Tabloidowe talenty/ The tabloid talents

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
heilness na bloga gry slow

[PL] „The Sun” z pewnością nigdy nie był ulubionym tytułem członków brytyjskiej rodziny królewskiej, a po tej publikacji królowej znów nie będzie do śmiechu. Co jednak bawi, a raczej zasługuje na szacunek, to ogromny talent do tworzenia tzw. nonce-formations, z jakich słynną dziennikarze tego tabloidu. Nonce-formations, zmyślne i niezwykle kontekstualne gry słowne nie cieszą się statusem neologizmów jako że są tworzone i używane w bardzo konkretnym kontekście (głównie w artykułach prasowych),ale dowodzą sporej świadomości językowej u, można by rzec, dziennikarskich hien. „The royal heilness” to dzisiejszy tego przykład. Wśród innych znajdziemy m.in. „totally Careyless (to o Mariah Carey, której nazwisko upodobniono do przymiotnika careless – tu „roztrzepany” – w nagrodę za to, że zapomniała zostawić napiwek w restauracji), „John Ares is Lauren’s new Buddy” (to o Lauren Buddy, a właściwie jej nowym „buddym” – w wolnym tłumaczeniu „gachu”), „Madonna’s power of good-dye” (wyrazy uznania dla nowej fryzury Madonny; tytuł jej piosenki „The power of good bye” sparafrazowano, zmyślnie dostrzegając podobieństwo brzmienia między słowem bye a czasownikiem dye – farbować). Czy i w polskich tabloidach wyłapał ktoś kiedyś takie gry słowne?

[EN] „The Sun” has certainly never been the royals’ favourite magazine, and after that publication the queen won’t be amused either. What is amusing or perhaps respectable, however, is a huge talent for coining the so called “nonce-formations” which this tabloid has been famous for. Nonce-formations are savvy and highly contextual word games which do not enjoy the status of neologisms since they are coined and used for specific purposes (mainly for press articles), but prove high linguistic awareness of, shall we say, press hyenas. “The royal heilness” is today’s example. Others include: „totally Careyless” ( taken from the article about Mariah Carey who forgot to tip the waiter in a restaurant), “John Ares is Lauren’s new Buddy (taken from the article about Lauren Buddy’s love affair) or “Madonna’s power of good-dye” ( taken from a review of Madonna’s new hairstyle, the word game being inspired by the title of her song, ”The power of goodbye”). Have you ever seen such word games in Polish tabloids?

Dramat związków dwujęzycznych/ The drama of bilingual relationships

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
a

[PL] Jeśli założymy, że porozumienie intelektualne, podobne poczucie humoru czy zdolności komunikacyjne są kluczowe dla udanego związku, można by spytać jak użytkownik języka A spełnia się w związku z użytkownikiem języka B. Nawet jeśli obie strony biegle władają językiem w jakim się porozumiewają, i tak tworzą się niedopowiedzenia za sprawą m.in. różnic w wyrażaniu emocji, w tym poczucia humoru, czy okazywaniu złości. Co tak naprawdę wiedzą o sobie partnerzy jeśli nie są w stanie w pełni wyrazić swoich myśli z racji niedostatecznej znajomości języka? A co wiedzą o sobie nawet jeśli mówią biegle w danym języku, ale nie są w stanie za jego pomocą oddać niuansów swoich żartów czy snutych przez siebie opowieści?

Temat ten obszernie omawiałam na blogu, ale nadal wyczekuję kolejnych doniesień od osób mających doświadczenie w temacie.

I nie- język ciała to żaden agrument:) Może i sam język to żaden argument- w końcu native speakerzy tego samego języka też się rozwodzą.

(Germaniści, nie traktujcie tej grafiki poważnie:))

[EN] If we assume that intellectual connection and being on the same wavelength in terms of sense of humour and communication skills is vital for a relationship to work out, it seems legitimate to ask how it is possible for a speaker of one language to be in a fulfilling relationship with a speaker of another language. Even if both parties are quite proficient in the language they use to communicate, some things are left unsaid due to i.a. the differences in emotion expression, including sense of humour and “anger management”. What do such partners really know about each other if they fail to fully express themselves due to insufficient language proficiency? And what do they know about each other’s personalities and attitudes if they do speak a language fluently, but find it impossible to convey the subtleties of their jokes or stories they share?

This topic has been widely discussed on my blog, but I am still looking forward to getting some new reports from those of you who have some experience in the field.

And no- body language is no argument:) Perhaps a language itself is no argument- after all, people get divorced even when they are native speakers of the same language.

(German philologists,please do not treat that pic seriously:))

Co ma wspólnego „free” z „friend”?/ What does „free”have to do with „friend”?

