Filologa lekcja pokory

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
sentence

Najlepsza lekcja pokory dla rozbestwionego, filozofującego filologa języka x? Zapisać się na kurs języka y. Od podstaw, od kolorów, liczebników, ba od samego alfabetu.

Taki na przykład anglista który w wieku 30 lat zaczyna uczyć się rosyjskiego, natychmiast kończy festiwal wymądrzania się.
Może być śmiesznie, ale zazwyczaj nie jest- biegłość w jednym już języku obcym rozpuszcza człowieka i gdy uczy się nowego, nie cieszy go już umiejętność poprawnego zapytania o cenę w sklepie. Świadomość tego, że w nowych językowych realiach jest ograniczony do kilku podręcznikowych formułek, i nie jest w stanie popisać się ani błyskotliwą ripostą ani głębszym przemyśleniem, sprawia, że czuje się jakby oderwano go od biurka w poważnej oficynie i przemocą wciśnięto w niemowlęcy kaftanik.
Uczę się alfabetu. Moja nauczycielka, z prawie zaraźliwym entuzjazmem przebąkuje coś o tym, że pewnego dnia „to i Bułhakowa będziemy czytać w oryginale!”, podczas gdy ja, ściskając w spoconej ręce kredki Bambino kaligrafuję bukwy w takim wysiłkiem, jakby były to inskrypcje na ścianach świątyni Sziwy. Chcąc się wykazać i napisać nauczycielce smsa po rosyjsku, spędzam pół godziny stukając drętwym paluszkiem w klawiaturę i czując, że nie muszę płacić za żadne rozrywki w escape roomach, bo w jednym właśnie siedzę za darmo.
Po co ten wysiłek skoro „cały świat włada angielskim, a doba ma tylko 24 godziny”? Może to naprawdę syndrom nadmiaru wolnego czasu. A może to podszept przekonania, że językoznawca i filolog języka x, nie powinien, a wręcz nie może być całkowitym ignorantem gdy chodzi o języki y czy z. Bez pojęcia o różnorodności języków i złożoności językowej materii jako takiej, jesteśmy po prostu rzemieślnikami, nie filologami. I nie językoznawcami.
Czy nauka nowego języka obcego jest dla filologa szkołą pokory, językoznawczym wyzywaniem, czy irytującą koniecznością? A może wszystkim na raz?

Napisz Komentarz