Anglisty zmagania z rosyjskim, czyli wzrokowcu, masz przerąbane!

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
russs
Choć zwykle staram się swoje wpisy podeprzeć odnośnikami do badań/tekstów naukowych, dziś opierać się będę na doświadczeniu własnym- doświadczeniu biednego człowieka trawionego chorą ambicją, zakochanego w najpopularniejszym na świecie języku germańskim, przez całe życie uczącego się innych języków germańskich, u progu trzydziestki zdecydowanego poprzytulać się z cyrylicą. Ledwo poczęstowałam Państwa przydługim wpisem o tym jak to nigdy nie jest za późno na naukę języka, o tym jak to teoria wieku krytycznego jest mocno dziurawa, dzielę się smutnymi przemyśleniami na temat swojego świeżo rozpoczętego romansu z językiem rosyjskim. Niemniej, skoro już o teorii wieku krytycznego mowa, podtrzymuję, że wiek nie wydaje się odgrywać większej roli w moich zmaganiach z językiem, w którym piszę z prędkością jednej litery na minutę.
Wzrok odgrywa ogromną rolę w nauce języka. Jeśli brzmi to boleśnie banalnie, warto zauważyć, że u zarania dziejów języka nie zapisywano. Mało tego- do dziś wiele języków pozbawionych jest swojej pisanej wersji, jak choćby, by daleko nie patrzeć, język Romów- Romani. Warto też zauważyć, że nawet gdy już źródła pisane w poszczególnych językach powstawały, były początkowo bardzo skąpe, a ludzie i tak uczyli się języków obcych…zapewne znacznie bardziej cierpiąc. Bazowanie na źródłach pisanych, zapamiętywanie słownictwa poprzez czytanie i przepisywanie słów odgrywa niebagatelną rolę w nauce u osób uważających się za tzw. wzrokowców i można by pomyśleć, że w dzisiejszych czasach, czasach niezliczonej liczby książek, podręczników i morza tekstów w Internecie, wzrokowcy dadzą sobie radę niezależnie od tego jakiego języka się uczą, bo i ich ulubionych źródeł dostatek. Faktycznie, nic nie przynosiło mi –wzrokowcowi do potęgi- tak dobrych rezultatów w nauce języka obcego jak przepisywanie słów do grubych zeszytów, podkreślanie ich flamastrami w starannie dobranych kolorach, układanie z nimi zdań, nie szkodzi, że nierzadko koślawych i nieuwzględniających konotacji słowa. Widząc nowy wyraz „skanowałam” go wzrokiem, a następnie umieszczałam w swojej bazie danych, i nierzadko do dziś pamiętam w jakim tekście i w której jego części dane słowo namierzyłam. LEKCJE ROSYJSKIEGO położyły kres mojej wierze w niezawodność i uniwersalność metody „na oczy”. Obcowanie z językiem rosyjskim w wersji pisanej wygląda u mnie-wzrokowca, następująco:
• Najpierw następuje chwila intensywnego wpatrywania się w nowe słowo, zapisane stylową falbaną, znaną jako nieznana mi dotąd cyrylica;
• Na kolejnym etapie, przy akompaniamencie bolesnego sapania, następuje kaligrafowanie tegoż słowa;
• Następnie należy skorygować kanciasto-koślawe interpretacje poszczególnych liter, których zapewne nie zidentyfikowałby nawet doświadczony rusycysta pracujący z dysgrafikami.
• Potem należy znów się słowu przyjrzeć, dokładnie analizując która głoska odpowiada której literze. Fakt, że uważam ten etap za problematyczny może dziwić zważywszy, że niesprawiająca mi kłopotu nauka języka angielskiego to w istocie nauka języka o chaotycznej, nierzadko całkowicie nieprzystającej do wymowy ortografii, ale…przynajmniej zapisuje się tego diabła znanym mi już z języka ojczystego alfabetem łacińskim.
• Rodzą się pytania, co robi ten cholerny znak miękki Ь po niektórych spółgłoskach i skąd ja mam niby wiedzieć kiedy go zapisać (oczywiście wiem, że to kwesta praktyki, ale podniesienie tego argumentu podkreśla jak dramatyczny jest to proces).
• Wreszcie, czytając słowo na głos, usiłuję wbić sobie do głowy jego znaczenie.
Powolność i bolesność samego procesu odszyfrowywania słowa, w oczywisty sposób rzutuje na skuteczność zapamiętywania. W przypadku rosyjskiego, o wiele łatwiej idzie mi przyswajanie słów usłyszanych niż słów zapisanych, co wskazuje na to, że przeszkoda wizualna jest istotną przeszkodą dla (przynajmniej mojej) pamięci, i dopiero nie mogąc jej sforsować, lub forsując ją z mozołem, szukam innych rozwiązań, tj. aktywuję przede wszystkim uszy, nie oczy.
A wszystko to piszę chcąc dowiedzieć się od tych z Państwa którzy (na)uczyli się języka rosyjskiego, lub innego języka zapisywanego alfabetem niełacińskim (o ideogramach nie wspominając!), jak bodźce wzrokowe wpływały na przyswajanie przez nich, że tak ładnie się wyrażę, nowych jednostek leksykalnych. Z tego co widzę, umysł przywykły do jednego systemu kodowania (alfabet łaciński), przestawia się na system odmienny z wyjątkowym trudem…czyżby w szczególności u wzrokowców? Praktyka na pewno robi swoje. Ale co z przyzwyczajeniami?

3 Komentarze/y dla “Anglisty zmagania z rosyjskim, czyli wzrokowcu, masz przerąbane!”

  1. dorota napisł/a

    No trochę skomplikowany język, ale uwierz, da się ogarnąć


  2. dorota napisł/a

    No trochę skomplikowany język, ale uwierz, da się ogarnąć ;)


  3. Hania napisł/a

    Mi bardzo pomogła mama, która dobrze mówi po rosyjsku


Napisz Komentarz