Najlepsze z 2017- mądrość czytelników w 5 odsłonach

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
ww1

Możliwość wymiany opinii i przemyśleń z Wami, ludźmi z przeróżnych światów i o różnych zainteresowaniach (o znajomości przeróżnych języków nie wspominając) to zdecydowanie najjaśniejsza strona prowadzenia fanpejdża.  Może mówię tak dlatego, że wciąż nie najlepiej się na tym znam; mając zdecydowane braki w edukacji marketingowej i nieuleczalną niechęć do ekshibicjonizmu rodem z Instagrama, który zmienia wiele stron w relacje z wypadów na siłkę, spożywania owsianki i nakładania maseczki, prowadzę  Jagodę-Blogującą w być może przestarzały i mało widowiskowy sposób. Niemniej, wciąż widzę tu nowych entuzjastów zarówno tematu jak i metody, nadal widzę też tych starych, konsekwentnie dyskutujących i udostępniających.  Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze, lajki, udostępnienia, zadawane pytania i poszerzanie mojej wiedzy (również poprzez pytania właśnie). W ramach podsumowania roku przedstawiam tzw. złotą piątkę, czyli pięć wybranych przeze mnie komentarzy, które w 2017 roku pozostawili na stronie czytelnicy. Tematyka- oczywiście językowa, ale przeróżna,  no i jedna wspólna cecha. Każdy z przytoczonych komentarzy skłania do myślenia, każdy warto cytować, każdy zwraca uwagę na ważną kwestię Zachęcam do lektury i zastrzegam, że  to oczywiście niewielki wycinek niezwykle ważnych, często dowcipnych refleksji językowych, którymi się tu dzieliliście.  Chcę jeszcze!

(kolejność alfabetyczna- wg nazwisk/nazwy bloga autora):)

 O stereotypowym„prymitywizmie” języka angielskiego:

Jarosław Dudycz: Myślę, że przekonanie wielu ludzi, że angielski to prosty język, wynika z tego, że on ma dość niski próg wejścia, czyli stosunkowo łatwo po angielsku kupić piwo na stacji benzynowej i pogadać na ulicy z przypadkowo spotkanym obcokrajowcem. Wydaje mi się, że ten próg inicjacji jest trudniejszy do pokonania w takim choćby niemieckim. Ale ocenianie języka po jego progu wejściowym świadczy najpewniej o tym, że ktoś na tym poziomie pozostał albo ledwie poza niego wyjrzał. Takie opinie, że angielski to prosty język, najczęściej można usłyszeć właśnie od osób znających język słabo albo średnio, od różnych takich językowych neofitów-nawiedzeńców, którzy skończyli dopiero jakiś kurs albo chwilę mieszkają w anglojęzycznym państwie i już się im wydaje, że z Joycem mogliby pogadać o wszystkim. A w istocie, jak ich tak mocniej przycisnąć, to dużo im brakuje do biegłości, nawet się o biegłość nie otarli, mówią pewnie gorzej niż przedstawiciele brytyjskich klas niższych. Ta świadomość, że angielski to jest język ogromnego kręgu kulturowego, język wielkiej tradycji literackiej, język bardzo wymagający stylistycznie i barwny, zatem potrzeba lat, by choć trochę poczuć się częścią tego świata, powinna być absolutnie fundamentalna w nauce tego języka. I mówię to jako człowiek, który posługuje się bardzo prostą angielszczyzną i wie, że w zasadzie nie ma szans na to, by zyskać w angielskim kiedykolwiek tę zdolność oddawania myśli, którą ma w polszczyźnie”.

 O różnych twarzach językowej biegłości:

Aleksandra Grochowska-Levin: „Po latach mówienia po angielsku wiem, że ważniejsze jest dla mnie mówienie językiem żywych ludzi, nawet pana Zdzisia spod sklepu, niż umiejętność tworzenia skomplikowanych gramatycznie konstrukcji. Mam żal do swoich studiów, że nauczyły mnie prowadzenia wysokopoziomowych dyskusji o krytyce literackiej, ale już płynność i słownictwo potrzebne do kupienia w kiosku karty SIM musiałam sobie organizować samodzielnie ;) Żeby nie było: nie winię za to wydziału i nauczycieli, a raczej sygnalizuję swoje rozczarowanie własnym wyborem”.

O słynnym problemie stawiania apostrofów nie w tych nazwiskach i nie w tych formach co trzeba:

Marta Potiuk:  „Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy nie widzą problemu w napisaniu: „film Disneya”, ale uważają za swój obowiązek napisać: „gol Rooney’a”.

O konieczności nauki gramatyki, wbrew modnym teoriom, które tę konieczność odrzucają:

Kuba Sajkowski: „Bez gramatyki użytkownik języka jest niesamodzielny, potrafi tylko powtarzać wyuczone, ale nie potrafi stworzyć nowej wypowiedzi na bazie różnych gramatycznych schematów, bo ich nie zna. dobra znajomość gramy to większa kreatywność. wystarczy tłumaczyć dlaczego i w jaki sposób ta czy inna konstrukcja jest praktyczna i funkcjonalna. wtedy również obalamy niesłuszne mity nt. nieżyciowości nauki gramy”.

O tym  co jest wyznacznikiem biegłości:

Smitten by Language: ”Dla mnie istotniejszym wyznacznikiem biegłości językowej jest nie stopień opanowania formy jako takiej (wymowa, akcent, gramatyka, leksyka itd.), ale wiedza ogólna o świecie, czyli treść, która w miarę jej nabywania w elastyczny sposób może przełożyć się na formę. Nie zawsze oczywiście tak jest, bo przecież np. wymowę łatwiej jest opanować za młodu. Chociaż w rozróżnianiu native’a od nie-native’a dzisiaj bardziej bierze się pod uwagę formę właśnie. Poza tym „general knowledge” to jedna z kompetencji, którą powinien posiadać każdy nauczyciel”.

Napisz Komentarz