Jak poszerzyć „rybne” słownictwo/ How to expand your fish vocab

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
fish

Gospodarz pewnego niemieckiego teleturnieju pyta uczestnika o to z jakiego kraju pochodzi słynne danie „fish and chips”. Odpowiedź: „Norwegia”. Co za zniewaga. Fish and chips to wynalazek z XIX -wiecznej Anglii, gdzie stało się sztandarowym daniem klasy robotniczej. Było to w okresie gdy w kraju kwitło rybołówstwo a rozwój kolei pozwolił na szybki transport świeżych ryb w rożne części kraju. Pierwszy sklep z fish and chips powstał w Londynie w 1860. Podobno smażoną w głębokim tłuszczu rybę, w XVII wieku przywieźli do Anglii hiszpańscy i portugalscy Żydzi. Frytki z kolei, w postaci podawanej z ową rybą, to wynalazek późniejszy, bo osiemnastowieczny. Samo słowo „chips”, w znaczeniu gastronomicznym po raz pierwszy pojawiło się u- o nie, znowu on- Karola Dickensa w „Opowieści o dwóch miastach” z 1859. W 2003 roku dyrektywa unijna nakazała sprzedawcom doprecyzowanie jakie ryby dokładnie sprzedają; „fish and chips” okazało się zbyt ogólnym terminem. Teraz więc wędrówka po lokalach może poskutkować poszerzeniem słownictwa rybnego: gdyby nie ta dyrektywa, pewnie znacznie później dowiedziałabym się jak jest po ang. „łupacz” :)

English version below:

The host of some German quiz show asks the participant about the country in which the famous dish, „fish and chips” was born. „Norway”- he replies. What an insult. Fish and chips is the invention of 19th-century England where it became a flagship dish of the working class. It was at the time when fishing industry bloomed and the development of railways made it possible to quickly transport fresh fish to different parts of the country. The first fish and chips shop was opened in London in 1860. It is believed that deep-fried fish was first brought to England in the 17th century by Spanish and Portuguese Jews. Chips, on the other hand, as a side dish which is now served with fish, are allegedly a 18th century invention. The word „chips” meaning fried potatoes, was first used in a book by- oh no, it’s him again- Charles Dickens, „A tale of two cities” from 1859. In 2003, an EU directive obliged fish and chips sellers to specify which species they actually sell; „fish and chips” turned out to be too vague a term. Thus, visiting different fish and chips shops may result in expanding your fish vocab; if it wasn’t for the directive, I would have learnt the word „haddock” much later  :)

3 Komentarze/y dla “Jak poszerzyć „rybne” słownictwo/ How to expand your fish vocab”

  1. wirtualny_znajomy napisł/a

    Ryba z frytkami – danie to niewymyślne, ale wyspiarze opanowali przyrządzenie do perfekcji. Nigdzie lepszego zestawu nie jadłem (wyroby polskich nadbałtyckich smażalni nie umywają się do smażeniny kucharczyków ze zjednoczonego królestwa). I pomyśleć, że imć C. Dickens maczał pióro w kulinarnej historii specjału prostego ludu. To się nazywa językoznawstwo śledcze w wykonaniu Autorki. :-)


  2. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Staram się jak mogę i dziękuję jak mogę! :) żartuję sobie, że niestety, niezależnie od głębi owego śledztwa, wszystkie drogi prędzej czy później prowadzą do Dickensa. A co do prostoty owego dania- rzeczy najprostsze są najlepsze i kompletnie nie rozumiem Francuzów, którzy od stuleci naśmiewają się z rzekomego prymitywizmu brytyjskiej kuchni. Owszem, poszerzenie gastronomicznego słownictwa na Wyspach to w ogromniej mierze zasługa Francuzów ( „jak się czegoś nie zna, to i nazwy nie ma”), ale kto wie, jak potoczyłaby się kulinarna historia tego narodu, gdyby nie względnie wczesny podbój przez Wilhelma. A! Z rzeczy prostych, „toad in the hole” , czyli z grubsza „parówka w cieście”, albo Welsh rarebit, czyli z grubsza „grzanki z serem” to kolejne popisy genialnej prostoty. Może tylko „fałszywa zupa żółwiowa” istotnie gotowana na głowiznie trochę odbiera apetyt ;)


  3. wirtualny_znajomy napisł/a

    Muszę sprostować, Droga Jagodo. Mój zachwyt prostym angielskim daniem (do czego mogę dodać akceptację niektórych elementów typowego angielskiego śniadania z wykluczeniem fasolki, rozprażonych pomidorów i papierowych kiełbasek) nie rozciąga się na pozostałe wytwory kulinarne wyspiarzy. Może się poprawili przez ostatnie kilka lat, ale dawne wspomnienia mam jednoznaczne, konsekwentne (gościłem na wyspie z pięćdziesiąt razy), jednym słowem kiepskie – jedzą jak świ…; gorsze żarcie mają tylko jankesi i Duńczycy. :-)


Napisz Komentarz