• The Language Daily

  • English proverbs in pictures

  • Some linguistics...

    • mono The bilingual problem revisited

      It seems that obvious things are not that obvious! The term „bilingualism” is now used quite freely, but do we know what bilingualism really is? Who is a bilingual? When [...]

    • smefff Who cares about (psycho)linguistics? An introduction

      What you’re going to read in this section are neither typical scientific analyses nor their imitations: these are writings on language which is here analysed and discussed from the point [...]

  • Inni z językiem

    • 22 To nie jest język dla starych ludzi

      Kolejny gość na blogu uświadamia nam, że świat nie kończy się angielszczyźnie (a jednak…) – niezwykle ciekawy i do tego kolorowy i przystępny tekst o języku, owszem kolorowym, ale niekoniecznie [...]

    • pic Invade’em all!

      Ponad rok minął od publikacji ostatniego gościa na „Blogującej”,  a goście mają to do siebie, że piszą o wszystkim o czym nie pisze Jagoda (choć oczywiście nadal o języku) i [...]

    • okkk Jak czułyby się dinozaury?

      Filolodzy to cholernie zapracowany gatunek i chyba tylko to usprawiedliwia roczną przerwę „Innych z językiem” – kolegów i koleżanek po językowym fachu, zdolnych ( i to jak!) przerwać codzienny kierat [...]

  • English readers are welcome

    • lovee Put the spoon in

      Without emotions, the world would probably know neither wars…nor excitement. And there would be even less excitement if language didn’t confuse things a bit in the already confused world of [...]

    • ups2 Changing the set

      Who are we when we speak our second language? Does being bilingual mean having two personalities too? Is a language barrier a real obstacle on the way towards getting to [...]

Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
kevinn

Nie lubię pisać o sobie, bo póki co, nie mam zbyt wielu powodów, by to robić- w myśl zasady, że święte prawo do zajmowania się własną osobą mają ludzie znani, których życie prywatne istotnie może kogoś obchodzić. Jest jednak w grupie „Blogi językowe i kulturowe” tylu ciekawych ludzi prowadzących tak ciekawe, różnorodne blogi poświęcone  także tym językom, o których nie mam bladego pojęcia, że postanowiłam dołączyć do ich akcji i  popełnić coś, czego nigdy nie robiłam: tekst na temat ustalony odgórnie, a brzmi on: „jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata”.  Tak, to był mój wymysł, bo nie dość, że wpisuje się w psycholingwistyczne rozważania którymi ten blog stoi, to jeszcze daje wspaniałą okazję –także dla mnie- aby dowiedzieć się, co autorzy innych blogów, władający innymi językami, maja do powiedzenia na temat swoich dwujęzycznych doświadczeń. Ślinka leci!

Mile widziane wszelkie komentarze- w końcu języka obcego uczy się dziś każdy młody człowiek i na pewno fakt ten ma znaczenie dla jego rozwoju. O czym poniżej…

Co na temat języka mieli do powiedzenia zaliczani dziś do kanonu, a żyjący jeszcze w ubiegłym stuleciu językoznawcy? Naprawdę sporo, choć znaczna ich część dziś nie miałaby do powiedzenia praktycznie nic. Obserwacje ówczesnych językoznawców to bowiem obserwacje ludzi najczęściej jednojęzycznych, a wiec pozbawionych możliwości dokonywania jakiejkolwiek analizy porównawczej pomiędzy językami, nie mówiąc o możliwości oceny tego, jak znajomość języka drugiego wpływa na to, jak myślimy! Amerykańscy językoznawcy, twórcy szkoły strukturalizmu posługiwali się głownie (jeśli nie wyłącznie) językiem angielskim, w którym publikowali i zabierali glos we wszelkich dyskusjach, i zapewne nie przyszło im do głowy, że ograniczone horyzonty, których granice wyznaczył im jedyny znany przez nich język, dziś odebrałyby im prawo głosu. Noam Chomsky, rozwodząc się nad swoim modelem doskonałego speaker-hearer, modelowego człowieka jednojęzycznego, okazał się nie tylko fantastą, sądzącym, że człowiek jednojęzyczny istotnie jest najlepszym dla badaczy puntem odniesienia, ale przede wszystkim człowiekiem mało spostrzegawczym.  Zważywszy to, jak wiele narodów tego świata to społeczności zróżnicowane językowo i kulturowo, to nie jednojęzyczność jest normą, a dwujęzyczność. I właśnie analiza tego  ignorowanego przez Chomsky’ego i jego poprzedników zjawiska,nadała współczesnemu językoznawstwu zupełnie nowe, i bardziej zasadne oblicze.

