Jedzenie się je, nie tłumaczy, ale…/ Food is to be eaten, not to be translated, but…

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
whitech

Ciekawe określenie na dziś: pojęcie „comfort food”. Słownik Webstera i Encyclopedia Britannica definiują „comfort food” jako jedzenie tradycyjne, wzbudzające sentyment i przywodzące pozytywne skojarzenia. Anglosasom jak zwykle udało się zamknąć w dwóch słowach coś, co my definiujemy całym zdaniem. Pewnie dlatego pojęcia tego w ogóle nie tłumaczy się na j. polski, ale może się powinno…i może się da? Tworzenie poziomu pojęciowego to moja mała obsesja, więc jestem pod wrażeniem tego, że w angielskim koncept „comfort food” w ogóle istnieje! Jeśli sentyment do konkretnych smakołyków to coś oczywistego, dlaczego nazwano go tylko w j. angielskim? A jeśli to pojęcie „lokalne”, to dlaczego tak szybko je podchwyciliśmy? Może dlatego, że uświadomiło nam ono, że faktycznie każdy ma swoje „comfort food”? Moje to biała czekolada i smażony chleb z cukrem- koszmar dietetyka…

English version below

An interesting expression for today: the term „comfort food”. Webster’s Dictionary and Encyclopedia Britannica define comfort food as food prepared in a traditional style which has sentimental appeal and creates positive associations. As usual, English speakers managed to use only two words for something we define with a full-length sentence. Perhaps this is why this term is not translated into Polish, but maybe it should and can be translated? The issue of conceptualisation is my little obsession, so I am impressed to see that in English a concept of „comfort food” exists! If feeling sentimental about certain delicacies is something obvious, why was this concept named in English only? And if it’s a „local” and culture-specific term, why did we adopt it so quickly? Maybe it’s because it made us realise that everyone has their own comfort food? In my case, it’s white chocolate and fried bread with sugar- a dietician’s nightmare…

2 Komentarze/y dla “Jedzenie się je, nie tłumaczy, ale…/ Food is to be eaten, not to be translated, but…”

  1. wirtualny_znajomy napisł/a

    No to faktycznie masz kiepskie przyzwyczajenia. Na myśl o białej czekoladzie dostaję czkawki, a słowo cukier wzbudza gorycz. No, ale są gusta i guściki.
    Swoją drogą, nie wierzę autorce, bo gdyby rzeczywiście miała ciągoty do b.c i cukru, nie miałaby takiej uroczej powierzchowności, że użyję określenia z czasów poprzedzających moje własne dzieciństwo.

    Z jednym się solidaryzuję. Smażony chleb jest dużo lepszy niż kromki wyrzucane z elektrycznego opiekacza. :)


  2. Jagoda Ratajczak napisł/a

    W pojęciu comfort food cudowne jest to, że każdy ma swoje, a jednocześnie każdy dokładnie wie , o co chodzi i jakie odczucia mają się pojawiać. Oczywiście moja lista jest o wiele dłuższa…i jeszcze bardziej kaloryczna. Zielone to sobie mogą jeść króliki, a czy jest to dla nich „comforting”…też nie wiadomo;P


Napisz Komentarz