O wychowywaniu dzieci wielojęzycznych- prof.Jean-Marc Dewaele (Birkbeck,University of London)

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
jeanmarc12

Prof. Jean-Marca Dewaele’a poznałam na konferencji cztery lata temu, kiedy to z chyba typową dla siebie, podszytą sarkazmem wesołością, dyskutował ze mną o sensie popularyzowania językoznawstwa. Z tego co pamiętam, ten człowiek z pewnością nie ma złudzeń, ale wciąż się stara- właśnie ukazała się książka jego, Julii Festman, Colina Bakera oraz Gregory’ego Poarcha o wychowywaniu dzieci wielojęzycznych. Adresowana do szerokiego grona odbiorców, ale dostępna wyłącznie w wersji anglojęzycznej. M.in. dlatego postanowiłam przetłumaczyć wywiad  udzielony przez niego w ramach promocji książki.  Dla zainteresowanych link do oryginalnego nagrania poniżej, dla ogółu jego pisana wersja polska. Jean Marc może i nie do końca wierzy w sens popularyzowania językoznawstwa, ale o sprawie mówi przystępnie i ciekawie. Kto siedzi w branży może i nie dowie się stąd zbyt wiele nowego, ale kto nie siedzi, a kogo interesują kwestie tego ilu języków warto uczyć dziecko, kiedy ma to największy sens i jak odbija się to na jego rozwoju- niech czyta!

Wywiad z profesorem

Czy zechciałbyś nam opowiedzieć o swojej rodzinie i o tym jakimi językami w domu i poza nim, posługuje się twoja córka? Wiem, że zarówno w swoich książkach jak i badaniach sporo czerpiesz ze swoich  osobistych doświadczeń.

Moja córka ma 20 lat więc niestety opuściła już dom rodzinny. Kiedy nas jednak odwiedza, prowadzimy tę samą politykę językową, przyjętą gdy przyszła na świat. Ja rozmawiam z nią po francusku, moja żona rozmawia z nią po niderlandzku. Ja i żona rozmawiamy ze sobą głownie po niderlandzku, ale i po francusku, do córki jednak każde z nas zwraca się w swoim ojczystym języku,  więc ja rozmawiam z nią tylko po francusku, a  żona tylko po niderlandzku. Gdy jednak córka chciała opowiedzieć nam o zajściu, które miało miejsce w anglojęzycznym kontekście, używała angielskiego. W innych przypadkach do każdego z nas zwracała się w naszym języku, lub po niderlandzku gdy zwracała się do nas obojga.  Można wiec powiedzieć, że już w młodym wieku specjalizowała się w socjolingwistyce stosowanej.

Jakie wątpliwości towarzyszą osobom rozważającym kwestię wychowania dzieci w środowisku wielojęzycznym?

Myślę, że obawiają się głównie tego, że dziecko nie nabierze biegłości w języku większości i z tego względu będzie mieć kiepskie wyniki w szkole. W  książce podkreślamy m.in.  to, że jest to całkowicie błędne założenie. Mózg dziecka przypomina gąbkę. Jeśli będzie mieć wystarczający kontakt z językami obcymi, wszystkie znajdą podatny grunt, by się rozwijać.

Baker, który napisał kilka doskonałych książek na temat dwujęzycznych rodzin, porównuje dziecko do ogrodu a rodziców do ogrodników. Pisze, że jeśli podlewasz kwiaty i dbasz o dostęp do światła, wiele z nich może wyrosnąć.  Wszystko zależy od tego czy dbamy o ogród i czy zapewniamy dziecku kontakt z językiem. Jeśli tak, dziecko będzie sobie dobrze radzić w różnych językach.  Wielokrotnie mówiłem swoim studentom, że moja córka Livia, zawsze osiągała  w szkole lepsze wyniki od swoich jednojęzycznych brytyjskich rówieśników, mimo że we wczesnym dzieciństwie miała kontakt z czterema językami, w tym z Urdu, którego znajomość zatraciła po tym jak przestała się nią zajmować posługująca się tym językiem opiekunka. Znajomość francuskiego i niderlandzkiego nigdy nie miała negatywnego wpływu na jej angielszczyznę. Oczywiście to przypadek jednej osoby i nie można powiedzieć, że to co tyczy się mojej córki, tyczy się wszystkich, jeśli jednak jedna osoba była w stanie sobie poradzić, staje się jasne, że wielojęzyczność nie stanowi zagrożenia dla innych języków i powinno się dzieci zachęcać do posługiwania się rożnymi językami.