W warunkach eksperymentalnych osoby jedno i dwujęzyczne wypadają inaczej, o czym można poczytać w wielu tekstach na tej stronie.  Nie chodzi o inteligencję, cechę tak mało namacalną, że aż proszącą się o zignorowanie w poważnych badaniach. Chodzi o to, na co zwracają (lub na co nie zwracają) uwagę i jedni i drudzy, o to jak bardzo inaczej potrafią odbierać informacje i bodźce. Athanasopoulo[1], i jego badania wykazały różnice w postrzeganiu kolorów, zależne od tego, czy dany język nazywa dany kolor słowem, czy nie. Badania Panayiotou[2] i Pavlenko[3] pokazały, że osoby dwujęzyczne inaczej interpretują pojęcia emocjonalne, z racji wpływu jakie na ich myślenie wywierają pojęcia emocjonalne poznane w ich języku drugim. Ludzie uczący się aborygeńskiego języka Guugu Yimithirr , pod jego  wpływem zaczynają zwracać baczniejszą uwagę na geograficzne strony świata, którymi – w odróżnieniu od naszego „prawo lewo” posługują się rodowici użytkownicy języka.  Przykłady tego jak język wpływa na to jak myślimy, i na co zwracamy uwagę,  można by mnożyć . Choć można by zapytać jak dalece drastyczny wpływ na mój umysł mógł mieć język angielski, obecny wszędzie, oswojony, przyjazny, nieporównywalnie bliższy mojemu językowi ojczystemu, niż języki inne niż indoeuropejskie, wyrosłe na zupełnie innej kultowej glebie i wymagające bardzo bolesnego przestrojenia swojego myślenia.  A jednak wpłynął  i mówienie w języku ojczystym, stało się w moim wypadku procesem o wiele bardziej świadomym, właśnie dzieki znajomości języka obcego..

Dwujęzyczność  Polaków (na przykład Polaków), dla których najlepiej opanowanym językiem drugim jest angielski, jest dość osobliwym rodzajem dwujęzyczności.  Co z tego, ze angielski jest wszędzie i opanowanie go teoretycznie powinno być nieuniknione. Angielski w ogóle nie jest spowinowacony z naszym językiem ojczystym, a jego prym i wszechobecność wynika wyłącznie z powodu jego światowej dominacji. Zupełnie inaczej niż ma się to w przypadku np. języka śląskiego (przy założeniu, że ma status języka) czy kaszubskiego, których znajomość w przypadku Polaków jest w pełni uzasadniona…z racji wieloletniej obecności tych języków na naszych ojczystych terenach. Właśnie taki rodzaj dwujęzyczności jest dominującym w świecie- obok siebie żyją ludzie władający rożnymi językami, którzy dokonują miedzy sobą „językowej wymiany”, czy to z racji prowadzonego handlu, podobnej kultury, czy z racji sąsiedztwa po prostu, którego skutkiem ubocznym bywają małżeństwa, wspólne tradycje i instytucje. Tak jest w Szwajcarii, Belgii, tak jest u sąsiadujących z Baskami Hiszpanów, a patrząc poza Europę, w krajach Bliskiego Wschodu, w których ludność posługuje się dziesiątkami języków i dialektów, czy wreszcie w Chinach, gdzie z racji terytorialnego ogromu, językowa różnorodność jest nieunikniona. A jednak tu, w Poznaniu, siedzę ja, człowiek wychowany w domu, w którym nie znano żadnego języka obcego, któremu w wieku lat 7 odbiła palma i postanowił perfekcyjnie (cokolwiek to wtedy znaczyło) nauczyć się języka, nijak mającego się do tego, gdzie i między kim żyje.  Ale dwujęzyczność to dwujęzyczność, nieważne czy wyrosła z zasadności. Moja wyrosła z miłości, która niestety jest miłością zaborczą, bo choć bardzo bym chciała otworzyć umysł na zmiany jakie w moim myśleniu mogłyby zaprowadzić kolejne zgłębiane języki obce, nie mogę oderwać się od angielskiego,  pierwszego języka, który uświadomił mi, czym tak naprawdę jest język i dwujęzyczność.

