Polish is NOT the most difficult language in the world. Deal with it.

Jagoda Ratajczak, kategoria: English readers are welcome, Z językiem
Bez tytułu
THOSE OF YOU WHO DO NOT SPEAK POLISH AND HAVE SEEN THE PREPOSTEROUS MEME BELOW, ARE MORE THAN WELCOME TO READ THE FOLLOWING:)

[EN] My friend Tomasz who is running a highly-recommended website Blog Korepetytora, has recently posted this popular meme, together with a very apt comment. Suffice it to say that the words presented on the slide DO NOT correspond to the infinitive form of the verb „play” in Polish, which is what you probably know, provided you have some idea about Polish and English. However, since those of you who are reading this, probably don’t have any idea about Polish, I think that it might be quite educating to explain why the message of the meme is nothing but BS. In fact, what we have here is not even an infinitive form, but a lemma, i.e. a canonical form of a lexeme,the one that is used in dictionaries and which is a base form upon which you build other forms. The reason why there are significantly more such forms in Polish than in English is simply because Polish is a highly-inflected language and…English is not.
The words presented on the slide are in fact most of the possible forms of the lemma „play” in Polish, i.e. conjugation, including the forms affected by person, number, gender etc., as well as participles, moods, and God knows what else, all of this being displayed in a way that is supposed to intimidate the recipient and… probably to improve Polish speakers’ self-esteem. As Tomasz points out, presenting Polish as a language that is impossible to master, does not encourage anyone to learn it and it does not even tell you the truth about its nature. Those who massage their ego with theories according to which Polish is the most difficult language in the world, fail to acknowledge that language difficulty is relative and is a matter of learner’s perspective. As much as Polish can intimdiate a speaker of English, it intimidates neither a speaker of Russian nor a speaker of Ukrainian. Priding oneself on being a fluent speaker of Polish while being someone who has been surrounded by this language since day one, is like priding oneself on having two kidneys- neither do we owe that to ourselves, nor should we consider it an achievement. I used that comparison in an article that I have recently published (the one about native speakers’ undeserved status of paragons of linguistic perfection). In one of the comments I was called „rude”. In fact, I am not rude at all:) I am just unable to come to terms with the fact that some myths (which give people a false image of my native language) continue to be so viral!

[PL] Mój przyjaciel Tomasz, prowadzący stronę Blog Korepetytora (którą gorąco polecam), doskonale skomentował poniższy, bardzo popularny mem. Dość powiedzieć, że przedstawione na slajdzie słowa wcale NIE odpowiadają formie bezokolicznika „play”, co najprawdopodobniej wie każdy, kto ma pojęcie zarówno o polszczyźnie jak i angielszczyźnie. W zasadzie trudno nawet mówić tu o bezokoliczniku; w językoznawstwie forma taka nazwa się lemma i jest słownikową, podstawową i reprezentatywną formą leksemu. Taką którą posługują się słowniki, i na bazie której tworzy się kolejne formy. Ich liczba jest dużo większa w polszczyźnie niż w angielszczyźnie po prostu dlatego, że polszczyzna ma dużo bardziej złożony system odmiany (koniugacji). Ujęte na slajdzie wyrazy to tak naprawdę większość możliwych form lemmy „grać”, są tu i koniugacje, w tym odmiany przez osoby, liczby, rodzaj itp., jak również tryby, imiesłowy i Bóg jeden wie co jeszcze, a wszystko to przedstawione w sposób mający odbiorcę onieśmielić a rodzimych użytkowników polszczyzny, no właśnie…dowartościować? Jak słusznie zauważa Tomasz, przedstawianie polszczyzny jako języka nieludzko trudnego, nie tylko zniechęca do jego nauki, ale i wcale nie mówi o nim prawdy. Osoby masujący swoje ego tezą o tym, że polszczyzna jest najtrudniejszym językiem świata, zapominają o tym że trudność języka jest rzecz względną i zależną od perspektywy osoby uczącej się go; jeśli polski ma prawo przerażać Anglosasa, to już Ukraińca czy Rosjanina nie przeraża w ogóle. A szczycenie się znajomością polszczyzny, w sytuacji gdy jesteśmy jej rodzimymi użytkownikami, otoczonymi nią od urodzenia? Równie dobrze możemy poszczycić się tym, że mamy dwie nerki- ani to nasza zasługa, ani wielkie osiągnięcie. Użyłam tego porównania w publikowanym jakiś czasu temu tekście o niezasłużonym statusie native speakerów jako wzorów językowej doskonałości, co skomentowano m.in. stwierdzeniem, że „jestem niemiła”. Ależ ja jestem bardzo miła! :) Tylko trochę niepogodzona z faktem, że pewne mity (w tym te przekłamujące to, czym w istocie jest mój język ojczysty) wciąż są tak medialne!

Napisz Komentarz