Gorzkie żale, czyli studia na pewno nie są dla wszystkich, ale pewnie też nie są dla młodych.

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
faulkner

*coś mi mówi, że w temacie zabiorą głos (byli)studenci nie tylko filologii.

Legenda mówi, że lata po tym jak na niektórych wykładach grało się w statki i przedrzeźniało pod nosem gburowatego profesora historii zamiast po prostu go słuchać,  naszych uszu sięgają jęki strapionych dusz anglistów. Bo dopiero teraz  pewnie rzeczy by zrozumieli, teraz by  uważnie słuchali.   Doświadczenie naprawdę robi z ludzi pilnych studentów, ale jednak studentami zostajemy nie  mając praktycznie żadnego doświadczenia. I co? I trzeba z tym żyć. I jak najszybciej zrozumieć, że uchodzący za trudny, uniwersytecki program nauczania-przynajmniej na poznańskiej anglistyce- ma sens, bo i nie jest programem kursu językowego a przygotowaniem do pracy nauczyciela, tłumacza, naukowca, potencjalnie kogoś, kto będzie tłumaczył przyszłym pokoleniom  dlaczego język jest jaki jest.  Ja dziś tłumaczę. Ale chętnie dałabym sobie wytłumaczyć raz jeszcze, wiedząc już co trzeba wiedzieć i dlaczego trzeba to wiedzieć.  Aha, nie wyrzucajcie notatek ze studiów!

 Starzy lubią dogryzać młodym. Za ich czasów młodzież była inna, bardziej zdyscyplinowana, recytowała z pamięci różnice między malarstwem Van Gogha i Gaugina i nikt nie musiał ich do nauki gonić. Wczorajsi studenci, dziś niekiedy wykładowcy lubią dogryzać studentom obecnym. Bo lista lektur pod nosem, a i tak wieczne roszczenia, a znak zapytania mogliby sobie prewencyjnie wytatuować na czole. Samemu niekiedy uczestnicząc w tych lamentach, łatwo zapomnieć o tym jak na wykładach z literatury amerykańskiej czytało się horoskopy w „Metro” i chichotało nad wsuwanymi pod tyłek liściskami. Albo jak rzuciwszy o ścianę egzemplarzem znienawidzonej Jane Austen, z cwaniacką satysfakcją wertowało zasoby portalu ze streszczeniami angielskiej klasyki,  SparkNotes. To wszystko nie pasuje do wizerunku ambitnego anglisty z otwartą przyłbicą zwalczającego a przynajmniej wyśmiewającego ignorancję młodych  i przekonanych, że studia filologiczne to nic innego jak przyspieszony kurs językowy.  A jednak hańbiące według naszych własnych kryteriów nieuctwo zdarzało się i w owych uświęconych kręgach „absolwentów starej anglistyki”, co każe przypuszczać, że młodzież niekoniecznie się zmienia. Młodzież jest po prostu młoda i rozpoczynając studia rzadko kiedy wie na co i po co się pisze . Przeczytaj Całość »