 Angielski był pierwszym językiem obcym jakiego się uczyłam. Typowo. Nagle okazało się niektórzy ludzie (tzn. Anglicy) myślą inaczej niż my. I wcale nie oznacza to, że oni są dziwni, a my normalni.  Pomagam ośmioletniemu synowi znajomych odrobić lekcje angielskiego. Zadaje mi pytanie o coś, co i mnie dziwiło jakieś 20 lat temu:  „czemu oni mówią ”it’s my sister’s house”- „to jest mojej siostry dom?”  zamiast ”to jest dom mojej siostry”? To głupie”- mówi. Tłumaczę, mu, że to nie głupie, tylko piękne. To że oni myślą i konstruują zdania inaczej niż my, nie znaczy, że są głupi. I że różnice są ciekawe i piękne, bo gdyby nie one, z niewielu rzeczy w ogóle zdawalibyśmy sobie sprawę. No właśnie, Człowiek nie znający żadnego  języka obcego nawet nie jest świadomy tych różnic, i chyba właśnie to- oprócz niemocy i bierności w wielu sytuacjach życiowych- jest najgorszym skutkiem nieznajomości języków obcych. Nieświadomość,  że można myśleć inaczej, a czasem nawet logiczniej.

Pierwsze swoje spostrzeżenia na ten temat zapisywałam w grubym żółtym zeszycie w kratkę, który od 6 klasy szkoły podstawowej do dziś, jest dla mnie bezcennym źródłem inspiracji i refleksji.  Notatka z maja 1999: „Na sprawdzianie ze strony biernej, pani poprawiła moje zdanie „They said they live there” na „They said they lived there”. Dlaczego? „Powiedzieli, że tam mieszkają” – przecież to brzmi logicznie, dlaczego muszę to zamienić na „Powiedzieli, że tam mieszkali?”, skoro nadal tam mieszkają a nie tylko w momencie gdy to mówili?” Polski sposób myślenia nie wytrzymał konfrontacji z angielskim, wymagającym bezwzględnej precyzji, bo przecież „skoro mówili to wtedy, to i wtedy tam mieszkali, i użycie obu czasowników w czasie przeszłym jest jak najbardziej logiczne”- to już refleksja poczyniona w temacie parę lat później.  Albo zapis już z liceum: „Polacy mówią:  Będę jadł, „Będę spał”- absurd. „Będę”, sygnalizujący czas przyszły, połączony z formą przeszłą „jadł”, ”spał” nieoczekiwanie daje…nadal czas przyszły. W angielskim to nie przejdzie:  nie można tworzyć mieszanek przyszło- przeszłych, a will akceptuje czasowniki tylko w bezokoliczniku. Czy tak samo nie powinno być i w polskim; formy „będę spać, będę jeść” jedynymi poprawnymi? [4] gramatyka angielska z racji całkowitej odmienności od polskiej, musiała być pierwszą sferą, która rodziła pytania w dotąd jednojęzycznej głowie. Zeszyt pozostaje w użyciu.

