Jak czułyby się dinozaury?

Jagoda Ratajczak, kategoria: Inni z językiem
okkk

Filolodzy to cholernie zapracowany gatunek i chyba tylko to usprawiedliwia roczną przerwę „Innych z językiem” – kolegów i koleżanek po językowym fachu, zdolnych ( i to jak!) przerwać codzienny kierat i na prośbę gospodyni oświecać ją samą i wszystkich zainteresowanych. Dzisiejszy gościnny post, po długim poście, serwuje Dorian Sobołtyński- a ten nie dość, że nadal tłumaczy z i na angielszczyznę i nadal jej naucza , to jeszcze wie, skąd się wzięło hasło, którego nagłe zniknięcie z języka, dla jego użytkowników równoznaczne byłoby chyba z amputacją kończyn- OKEJ!

„Zagłada!”, „Zniszczenie!”, „Kataklizm!”, „Apokalipsa!” – niestety, te słowa nie ocaliły Tezaurusa, ani innych jego kolegów dinozaurów przed… czymkolwiek, co ich spotkało w momencie wyginięcia. Moim zdaniem, mimo, że historia ta jest mocno wyssana z palca, uświadamia nam wszystkim, iż bogate słownictwo nie zawsze ocali nas przed potencjalnym deszczem meteorytów, szarańczą lub też apokalipsą zombie. Chciałbym, aby to było morałem naszej historii. W zasadzie można już przestać czytać. Dziękuję za uwagę.

Nie daliście się przekonać ? Wypadałoby zatem nieco poszerzyć postulowany wcześniej morał i dodać mu chociaż elementy podstaw lingwistycznych. Mogę więc zaproponować następującą teorię: bardzo bogate słownictwo, przedstawione jako bezużyteczne akapit wyżej, stoi w kontraście do słownictwa uproszczonego. Słownictwa, które znacznie łatwiej zyskuje popularność, rozwija się, rozmnaża i ewoluuje, konsekwentnie zdobywając nagrody Darwina. Innymi słowy, gdyby Tezaurus krzyczał „Wiać!”[1], komunikat mógłby zostać odebrany czytelniej, a każdy z nas wyprowadzałby dziś na automatycznej smyczy własnego, udomowionego T-Rexa. Uproszczenia są zatem bardziej komunikatywne. Kontynuując: zapytani, jak podobało nam się na pasjonującej wycieczce do Muzeum Kalarepy, prawdopodobnie nie odpowiemy, że była ona „zachwycająca”, „niebagatelna” lub „mózgopiorąca”. Powiemy, że była OK. Przeczytaj Całość »