Sinobrody was nauczy!

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
google

„Po co mi tłumacz, skoro jest Google Translator?”- oto filozofia wielu ludzi w tłumaczeniowej potrzebie. O tym, że stawianie człowieka ponad maszyną, nawet jeśli kosztowniejsze, opłaca się bardziej, dość boleśnie przekonał się choćby właściciel knajpy z „rakiem szyjki macicy” w menu. Kto następny? Na pewno ten nieświadomy, a przede wszystkim skrajnie oszczędny.

Serwowana na lekcjach języka polskiego tragiczna historia Dedala i Ikara kazała wierzyć kolejnym pokoleniom, że największym, a niespełnionym  marzeniem człowieka  jest móc latać. Nieprawda. Największym, a niespełnionym marzeniem człowieka, jest rozumieć język obcy bez konieczności jego nauki.  Marzenie pozostaje niespełnione właśnie dlatego, że jest marzeniem fantasty, ale nie brak chętnych, by realizować marzenie nieco inne a pokrewne: tłumaczyć z języka obcego na swój i w drugą stronę bez konieczności zatrudniania tłumacza.  Tłumacz- oto jest istota, której zatrudnienia wspaniale byłoby uniknąć, gdziekolwiek jest to możliwe. Oto jest istota o bezczelnie wysokich wymaganiach finansowych, które wspaniale byłoby obniżyć za pomocą czarującego uśmiechu, poufałego poklepywania po pleckach, ewentualnie szantażu- zawsze przecież można zatrudnić tłumacza z wykształceniem podstawowym, ewentualnie absolwenta Wyższej Szkoły Dziergania na Drutach reklamującego się na Gumtree, 15 zł za godzinę, więc łaski bez. Oto jest istota, której wydaje się, że w epoce władania dr Google Translatora, tłumacze są jeszcze komukolwiek potrzebni. I która nadal wierzy, że istnieje pewna różnica między przekładem spreparowanym z googlowych haseł a przekładem przygotowanym przez człowieka, który latami rozciągał i nadal rozciąga zwoje, między innymi  po to, by już nigdy nigdzie nie ukazał się artykuł na miarę opublikowanego na portalu medycznym tekstu pod tytułem „Pobieranie próbek moczu”, przetłumaczonym jako „Download urine sample”. Przeczytaj Całość »

Pamiętasz? / Remember?

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
speak

Ostatni wykład prof. Pavlenko na konferencji SLA otworzył mi oczy na kolejne niesamowite, związane z językiem zjawisko. Język, którym władamy ma wpływ na to, jak zapamiętujemy wydarzenia z naszego życia, co pięknie ilustruje autobiografia Vladimira Nabokova, „Speak, memory” napisana przezeń w dwóch znanych mu językach: ojczystym rosyjskim i angielskim. Powiadają, że pamięć mamy jedną, a jednak, jak napisał sam Nabokov, te same wydarzenia z jego życia on sam opisał inaczej, jakby używany język faktycznie narzucał inny sposób postrzegania. Nabokov płynnie posługiwał się kilkoma językami, ale nie udało mu się zakwestionować poglądu o tym, że język ojczysty jest najbardziej nacechowany emocjonalnie i zapewne najbliższy naszym prawdziwym uczuciom zaznawanym w danej chwili (co nie musi wynikać z biegłości!). Zadanie dla dwujęzycznych: spróbować opisać jedno wydarzenie ze swojego życia w dwóch (lub więcej) językach, które znacie biegle. Ja już to zrobiłam…i się zdziwiłam…

English version below: Przeczytaj Całość »

O jeden most za daleko (?)/ A bridge too far (?)

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
kom-op-tegen-kanker-young-cowboys-small-45249

W jednym ze starych wpisów na blogu wyraziłam lekkie zniesmaczenie holenderskim okrzykiem „Kanker op!” („zdechnij na raka!”), które na tym obszarze językowym jest przekleństwem równie popularnym co zwykle „spie…j!” Czy jest jakaś granica złorzeczenia, której nie należy przekraczać? Czy takie sformułowania to faktycznie odzwierciedlenie podłości narodu czy mechaniczna riposta, nad którą nie należy się zbytnio rozwodzić? A może należałoby?

English version below:

In one of the older posts published on the blog I expressed my slight disgust with the Dutch expression „Kanker op!” („Die of cancer!”). Scarily,  in this language area, this expression is as popular as the common „fuck off”.  Is there any boundary of abusiveness which should not be crossed? Are such expressions a true reflection of the nation’s meanness or just a knee jerk retort which you should not really ruminate on? Or maybe you should?

Dziesięć dni do…/ Ten days to…

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
list

A już za 10 dni 25 Konferencja SLA w Szczyrku…miło jest zobaczyć własne nazwisko na tej samej liście, co nazwisko prof. Pavlenko, nawet jeśli wynika to wyłącznie z kolejności alfabetycznej… A jeszcze milej będzie zapoznać się z badaniami językoznawców z całego świata, program jest tak ciekawy, że należałoby się rozdwoić, by móc wszystkiego posłuchać! Panna Ratajczak, tzn. ja, występuje pierwszego dnia w trakcie warsztatów dla doktorantów i opowie o „The impact of bilingualism and gender on the adoption of new emotion concepts”, czyli o tym, czy istnieje i jak można zbadać ewentualną przewagę osób dwujęzycznych w nabywaniu pojęć abstrakcyjnych (emocjonalnych) i jak przewaga ta ma się do płci, która, jak pokazują wcześniejsze badania, jest czynnikiem bardzo istotnym, a często pomijanym w badaniu konceptualizacji pojęć. Tutaj szczegóły, czyli tegoroczna Book of Abstracts: http://uranos.cto.us.edu.pl/~icfsla/

English version below: Przeczytaj Całość »

Changing the set

Jagoda Ratajczak, kategoria: English readers are welcome
ups2

Who are we when we speak our second language? Does being bilingual mean having two personalities too? Is a language barrier a real obstacle on the way towards getting to know another person?  What’s the opinion of common people, what’s the opinion of linguists and why shouldn’t you believe in what Depeche Mode sing about? This post is dedicated to everyone who had or has a partner from abroad…

Polish version here

Probably the most fascinating Depeche Mode’s video is the one in which the lead singer, Dave Gahan, dressed up as a king and carrying a deckchair, wanders through hills and plains without being even slightly distracted by changing seasons and weather conditions. During his stroll, he every now and then sits back in his deckchair and enjoys the views singing that silence is cool, words are very unnecessary and they can only do harm[1]. For stifled corporation workers whose day-to-day business is keeping their nose to the grindstone, taking a Dave Gahan walk, with a crown on the head, in serenity and with utter disregard for the outside world, may be even therapeutic, but trusting the poet’s words may be dangerous. After all, words ARE VERY necessary and even if they sometimes do harm, as the King Gahan sings, more often than not, their absence or inappropriate use may do even greater harm, especially during the mission known as „getting to know each other”. Speech is silver and silence is gold, but this pertains to the half of the cases only; in the other half of the cases there is no gold, but the layer of Chinese golden varnish and as you scratch it off with your nail, you find out the genuine reason behind silence, the reason which doesn’t necessarily have anything to do with diplomatic reserve or unwillingness to waste one’s breath. In fact, and this conclusion is far from being revealing, the most common reason behind silence is language impotence, especially if we talk about the situations which require switching into our second language. Przeczytaj Całość »