Put the spoon in

Jagoda Ratajczak, kategoria: English readers are welcome
lovee

Without emotions, the world would probably know neither wars…nor excitement. And there would be even less excitement if language didn’t confuse things a bit in the already confused world of emotions and the words that denote them. The confusion continues, which you can judge by what different people see once they hear the word „fear”,  the communication breakdown between Greeks and the rest of the world, the incredible simplicity of Ilongot mentality and the way psychopaths seduce others with tender words. And most importantly, you can judge it by the fact that something that you put into one jar, may be put into five different jars when given to someone else…

 Polish version here

Never mind the weather or the destination. It doesn’t matter whether  it’s sunny or rainy and it doesn’t matter whether it’s a trip to Warsaw or to Beijing-  grandpa refuses to take the plane, no matter what.  Never mind heat or frost- when grandpa leaves his hometown, Kutno, to visit his grandchildren in London, the only way he does it is by his wheezing car, changing then to a wheezing ferry. On his way, he avoids any routes leading through fields, just in case some disoriented Airbus was to crash somewhere there. He also avoids any bridges just in case some lost Boeing 737 was to get entangled in between its spans.  What grandpa sees once he hears the word „fear” are on-board sickness, captain Wrona informing the passengers that the undercarriage is kaputt, the burning fuselage and the black box searched for among the rumbles and burnt corpses. Przeczytaj Całość »

English Proverbs in Pictures 1- „It’s no use crying over spilt milk”

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily

2

Były już zdjęcia, czas na tekst. Choć to pokolenie ceni zdjęcia i obrazki ponad wszystko, to jednak mała dawka słowa pisanego nie powinna wywołać przesadnego wstrząsu, zwłaszcza gdy nie tyczy się tym razem zależności między językiem a myśleniem ani  nawet tego, co dwujęzyczność robi z człowiekiem, a czegoś, co podobno nie jest aż tak nudne- historii popularnych powiedzeń. Mimo, że autorka zajmuje się na co dzień psycholingwistyką a nie frazeologią, paremiologią ani nawet językoznawstwem diachronicznym, to autorka ma to do siebie, że lubi różne rzeczy wiedzieć i pewnych informacji  na ich temat poszukać- ot tak, po prostu. A że znaleźć coś interesującego i się tym nie podzielić to przejaw klasycznego akademickiego egoizmu, o tym, co się znalazło, trzeba napisać. Poczynając od historii powiedzenia „It is no use crying over spilt milk” w języku polskim znanym w dosłownym tłumaczeniu: „Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem”.

 Powiedzenie „Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem” to powiedzenie niezwykle obrazowe- tak obrazowe jak przystało na prawdziwą mądrość ludową, którą, z westchnieniem doświadczonego przez życie mędrca, można puentować dyskusje o miłosnych zawodach, biurowych dramatach i kolejnej klęsce polskiej reprezentacji.  Gorzej z faktycznym używaniem tego zwrotu w języku codziennym. Mimo braku oficjalnych statystyk, da się zauważyć, że użytkownicy języka polskiego nieczęsto używają akurat tego pięknego powiedzenia rodem z oświeceniowej bajki z morałem, skłaniając się raczej ku swojskim a równie wymownym „Trudno”, „Stało się”, „Co się stało, to się nie odstanie”, po mleczne przysłowie sięgając co najwyżej w przypływach językowej finezji. Znajomy, podsumowawszy łzawy monolog zdradzonej przyjaciółki tym właśnie stwierdzeniem, został zmierzony spojrzeniem pełnym współczucia, jakby to on miał go potrzebować. Skoro więc powiedzenie „Nie warto płakać nad rozlanym mlekiem” nie uchodzi za przysłowie o stuprocentowo swojskim i naturalnym brzmieniu, skoro bardziej kojarzy się z językiem literackim niż  z językiem prowadzonych na co dzień rozmów, w głowie zapala się lampka: skąd się ono wzięło w języku, ponoć potocznym, skoro on sam  niezbyt chętnie  z tym przysłowiem współpracuje? Przeczytaj Całość »

Invade’em all!

Jagoda Ratajczak, kategoria: Inni z językiem
pic

Ponad rok minął od publikacji ostatniego gościa na „Blogującej”,  a goście mają to do siebie, że piszą o wszystkim o czym nie pisze Jagoda (choć oczywiście nadal o języku) i robią to świetnie. Tym razem Anna Teska, anglistka zakopana w historii Anglii i staroangielskim serwuje tekst o tym, co Anglia zawdzięcza wikingom, co język angielski zawdzięcza językom skandynawskim i dlaczego pierwsza płyta Metalliki nosi tytuł „Kill’em all”. Pyszności.

 Wielka Brytania nie zawsze była tak językowo jednorodną wyspą, jaką jest teraz. Naturalnie prezentuje ona pewną różnorodność – Szkoci, Walijczycy i Anglicy zapewne by coś w tej kwestii dopowiedzieli. Oni wszyscy jednak należą do jednej grupy językowej. Co więcej: są oni w stanie porozumiewać się różnymi wariantami tego samego języka. Są zjednoczeni pod koroną Elżbiety II, ustalonymi granicami i, choć czasem pojawiają się dość impulsywne przejawy specyficznej dla wysp potrzeby autonomii, wszyscy są częścią Zjednoczonego Królestwa. Lecz dziś, chciałabym skupić Waszą uwagę na czasach, w których sytuacja na wyspie rysowała się inaczej, kiedy wokół działo się coś zupełnie innego. Przeczytaj Całość »