Jednym z największych niespodzianek dla każdego, kto uczy się języka obcego jest istnienie słów w języku ojczystym nie odnotowanych.  Nie szkodzi, że wiele leksykalnych luk języki starają się prędzej czy później wypełnić- są takie słowa, które nawet mając mniej lub bardziej precyzyjne odpowiedniki w języku polskim, pozostają niezastąpione jedynie w wersji oryginalnej. I gdy już człowiek dowie się, że język B daną rzecz nazwał, okazuje się, że akurat to słowo istotnie bardzo by nam się przydawało w codziennym dyskursie prowadzonym w języku A.  Tak było z niedawno przeze mnie odkrytym słowem „rolodex”. Oficjalnie, „rolodex” to stawiany na biurkach organizer, zawierający listę kontaktów biznesowych, które można wygodnie przeglądać. Nieoficjalnie„grupa ludzi, do których dzwonimy, tylko gdy czegoś od nich chcemy”. „Every asshole has his own rolodex of little helpers”- nigdy nie zapomnę tego jakże życiowego zdania, w  którym owa grupa ludzi, o których owy dupek przypomina sobie tylko w potrzebie, nazwana została raptem jednym, a jakże wdzięcznym słowem. O, frustracjo! Jakże dotkliwie stają się braki polskiego leksykonu  po zetknięciu się z czymś tak błyskotliwym. Takich słów jest mnóstwo, nie dziwi więc to, że ludzie biorą sprawy w swoje ręce: tak zaczyna się radosne słowotwórstwo mające na celu wypełnić lukę w języku ojczystym, albo, gdy nie wychodzi, dramatyczny code-switching. Język drugi uświadamia w równym stopniu i braki jednego języka, i  bogactwo i humor drugiego.

Od takich odkryć wiedzie prosta droga do refleksji nad tym, czy istnieje ekwiwalencja językowa. Czy naprawdę ludzie mówiący w innych językach (w tym przypadku, w angielskim) myślą dokładnie o tym samym, gdy w grę wchodzą terminy nacechowane emocjonalnie? Poświęciłam temu kilka tekstów na stronie m.in. „Zanurz łyżkę”, „Zmiana dekoracji”, a przy okazji i pracę magisterską, dla której punktem wyjścia był mój niegdysiejszy tłumaczeniowy problem- jak przetłumaczyć, jakże kontekstualne słowo, „insecurity”  jako słowo wyizolowane (a wiec pozbawione kontekstu), i czy w ogóle się da?  Czy pojęcia abstrakcje takie jak „zazdrość”, mądrość”,  naprawdę znaczą to samo, w różnych językach, zwłaszcza gdyby porównać języki europejskie i te spoza kontynentu? A może ekwiwalencja językowa to utopijny koncept, a my posługujemy się tak naprawdę słowami, które po przetłumaczeniu pozostają jedynie synonimami, nie dokładnymi odpowiednikami?  I czy szukanie ekwiwalentów słów obcych w języku ojczystym to tak naprawdę właściwa strategia?  Odruchowa odpowiedź brzmi oczywiście tak- jak bowiem mamy się  nawzajem zrozumieć, jeśli pojęcia obcego nie porównamy do czegoś, co jest dla nas choć trochę znajome? Russel (1991)[5] kwestionuje jednak i tę pełnej dobrej woli praktykę- tylko solidne wgryzienie się w obcą kulturę może ochronić nas przed typowym dla osób jednojęzycznych, lub nawet dwujęzycznych (o niskim stopniu akulturacji)przepuszczaniem obcych pojęć przez filtr języka pierwszego. Wtedy bowiem tak naprawdę nie rozumiemy obcych pojęć dogłębnie, ale przez pryzmat podobieństw do języka pierwszego, lub tego, jak za jego sprawą postrzegamy rzeczywistość.  Czy w zastanawiałabym się nad tym, gdybym nie była dwujęzyczna? Wątpliwe- nie tylko bym się nad tym nie zastanawiała, ale i nie rozumiałabym tego, co właśnie napisałam.