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
IMG_0014

[PL] Właśnie zabrałam się za lekturę książki “Za darmo. Przyszłość najbardziej radykalnej z cen” Chrisa Andersona z zamiarem zrobienia sobie przerwy od językowych cudów a tymczasem…biada tobie, autorze, bo nawet ty musiałeś sprowadzić mnie na dobrze znane tory. Dwudziesta strona i już fragment o pochodzeniu angielskiego słowa „free”, co ciekawe pochodzącego z tego samego źródła co „friend”.
Oczywiście, „free” jest ciekawym słowem także z innych powodów. Jako że znaczy zarówno „wolny” jak i „darmowy”, stanowi dobry przykład tego jak pierwsi użytkownicy angielszczyzny rozumieli pojęcie ceny. Najwyraźniej, wolny był ten, kto nie płacił:)

[EN] Just started reading Chris Anderson’s “Free.The Future of a Radical Price” with a view to taking a break from linguistic stuff and…woe to you, dear author, even you had to put my thoughts back on the old track. Twentieth page and here comes a piece about the etymology of the English word “free” which surprisingly, comes from the same root as the word “friend”:
“According to Douglas Harper, [both come from] Old English “freon, freogan” meaning “to set free” or “to love”. Originally, it denoted “a beloved one” or “a friend” and it evolved semantically in some languages (notably in Teutonic and Celtic) into “free”, perhaps due to the fact that such terms as “beloved one” or “friend” were used in reference to the members of one’s own clan (as opposed to slaves). The second meaning, “gratuitous” appeared in 1585, following the phrase “free of costs”

Obviously, “free” is an interesting word for some other reasons, too. Since it means both “liberated” and “gratuitous”, it is a nice example of how first speakers of English understood the concept of price. Apparently, free was he who didn’t have to pay:)

Nowe oblicze „shall”/ A new face of „shall”

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
wallis1

[PL] Odkąd zaczęłam romansować z prawniczym angielskim, odkrywam zupełnie nowy wymiar tego języka, jak się okazuje, nadal pełnego sformułowań-skamielin i dziwacznych konwencji. Weźmy czasownik „shall”- całymi latami człowiekowi wbija się do głowy, że używa się go w odniesieniu do przyszłości, po czym nagle okazuje się, że w prawniczej angielszczyźnie wcale się on do przyszłości nie odnosi (w dokumentach powinien być rozumiany jako wyrażenie stanu faktycznego ustalanego przez strony umowy lub władze).Próbując znaleźć źródła wyjaśniające ewolucję znaczenia „shall”, natrafiłam na jeszcze jedną zasadę jego zastosowania. John Wallis, autor dzieła „Grammatica linguae Anglicanae” (1653) nie pozostawił żadnych wątpliwości: „shall” odnosi się do przyszłości, ale wolno go używać wyłącznie w pierwszej osobie liczby pojedynczej i pierwszej osobie liczby mnogiej,kropka. Jego zalecenie przez lata traktowano bardzo poważnie i ponoć wciąż żyją ludzie, którzy stosują się do tej zasady. Zważywszy , że forma „you shall” (czy raczej „thou shalt”) ma długą historię, sięgającą Dziesięciu Przykazań, popularność teorii Wallisa wydaje się dość zaskakująca. To że cieszyła się poważaniem jednak nie dziwi- Wallis był matematykiem, współtwórcą teorii rachunku różniczkowego, on też wprowadził symbol ∞ oznaczający nieskończoność. Zapewne rozsądnie było założyć, że wprawny matematyk zna się równie dobrze na gramatyce. Powstaje tylko pytanie, czy gramatyka faktycznie jest językowym odpowiednikiem matematyki…

[EN] Ever since I began to dabble in legal English, I have been discovering an entirely new dimension of this language, still full of obsolete phrases and bizarre conventions. Take the verb “shall”- the idea that it is used with reference to future activities is being drummed into your head for years, and then, shazam, you realise that in legal English it does not refer to future whatsoever (in documents it should be understood as the expression of the actual situation determined by the parties to the agreement or authorities). While I was trying to find some sources explaining the evolution of the meaning of “shall”, I found yet another rule behind its use. John Wallis, the author of “Grammatica linguae Anglicanae” (1653) left no room for doubt: “shall” is used to denote a future activity, but should be used only for the first person singular and the first person plural, period. His instruction was treated very seriously for many years and rumour has it that there are still people who stick to that rule. Bearing in mind the fact that the form “you shall…” (or rather “thou shalt”) has had a long history dating back to the Ten Commandments, popularity of Wallis’ theory seems quite surprising. Its respectability seems justified, however. Wallis was a mathematician credited with the development of infinitesimal calculus and introducing the symbol ∞ for infinity. It was perhaps quite reasonable to assume that a skilled mathematician was also a decent grammarian. One could only argue if grammar is truly a linguistic equivalent of mathematics…