Więcej światła!/ More light!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
l

Tego dnia, w 1868 roku, uruchomiono pierwszą w Londynie (i na świecie)uliczną sygnalizację świetlną. Światła uliczne mogłyby wydawać się kiepską inspiracją do tworzenia idiomów/ interesujących sformułowań, ale nie jest tak źle. Oprócz dość oklepanego „to give sb the green light”, które ma także dokładny odpowiednik w j. polskim („dać komuś zielone światło”), w użyciu są też ciekawe (slangowe) nawiązania do światła czerwonego: rzeczownik „red light” oznaczający „szefa/ nadzorcę/ kierownika”, oraz czasownik „to red light”- „zabić kogoś wypychając go z jadącego pociągu” i „wyrzucić kogoś z jadącego samochodu/innego pojazdu i zmusić do pieszego powrotu do domu, często znajdującego się w znacznej odległości” (Jonathon Green, „Cassell’s Dictionary of Slang”, 1998). Wyrafinowane!

English version below: Przeczytaj Całość »

Jak uszczęśliwić anglofanatyków- przedświąteczne propozycje/ How to make English fanatics happy – pre-Xmas suggestions

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
books

Książka to zawsze dobry prezent, a książka anglojęzyczna to BARDZO dobry prezent! Najbardziej pamiętnym prezentem z tej kategorii, jaki wylądował na mojej półce, była anglojęzyczna Biblia podarowana na komunię. Na skutek lektury (jeśli można to tak nazwać), na angielskim zaczęłam używać zaimka osobowego „thou” zamiast „you” (kompletnie nieświadoma tego, że nie zawsze „thou” może zastępować „you”), wzbudzając poważne obawy u mojej pani od angielskiego. Kto chce podarować komuś coś anglojęzycznego i jednak trochę bezpieczniejszego niż Biblia, niechaj rzuci okiem na te kilka ciekawostek (dostępnych i na Allegro i na Amazonie- oczywiście!):

1) „In my humble opinion…”- notes dla sfrustrowanych ludzką podłością. Notujemy w nim swoje „skromne zdanie” na temat wszystkich, którzy sobie na to zasłużyli. Metoda na wyżycie się- tania, przyjemna i mniej problematyczna niż strzelanie do przypadkowych ludzi.

2. „Colour me good…record sleeves”- na szczególnie stresujące spotkanie, na którym przyszło mi tłumaczyć symultanicznie, wzięłam ze sobą kolorowankę Disneya, która pomagała mi zająć drżące ręce. Gdybym wiedziała, że istnieją kolorowanki z okładkami znanych płyt, życie (i tłumaczenie) byłoby piękniejsze.

3. Paper dolls- trochę upiorne, ale jakie twórcze. Wytnij sobie (i ubierz) Davida Bowiego. Albo Debbie Harry. Albo Kate Moss. Albo Ryana Goslinga.

4. „Pride and Prejudice and Zombies”- dla tych, którzy podobnie jak ja nienawidzą sentymentalnych bujd w wykonaniu Jane Austen, piękne stylowe pocztówki, na których postacie z „Dumy i uprzedzenia” nareszcie wyglądają tak jak powinny.

5. „Evil thoughts”- mocna dawka mizantropii dla osób, których w cudzych nieszczęściach najbardziej smuci to, że nie byli ich świadkami. Chcąc mieć czyste sumienie, warto sprawdzić, czy obdarowany nie jest przesadnie podany na sugestie.

English version below: Przeczytaj Całość »

Słowo o kalesonach/ Something about long johns

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
long johns

Sezon na kalesony już się rozpoczął (o czym poinformowali mnie ostatnio koledzy) i choć intryguje mnie pochodzenie tego słowa w j. polskim, to jeszcze bardziej intrygujący jest jego angielski odpowiednik- „long johns”. Słowo wypatrzono po raz pierwszy w publikacji z 1943, gdzie nazwano nim bieliznę produkowaną dla amerykańskich żołnierzy w trakcie II wojny światowej. Jak to zwykle bywa, pochodzenie słowa stanowi tajemnicę, choć „Wisconsin Rapids Daily Tribune”, z czerwca 1944 roku sugeruje, że powstało dzięki słynnemu bokserowi Johnowi L. Sullivanowi: „Kiedy już żołnierz wbije się w swoje kalesony, nieodmiennie napina bicepsy i kroczy dumnie po barakach niczym John L. Sullivan, na część którego nazwano tę praktyczną choć niezbyt urodziwą część garderoby”. Autor dodaje też ciekawą obserwację: „Niejednego rekruta wyśmiano gdy po raz pierwszy przełknął dumę i przyodział swoje kalesony”. Chyba nic się nie zmieniło.

English version below: Przeczytaj Całość »