Walka o opanowanie języka obcego, a potem jego używanie, to także wyjątkowa okazja do zastanowienia się nad tym, jacy tak naprawdę jesteśmy. To że nie opowiadamy tych samych żartów i nie formułujemy myśli tak samo w języku drugim, niekoniecznie wynika z ograniczonej znajomości słownictwa (nie opowiem dowcipu o komorniku, bo nie wiem jak jest „komornik”), ani nawet z zasad narzuconych przez gramatykę (tzw. żarty nieprzetłumaczalne najczęściej bazują na jej specyfice).  Często różnice te wynikają z tego jak czujemy się w roli użytkownika języka drugiego, jaką pozę przybieramy, jak bardzo staramy upodobnić swój styl bycia i mówienia do podpatrywanego gdzieniegdzie stylu „nejtiwow”.  Osobowość nie jest plastycznym tworem, który zmienia się pod wpływem użytego języka- na pewno jednak ukazuje  swoje nieco inne odcienie, w momencie przełączenia języka. Nigdy nie zapomnę wrażenia jakie odniosłam oglądając samą siebie na nagraniu z jednego z moich „tłumaczeń terenowych”, przekładu liaison wykonywanego dla towarzyszącego mi dżentelmena z Wysp. Patrzyłam na siebie, na to w jaki sposób się do niego zwracam i jakim tonem mówię i uznałam: to nie byłam ja, mnie zamknięto wtedy w szafie. A jednocześnie byłam to ja. Takie atrakcje tylko z językiem drugim!

Czy te wszystkie doznania gwarantowane dzięki nauce języka obcego to wystarczająca motywacja dla osób, które nadal się do niej nie palą? Im bardziej lubi się rozmyślać i im większą ma się świadomość języka w ogóle (którą paradoksalne, najbardziej rozwija właśnie język obcy), tym większą frajdę sprawia jego nauka. A temu, kto nie jest typem myśliciela zawsze pozostaje motywacja w postaci perspektywy wyrwania się z kąta, w którym dotąd siedział, odmawiając koronkę, aby „ktoś tu zaraz odezwał się po polsku”. Najczęściej nie odzywa się nikt, ale czy tylko z tego powodu naprawdę warto nie zaznać tylu atrakcji?

Polecam wpisy pozostałych autorek i autorów z blogowej grupy językowej- co wpis, to inny język, jest czym sycić duszę!

Angielski:

Angielski dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata?

Esperanto:

Językowa Oaza: Czy esperantyści mówią jak roboty?

Hiszpański:

Hiszpański na luzie – Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata?

Holenderski:

Język holenderski – pół żartem, pół serio: Język polski z holenderskiej perspektywyl

Niemiecki:

Niemiecka Sofa – Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Blog o języku niemieckim – W 80 blogów dookoła świata: Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Norweski:

Pat i Norway – Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.

Rosyjski:

Rosyjskie Śniadanie -Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?

Daga tlumaczy – Dlaczego akurat rosyjski?

 Szwedzki:

Szwecjoblog – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Włoski:

Studia, parla, ama – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?  

Wietnamski

Jak język wietnamski wpłynął na moje postrzeganie świata? 

A dla chętnych dołączyć do grupy małe co nieco- W 80 blogów dookoła świata – blogi o językach, kulturze i podróżach (link: https://www.facebook.com/groups/639387119488601/)

 80 blogow


[1] Athanasopoulos,P. 2008. Cognitive representation of colour in bilinguals: the case of Greek blues

[2] Panayiotou, A. 2006. „Bilingual emotions: the untranslatable self”

[3] Pavlenko, A. 2005. „Emotioons and bilingaulism”

[4] Oczywiście, to nie takie proste, bo  formy „będę jadł, spał” nie tyle sygnalizują brak logiki języka polskiego, co według niektórych, podkreślają ciągłość czynności wyrażanej we właśnie czasie przyszłym ciągłym- jak najbardziej w j. polskim istniejącym, o czym zdają się zapominać wszyscy przerażeni mnogością czasów angielskich.