Tak naprawdę osoby wielojęzyczne mogą mówić o korzyściach nie tylko językowych, uwrażliwiają się bowiem także na inny sposób postrzegania rzeczy, ich interpretacji, lepiej znoszą dwuznaczność, zatem w ogóle komunikują się z otoczeniem lepiej.

Czy istnieją jakieś dowody na to, że wielojęzyczność ma na język większości pozytywny wpływ?

Tak. Istnieją oficjalne dane statystyczne dotyczące dzieci uczących się angielskiego jako języka dodatkowego i tego jak radzą sobie w szkole, i bardzo często okazuje się, że radzą sobie co najmniej równie dobrze co rodzimi użytkownicy języka angielskiego, często nawet lepiej od nich, także w matematyce i innych przedmiotach.

Chciałabym jedynie podkreślić, że pod pojęciem języka większości rozumiemy główny język jakim posługuje się społeczność w jakiej dorasta dziecko, a język mniejszości, to ten którym posługuje się w domu.

Tak jest. Oczywiście możemy tez mówić o językach mniejszości mając na myśli języki jakimi posługują się osoby w naszym sąsiedztwie, w pewnych grupach. Trudno jednak nie słyszeć w ogóle angielskiego.  Jest to więc jak najbardziej możliwe i osobiście znam wielu imigrantów mieszkających w Londynie od ponad 30 lat i komunikujących się wyłącznie z członkami swojej mniejszości, a których angielszczyzna jest dość słaba.  Jeśli jednak wyślemy dziecko do anglojęzycznej szkoły, oczywiście podłapie język i zazwyczaj staje się on językiem dominującym.

Wracając do metafory ogrodu i stwierdzenia, że różne kwiaty mogą wyrosnąć jeśli ich doglądamy i dbamy o ich dostęp do odpowiedniej ilości świata, czy dysponujemy jakimiś dowodami na to, że istnieje ograniczona liczba języków jakie dziecko może przyswoić na owej zasadzie wchłaniania?

Myślę, że nie ma takiego ograniczenia.  Głupotą jednak byłoby eksperymentować, po to tylko by się przekonać, czy dziecko może posługiwać się sześcioma językami. W  społecznościach afrykańskich gdzie mówi się kilkoma językami, dzieci rozwijają się prawidłowo.  Zazwyczaj nie opanowują w pełni każdego z tych języków, ale w pełni przyswajają język, który słyszą najczęściej, ostatecznie więc wszystko jest kwestią tego jak intensywny i jak częsty kontakt mamy z tym językiem.

Wspomniałeś o osobach od dawna mieszkających w Anglii a jednak integrujących się tylko w obrębie swojej mniejszości, gdzie angielski nie jest silnym językiem. Zakładam, że najlepiej przyswajać język od samych narodzin, jaki jest jednak najwłaściwszy wiek, w którym dziecko powinno zacząć uczyć się języka, tak by istotnie stać się dwu lub wielojęzycznym?

Zazwyczaj uznajemy wiek 3 lat za granicę przyswajania języka nazywanego pierwszym, jeśli więc uczymy się języka przed ukończeniem 3 roku życia, będzie zwykle uważany za nasz język pierwszy.  Oczywiście później także możemy uczyć się języków i posługiwać się nimi w sposób nieodróżnialny od tego w jaki posługują się nim jego  rodzimi użytkownicy. Nie istnieją więc konkretnie ustalone granice.  Zazwyczaj jednak, im później zaczynamy się uczyć języka, tym trudniej będzie nam brzmieć jak jego ojczysty użytkownik.

