam w podręcznikach. Tym tajemniczym czymś, jest wiedza, informacja. Może to niesprawiedliwe podejście, ale tak właśnie jest- czytam książki naukowe, żeby się czegoś dowiedzieć z danej dziedziny, a nie, aby przekonać się, jak długie zdania autor potrafi układać.

Właśnie dlatego spodobał mi się tekst numer dwa, autorstwa Michaela Swana, o niezbyt zachęcającym tytule Gramatyka („Grammar”). Cytatów nie będzie, bo musiałbym pół strony przepisać, tak więc musicie mi zaufać. Albo pofatygować się do biblioteki. Tak czy owak, jeśli chodzi o to ,co zrobił Swan, to rozłożył definicję gramatyki na czynniki pierwsze, a całość zilustrował przykładami z życia jaskiniowców. Całość czyta się bardzo przyjemnie, zdania są krótkie i choć całość zajmuje więcej miejsca niż rozważania Hymesa, to spędziłem nad tym o wiele mniej czasu. Tu poproszę Jagodę, o zawyrokowanie, czy to może być kwestia tematu, ale nie wydaje mi się. Najważniejsze jest, że wszystko zrozumiałem, bez kilkukrotnej rozkminy nad co drugim zdaniem.

Ogólnie rzecz biorąc, ja tam jakimś bystrzakiem nie jestem, ale w/w konieczność nie jest chyba najlepszym wyznacznikiem jakości podręcznika. Ze znanych mi autorów, jedynie mistrz słownego onanizmu, legendarny Jacques Derrida, przebija Hymesa w tym względzie. I szczerze mówiąc, nie mam nic przeciwko chwaleniu się znajomością wielosylabowych słów, upodobaniu do długaśnych zdań itd., ale nie w publikacjach, które mają mnie czegoś nauczyć. Szczególnie, jeśli u autora brak  błysku, który sprawia, że przez najdziksze słowne wygibasy, czytelnik przedziera się z  choćby umiarkowaną przyjemnością. Wiadomo, że podanie najważniejszych informacji w punktach na jednej kartce nie załatwi sprawy, ale drodzy naukowcy (szczególnie ci około-lingwistyczni), pamiętajcie- w Waszej twórczości naukowej nie chodzi o autoprezentację, a o przekazanie wiedzy. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Szymon Butkiewicz

Napisz Komentarz