[5] Russell, J.A. 1991. „Culture and categorisation of emotions”.

16 Komentarze/y dla “Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał”

  1. W 80 blogów dookoła świata – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? | - napisł/a
  2. N. ze Szwecjobloga napisł/a

    Co ja mogę napisać… Wielkie dzięki za inspiracje!!!


  3. Justyna - blog o Francji napisł/a

    Bardzo ciekawy artykuł. Język obcy wpływa na postrzeganie języka ojczystego, ale rownież na nasz sposób mówienia, myślenia, zachowania i to bardziej niż nam sie wydaje. Ja rownież czasami mam wrażenie, ze ktoś zamknął mnie w szafie ;) albo ze mam rozdwojenie jaźni ;)


  4. alessandra napisł/a

    Jestem pod wrażeniem, świetny tekst. Uwielbiam, jak te różnice językowe obrazują nam różnice w sposobie myślenia i postrzegania świata… Także pod tym względem nauka języka obcego bardzo poszerza horyzonty :)


  5. Ula napisł/a

    Podpisuję się pod Justyną i Alessandrą- bardzo ciekawy i inspirujący tekst. I zazdroszczę tych notesów z zapiskami dotyczącymi języka!


  6. Aleksandra z Niemieckiej Sofy napisł/a

    Jagoda, Jagoda :D Pieśni pochwalne mogłabym Tobie pisać! Napisałaś fantastyczny artykuł i czytałam go z otwartymi ustami :)

    Widać, że od małego fascynował Cię język i jego struktura. Ekwiwalencja językowa to też bardzo ciekawy temat i podobał mi się na studiach :)


  7. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Dziewczyny, wielkie dzięki za Wasze komentarze. Jak już mówiłam-wracam do domu i zabieram się za lekturę Waszych tekstów! A co do zeszycika- to faktycznie jeden z moich najcenniejszych skarbów (ratowałabym go w pierwszej kolejności na wypadek pożaru/powodzi;)), ale można taki założyć w kazdej chwili. Polecam! Za 10 lat i wy możecie sobie pogratulować decyzji, by zapisywać swoje przemyślenia, bo one tak naprawdę nie tracą na aktualności. Po prostu z wiekiem dany problem postrzega się inaczej lub bardziej wielowymiarowo;)


  8. Emilia napisł/a

    Oj, ta niecałkowita przetłumaczalność pojęć notorycznie mnie rozbraja. Gdy dodamy do tego fakt, że każdy ma nieco inne poczucie, co w jego rodzimym języku brzmi dobrze a co lepiej, to wychodzi z tego niezły galimatias. Z powodu niedoskonałości słowników vn-pl, tłumaczę często przez j. angielski. Czasami pękam ze śmiechu, ale jest to niekiedy śmiech przez łzy. Przykład z ostatniej notki: ostateczna wersja „bez ogona”, wg słowników powinno być „jasny jak słońce”.;-)


  9. aulnay napisł/a

    Już to chyba pisałam w grupie, ale jestem pod wielkim wrażeniem Twojego bloga – a właściwie Twojego stylu formułowania wypowiedzi, które są na bardzo wysokim poziomie merytorycznym, a jednocześnie wszystko czyta się jak powieść :) Świetny wpis! A ja już sobie notuję na marginesie: rolodex, rolodeks, zrolodeksować… ;)