I też w porządku. Ja nauczyłem się mówić po angielsku mając 14 lat i nie brzmię jak Brytyjczyk, jego rodzimy użytkownik. Nie mam z tym jednak problemu. Jest to o tyle interesujące, że to aby brzmieć jak członek grupy, jest ważne zwłaszcza gdy jesteśmy dziećmi. Chcemy być jak koledzy i koleżanki, nie chcemy się przesadnie wyróżniać. Gdy już jako osoby starsze  nie mamy nic przeciwko temu  by brzmieć nieco inaczej, to już zupełnie inna sprawa.  Miałem szczęście pracować w Londynie, na uniwersytecie Berbeck, gdzie zarówno wykładowcy jak i studenci pochodzą  z różnych stron świata i posługują się rożnymi językami. Livia chodziła do angielskich szkół, ale większość dzieci posługiwała się także innymi językami, nigdy więc nie czuła się jak odmieniec. To jej odpowiadało, bo w szkole z dzieciakami rozmawiało się po angielsku, a w domu można było mówić jak się chciało. Lubię taką wielokulturowość dużych miast.

Istnieją różne koncepcje wychowywania dzieci wielojęzycznych. Czy mógłbyś pokrótce omówić zalecane metody, wady i zalety różnych metod?

Najbardziej popularna zasada głosi: jedna osoba- jeden język. Myślę, że ma ona sens jako że dziecko kojarzy konkretny język z konkretna twarzą. Twarz wystarcza by aktywować pewien system językowy. Kiedy Livia mnie widziała, można było dostrzec jak jej mózg przełącza się na francuski, gdy z kolei widziała moją żonę, widać było jak myśli po niderlandzku. W książce umieściłem zabawną anegdotę z czasów gdy Livia miała 3 lata.  Moja żona powiedziała do niej po niderlandzku: „zawołaj tatę, jedzenie gotowe”. A ona na to: „dobrze, ale powiem to w innym języku”.  Przyszła po mnie do pokoju i powiedziała to samo po francusku.  Dzieci znakomicie więc radzą sobie z językami. Czasem dorośli są skonsternowani widząc jak trójjęzyczne dziecko przełącza się z jednego języka na drugi bez żadnych trudności. Przekaz jest zatem taki, że dla dziecka to nic wielkiego to dorośli robią z tego wielką sprawę: ojej, mówisz w trzech językach, trudno było się nauczyć? Nie, nie było, to najprostsza rzecz na świecie, bo dzieci te języki wchłaniają, używają ich. Dopiero później gdy zaczynamy uczyć się języka obcego w szkole, uświadamiamy sobie jakie to trudna, jak trudna jest ta cała gramatyka i tak dalej. Kiedy jednak jesteśmy w tym zanurzeni od urodzenia, nauka języka to łatwizna.

Wiem, że sporo miejsca w swojej pracy badawczej poświeciłeś także wyrażaniu emocji w różnych językach. Czy kiedykolwiek zaobserwowałeś jak różne aspekty osobowości twojej córki uwypuklają się w jednym bądź drugim języku? A może sama wspomniała o tym, że czuje się inaczej w zależności od tego jakim językiem się posługuje?

Myślę, że czuła się znacznie bardziej wyrafinowana gdy mówiła po angielsku. Lubiła się popisywać swoimi umiejętnościami w tym zakresie. Gdy miała jakieś 3 czy 4 lata, uświadomiła sobie, że  nie mogliśmy po angielsku równie dobrze co ona.  Mieliśmy prawo ją poprawiać gdy mówiła w którymś z naszych języków, ale ona miała prawo poprawiać nas gdy mówiliśmy po angielsku. Lubiła przy tym mówić „och, tato, jaki twój angielski jest okropny!” Śmiałem się z tego oczywiście. Dzieci uwielbiają się popisywać, w szczególności pokazywać rodzicom że umieją coś, czego oni nie potrafią.  Wracała do domu  i używała słów i sformułowań jakie zasłyszała w przedszkolu i była z tego bardzo dumna. Pamiętam jak odkryła słowo „actually”.  Uznała, że jest niesamowite.  Z misiami i lalkami zawsze rozmawiała po angielsku, używając wyszukanego języka. Krzyczała też czasem na nie „sit down!” albo „shut up!” i „clean your plate!”

