Państwo wybaczą

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
panstwo wybacza

Samo życie, czyli ciemna strona tłumaczenia, czyli tłumacz kontra mówca, czyli „co ja właściwie chcę powiedzieć” i kto za to odpowie…

Mądrość branżowa głosi: „Nikt nie oceni tłumacza surowiej niż drugi tłumacz”. No, może pomijając cwaniaków, od czasu do czasu zasiadających na konferencyjnej widowni skąd z nonszalancko założonymi rękami oczekują pierwszego potknięcia. A niech już ono nastanie- uśmiech w stylu cwaniackim  jest jedyny w swoim rodzaju, a większość ludzi po raz ostatni widziała taki na twarzy Grincha, w scenie, w której udaje mu się podpalić bożonarodzeniową choinkę. Usadzeni z notesem obok mówcy, z dużym prawdopodobieństwem zmieniliby wyraz twarzy na minę Troskliwego Misia na chwilę przed konfrontacją z Brzydalem. Ponieważ jednak Troskliwy Miś- tłumacz, nie posiada magicznych mocy zlokalizowanych gdzieś w korpusie, i liczyć może tylko na magiczne moce swojego intelektu i opanowania, tłumaczenie konferencyjne bywa prawdziwym testem na psychiczną nieprzemakalność. Niekoniecznie z przyczyn zrodzonych z własnej omylności, błędów technicznych i drżenia kolan. Dykcja, décalage, techniki notowania i streszczania a nawet „saliva management”, czyli elegancko tak zwaną sztukę poskromienia to ślinotoku, to suchości w gardle; formalno -techniczne oblicze tłumaczenia ustnego niezawodnie przybliżają zasoby biblioteczno-internetowe. Ale jest jeszcze jedna strona tego jakże błyszczącego medalu, i jej zasoby biblioteczno-internetowe zdecydowanie nie przybliżają, jakby nie chcąc zdradzać, że druga strona błyszczącego medalu bywa odrapana albo wręcz pomalowana ściemnionym, pseudozłotym lakierem.  Na drugiej stronie medalu wyryta jest twarz mówcy- i ach, cóż to bywa za twarz. Szybka przebieżka po telewizyjnych kanałach i wypowiedziach polskich mężów stanu jest ledwie przedsionkiem translatorskiego piekła zgotowanego od czasu do czasu tłumaczom konferencyjnym, przy okazji i nieodpłatnie obsadzanych  w roli osobistych konsultantów, Matki Teresy i Joanny d’Arc, bo ta nie dość, że „jasnowidzi”, to jeszcze dzielnie walczy, choć może się zdarzyć, że ostatecznie płonie ze wstydu za nie swoje winy. Przeczytaj Całość »