  10. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Karolina, to zaszczyt czytać takie słowa. Mam nadzieję zatem, że zbliżająca się książka Cię nie zawiedzie;) Z tym rolodeksem jest tak, że faktycznie mało kto spośród nie-najtiwów (i to Brytyjskich!) zna przewrotne znaczenie tego słowa, ale o tym że ono faktycznie funkcjonuje świadczą fora internetowe i blogi, zwłaszcza Baggage Reclaim, który uwielbiam. ‚Flipping Through a Mental Rolodex Of Chicks”- to z tekstu autorki o kolesiach, którzy przebierają w znanych mu panienkach, w zależności od tego na jaką mają aktualnie ochotę. Albo „An ex on the rebound will be flipping through his rolodex looking for an ego stroke”. I faktycznie, „zrolodeksować” w polskiej wersji brzmi nawet całkiem całkiem, ale z racji tego, że przedmiot zwany rolodexem jest u nas nieznany, nie obyłoby się bez dodatkowych wyjaśnień, a to nieco knoci sprawę…;)


  11. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Dzięki Emilia za komentarz, i przy okazji za zwrócenie uwagi na BARDZO ważną sprawę, mianowicie na to, że ucząc się tzw. rzadkich języków, korzystamy ze źródeł pisanych w języku innym niż nasz ojczysty. Skutek jest taki, że pojęcia np. wietnamskie, poznawane ze słownika wietnamsko-amgielskiego są „filtrowane” semnatycznie (językoznawcy by powiedzieli „mediated”) przez język angielski, co może zakłócać nasze ich rozumienie w j. polskim. Do tego zresztą pił przytaczany przeze mnie w tekście Russell. I tak z całą masą języków, które nie doczekały się opracowania w polskich źródłach…


  12. Rubella napisł/a

    Świetny tekst, uczta dla moich szarych komórek! Jak Ty to robisz, że nawet takie ciężkie, lingwistyczno-psychologiczno-filozoficzne tematy umiesz tak wspaniale ubrać w słowa?? Nie mogę doczekać się Twojej książki, jak i gdzie i kiedy będzie można ją nabyć?
    Nie wzięłam udziału w tej edycji cyklu, bo jedyne co mogłabym napisać to to, że zauważyłam, ze mówiąc po angielsku mam zmieniony tembr głosu – ale to też ciekawe, prawda?

    Pozdrawiam i łączę wyrazy uznania!


  13. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Ooo, a ja właśnie miałam pytać, gdzie tekst autorki „po języku”? :) normalnie nie wiem, co powiedzieć, tak mi się miło zrobiło, zwłaszcza, że jednak czasem dopadają mnie wątpliwości, czy na pewno wszystko opisane jest tak zrozumiale jak należy. Ulżyło mi więc;) Książka na pewno popłynie wszelkimi typowymi księgarskimi kanałami sprzedaży, nie będę jej rozdawać spod lady na targowisku (a przynajmniej mam nadzieję, że nie będę) :) Z tym tembrem głosu, mam tak samo, mówię głosem jakby bardziej eleganckim (wiadomo, chcemy wypadać jak zawodowcy, a to jednak nie to samo co naturalność w j. ojczystym), stosuję tez znacznie więcej wtrąceń, w rodzaju „you know”, „right?”, „kind of”..uchowaj mnie tylko Boże przed „sort of”! ;)


  14. W 80 blogów dookoła świata – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? | Studia-Parla-Ama napisł/a
  15. baixiaotai napisł/a

    Och, jaki wspaniały tekst! Tak, właśnie tak – nad językiem polskim zaczęłam się zastanawiać dopiero, gdy zaczęłam uczyć się chińskiego. Język chiński zmienił moją percepcję, logikę wypowiedzi w obu językach, poszerzył mój świat :) I, tak jak Emilia, dopóki musiałam korzystać z anglojęzycznych słowników, załamywałam ręce ;)


  16. Hiszpański na luzie: Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata? napisł/a

    [...] dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata? Następna Blogująca: Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czy… Językowa Oaza: Czy esperantyści mówią jak roboty? Język holenderski – pół żartem, pół [...]


Napisz Komentarz