Oczywiście książka opiera się tak na twoich osobistych doświadczeniach jak i badaniach naukowych.  Do jakiego czytelnika ją adresujesz?

Tak naprawdę do szerokiej publiczności, osób będących w związkach z partnerem mówiącym w innym języku i rozważających założenie rodziny lub osób, które już mają dzieci a które posługują się rożnymi językami, do osób które mogą mieć wątpliwości, czy podejmują słuszną decyzję posługując się w gronie rodzinnym więcej niż jednym językiem.  Chciałem wraz ze współautorami tej książki, spośród których dwoje ma trójjęzyczne dzieci, opowiedzieć ich historie. Książkę oparliśmy na badaniach, ale i na anegdotkach, które ilustrują metody, które działają lub nie, lub które odbiły się rykoszetem, jak również zmiany które mogą nastąpić. Julia Festman moja serdeczna koleżanka, poślubiła Izraelczyka, ojca jej dzieci, ale zmarł, co oznaczało, że łącznik z językiem hebrajskim zniknął.  Rzeczą nieuniknioną było to, że znajomość hebrajskiego u jej dzieci pogarsza się. To kolejna niesamowita kwestia.

Do mniej więcej 12 roku życia znajomość języka, którym posługują się dzieci może całkowicie zaniknąć, niemal bez śladu. Można więc biegle posługiwać się jakimś językiem w wieku 8 lat, jeśli jednak przestajemy go używać, nie pozostanie po nim ślad, całkowicie zaniknie. Między innymi dlatego gorąco zachęcamy rodziców, których dzieci nie chcą  już posługiwać się językiem mniejszości, do tego by wciąż zwracali się do nich w tym języku, nawet jeśli dzieci nie odpowiadają w tym samym.  W ten sposób przynajmniej nie zatracą jego znajomości. 

Mając 12 lub 13 lat być może zechcą go sobie przypomnieć. Jako dzieci czasem podejmujemy decyzje w oparciu o to co mówią nam koledzy i koleżanki, lub o to co słyszymy na ulicy, więc decyzja ta może być zła.  Dobrze więc jeśli rodzice nie poddają się zbyt łatwo, i wciąż podlewają ogródek.

Książka „Raising multilingual children”  ukazała się nakładem wydawnictwa Multilingual Matters.

Książka do zamówienia na Multilingual Matters

Fanpage profesora- mnóstwo świetnych artykułów i linków w temacie

 Transkrypt i tłumaczenie: Jagoda Ratajczak

 

 

2 Komentarze/y dla “O wychowywaniu dzieci wielojęzycznych- prof.Jean-Marc Dewaele (Birkbeck,University of London)”

  1. Przemek z AngielskiFluent napisł/a

    To ciekawe, że język potrafi tak wyparować z 12 latka.
    Ta polityka dwujęcznego wychowywania dziecka może rzeczywiście działa u podobnych do siebie kultur i języków, tak jak u tych afrykańskich dzieci, które słyszą kilka tych języków.
    Nie wiem jak to może działać, kiedy ludzie są z zupełnie innych kultur i zupełnie innych języków. Dlatego powstają tzw. mniejszości narodowe, bo widać jest to dosyć trudne.


  2. Jagoda Ratajczak napisł/a

    Niesamowite, bo dokładnie o tym smażę następny wywód. Bardzo ważna uwaga, do której nie omieszkam nawiązać. Też często zastanawiam się nad tym co dzieje się w głowie kogoś kto porusza się między dwoma światami ulepionymi z zupełnie innej gliny, językami sprzężonymi z kompletnie innymi kulturami. Mogę się jedynie domyślać, bo z autopsji tego nie znam. Dobry temat na badanie…choć ustalenie kryteriów odmienności też byłoby nie lada wyzwaniem, bo nawet użytkownik języka z grupy Bantu, o ile żyłby w Europie, otoczony językami europejskimi,staje się zeuropeizowany, przestaje być ostoją kulturowej odmienności.


Napisz Komentarz