(Polski) język językoznawstwa- odpowiedników brak

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
2

Wczoraj na moim prywatnym profilu umieściłam skierowaną do kolegów po fachu siedzących w psycholingwistyce/kognitywistyce prośbę o pomoc w znalezieniu polskich odpowiedników terminów stosowanych w branży językoznawczej od lat-  „verb-framed and satellite-framed languages”. Burza mózgów, w którą zaangażowany został nie tylko dr Google, ale i wspomniani znajomi, była promotorka i obecna promotorka, pomogła ustalić, że  po polsku są to tzw. „języki o ramie czasownikowej i towarzyszącej”.  Dzisiaj, szukając polskich odpowiedników innych terminów, natknęłam się m.in. na takie koszmarne twory jak „myślenie dla mówienia”, polski odpowiednik nazwy słynnej (na tym podwórku) teorii Slobina „thinking for speaking”(wspomnianej m.in. tu: http://nastepna-blogujaca.pl/2014/05/wyjscie-z-pudelka/)

Aaaa! Przyznam, że trochę przerażają mnie opóźnienia polszczyzny w zakresie tworzenie odpowiedników pojęć, które w kognitywistyce zdążyły się na dobre zadomowić. Z drugiej strony, nie powinno to dziwić- prace językoznawcze (także nasze własne) powstają głównie w języku angielskim, który z wyjątkową łatwością i precyzją (kłania się elastyczność angielskiego słowotwórstwa) nazywa nowe zjawiska i teorie. Przełożenie ich na j. polski równoznaczne jest z tworzeniem językowych potworów takich jak „myślenie dla mówienia”. Może jednak te potworki stanowią także sygnał, by zamiast nadal pisać WSZYSTKO po angielsku, zachęcać młodych językoznawców do pisania także po polsku, by naukowy leksykon naszego języka nareszcie się ubogacił i nadrobił zaległości? Tylko jak będzie się to miało do niewypowiedzianej, ale jednak obowiązującej zasady „wszystko, co się dziś liczy w branży musi być publikowane po angielsku”? Co na to studenci innych filologii?

 

 

 

 

Napisz Komentarz