Matka Joanna od margaryny

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
dd

Typową reakcją na przerwę na reklamy jest wznoszenie oczu do nieba…a powinno nią być przede wszystkim zatykanie uszu, by nie kalać umysłu i języka potworami wypełzającymi ze świata reklamy, świata, gdzie Nutelli się „wierzy” a Rutinoscorbinowi „ufa”. O tym, jak reklama psuje nie tylko umysły, ale i język, słów kilka.

Wielką wiarę w autorów reklam musiał mieć twórca robiącego karierę w branży hasła ADventure, pomysłowo zdradzającego obecność słowa ad (reklama) w słowie adventure (przygoda). Opierając się na dość egzotycznym dla większości normalnych ludzi założeniu uznał, że AD-venture tj. namiętne klikanie na wszelkie wyskakujące na ekranie komputera reklamy, to zaiste przygoda, podnieta i radość w sercu. Całkiem sporo na temat radości w sercu na pewno mogliby powiedzieć ci, których przygoda przywiodła w rejony oznakowane trzema czerwonymi iksami i walącymi po oczach zaproszeniami do seks czatów, których pozbywanie się podpada już pod inną kategorię przygody. Póki co jednak, najbardziej znaną odsłoną ADventure jest wgapianie się w monitor ze skupieniem szachisty i wypatrywanie, gdzie do cholery, jest ten krzyżyk posyłające migające świństwo w diabły. Nielicznym szczęściarzom nie tylko udaje się sprawnie go namierzać, ale i nie dostać zawału serca, gdy z nieopatrznie włączonych głośników, rozlega się wzmagające przekaz subtelne tło muzyczne, zmiatające człowieka pod stół. Przeczytaj Całość »