Cukrem po oczkach

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
clown

 O tym, jak język upiększa, słodzi i mieli na papkę. I dlaczego gdy robi się zakupy w warzywniaku można to przeboleć, ale gdy sądzi się za przestępstwa seksualne- niekoniecznie.

Kolacja przy odpalonym komputerze. Na marginesie portalu Facebook żarzy się elegancka reklama: „Psy często oddają mocz na trawnik. W efekcie czego na trawniku pozostają wypalone place.” Smacznego. Abstrahując od obrazowości hasła zachęcającego do zakupu środka rewitalizującego pożółkłe trawniki, i tak jest elegancko. Żadnego „szczania”, „lania” i innych latrynowych sformułowań. W przeróżne miejsca zbacza się, chcąc wyjść z rwącego pospolitymi lub ordynarnymi sformułowaniami rynsztoku. A najlepiej rynsztok ominąć, kierując się wprost ku eleganckim i zamiecionym uliczkom, gdzie wszelkie szemrane zapaszki niweluje się detergentem eleganckiej nowomowy. Jednym z najpiękniejszych wytworów z ulicy Eleganckiej jest „wywóz nieczystości płynnych”, zwany przez bardziej schamiałych użytkowników języka, „wywozem szamba”. Niby to samo, a jednak jakoś strawniej. Niby zaledwie trafnie, a jednak niemal poetycko. Czy to tylko gra eufemizmem, czy świadome krzewienie kultury słowa w przestrzeni dalekiej od kulturalnej- zabieg ten przypomina znany wybieg producentów papieru toaletowego. Ci od lat drukują papier w serduszka i kwiatki, jakby urocza faktura i wzornictwo miały dopomóc w znieczuleniu się na widok tego, co ostatecznie na serduszkach i kwiatkach ląduje. Przeczytaj Całość »