„Może rabacik?” „Zrobiłbym to sam!” „Google Translate też daje radę”, czyli o drażnieniu tłumaczy

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
king

DZIŚ TEMAT POWAŻNY: TRAKTOWANIE TŁUMACZA. BĘDZIE CHWILAMI BRUTALNIE, ALE I NA FAKTACH: ZA INSPIRACJĘ POSŁUŻYŁY MI ROZMOWY Z KOLEŻANKAMI I KOLEGAMI PO FACHU.  LEKTURĘ POLECAM SZCZEGÓLNIE KLIENTOM TŁUMACZY, LICZĄC NA TO, ŻE JEDNAK NIEWIELU Z NICH SKOJARZY Z WŁASNEGO REPERTUARU KTÓREKOLWIEK Z PONIŻSZYCH STWIERDZEŃ.

<3  „CZEMU TAK DROGO? MOŻE JAKIŚ RABACIK?”.  35-40 złotych. Tyle zazwyczaj kosztuje strona tłumaczenia niepoświadczonego (1800 znaków ze spacjami) z lub na język angielski w moim rodzinnym Poznaniu. Czy to dużo? Ludzie potrafią wydać tyle samo lub więcej na pizzę, manicure czy skrzynkę piwa. Nie mam zamiaru nikogo rozliczać z tego na co wydaje swoje 40 zł- sama chodzę na manicure, bo nie potrafię zrobić go dobrze sama, umiejętność przyrządzenia dobrej pizzy bardzo podziwiam, i zrobienie porządnie jednego i drugiego także  wymaga umiejętności i jest usługą najczęściej wartą swojej ceny. Mam jednak zamiar zasugerować, że przygotowanie starannego, poprawnego, profesjonalnego tłumaczenia to także rzecz wymagająca wysiłku i umiejętność, na którą pracuje się przez długie lata. W przypadku tłumaczeń poświadczonych (potocznie zwanych „przysięgłymi”) towarzyszy jej duża odpowiedzialność, często nieporównywalna z odpowiedzialnością za smaczną pizzę czy trwałe  hybrydy. I nawet jeśli dziś potrafię przetłumaczyć stronicę tekstu w 15 minut, to  aby być w stanie zrobić to tak szybko a do tego dobrze, zakuwałam latami. Dlatego też nie uważam, by statystyczna cena za stronę tłumaczenia była wygórowana, i należało ją jeszcze obniżać.  Zniżki dla stałych klientów to oczywiście dobry pomysł, ale nie obowiązek. Z jakiegoś powodu, nikt nie targuje się z dentystą o „ząb gratis”, nie pertraktuje z właścicielem restauracji  o zniżkę na talerz zupy.  Nie tylko tłumacze tracą cierpliwość- ścianę myjni prowadzonej przez mojego znajomego zdobi napis: „Klientów pytających o RABAT uprzejmie informujemy, że jest to stolica Maroka”.  Osobiście nigdy nie targowałam się z nikim, a ewentualne zniżki proponowali mi sami sprzedawcy/usługodawcy, z własnej nieprzymuszonej woli. Szanujmy swoją pracę i lata nauki (wciąż trwającej!), które dziś pozwalają nam ją wykonywać!

<3 „PO CO MAM TYLE PŁACIĆ, GDY JEST GOOGLE TRANSLATE”.  To prawda, że Google radzi sobie coraz lepiej. Teksty powtarzalne przetwarza bardzo sprawnie, ale wystarczy jakiś niuans, nieoczywistość, specjalistyczny charakter tekstu i katastrofa gotowa.  Ci, którzy zdają sobie sprawę z tego jak ważne jest profesjonalne tłumaczenie dla postrzegania ich marki/firmy/ich samych, nie mają najmniejszego problemu z powierzeniem zadania tłumaczowi.  Wśród zwolenników tłumaczenia maszynowego wciąż jest  z kolei wielu restauratorów i hotelarzy- o rozwiązaniach językowych , jakie zastajemy  na ich stronach internetowych, nie śniło się filozofom. Warto uświadamiać ludzi, że niepowierzenie tłumaczenia zawodowcowi kosztuje znacznie więcej niż te paręset złotych za usługę- kosztuje reputację i poważne traktowanie. Pamiętają Państwo poznańskiego restauratora, w którego karcie znalazł się „rak szyjki macicy” zamiast „szyjek rakowych? No właśnie. Po aferze, właściciel zapowiedział „poważną rozmowę z tłumaczem”. Rozmowa z maszyną na pewno przyniosła konstruktywne wnioski…

<3 „JA BYM SAM TO PRZETŁUMACZYŁ, ALE NIE MAM CZASU/NIE MAM PIECZĘCI”. No cóż- gdyby taki klient mimo wszystko postanowił pieczęć zdobyć, zapewne zrozumiałby, że to nie takie proste i z jakiegoś powodu ma ją tłumacz, a nie on.  Stwierdzenia tego typu, jak również wymawianie się brakiem czasu to nonszalancja, pod którą kryje się nie tylko brak szacunku dla naszej pracy, ale i niewiedza. Gdyby tłumaczenie faktycznie wymagało jedynie wolnego czasu i znajomości języka, mógłby się nim zajmować niemal każdy.  Osobiście znam wiele osób, które świetnie posługują się różnymi językami obcymi, ale przyznają, że nie potrafią tłumaczyć- to osobna umiejętność. Za przekonanie, że znajomość języka wystarcza, odpowiadają niestety także niektóre biura tłumaczeń szukające pracowników: „Znasz język x, y, z? Zostań tłumaczem!” Prosta zależność. I niestety fikcyjna.

<3 „TO TŁUMACZENIE JEST ZBYT WIERNE, MY CHCEMY ŻEBY TO SIĘ CZYTAŁO JAK POWIEŚĆ! TO MA SIĘ SPRZEDAĆ!”  Niektórzy zleceniodawcy przychodzą do nas z tekstami o charakterze marketingowym, mającym sprzedać produkt. Proszą o tłumaczenie, które i tak wymaga dużej elastyczności w jego sporządzaniu: tłumaczenie angielskich tekstów reklamowych czy marketingowych kropka w kropkę, grozi całkowitą katastrofą stylistyczną, stworzeniem potworka zbudowanego z kalek językowych. Pewna interpretacja takiego tekstu jest zatem konieczna, czasem jednak klient kręci nosem, że „to wciąż jest za mało plastyczne, za mało wow, za mało cool!” W tym momencie należałoby uświadomić klienta, że jest różnica między tłumaczeniem (jakkolwiek wymagającym pewnego „rzeźbienia”) a transkreacją. Tłumacz wyłącznie tłumaczący nie jest od tego, by lepić tekst od zera, tak by spełnił marketingowe wymagania zleceniodawcy. Są specjaliści, którzy się tym zajmują- i to do nich należałoby przyjść z takim tekstem.  A już absolutnym przebojem są ci, którym niedosłowne (co z tego, że poprawne i zgrabne) tłumaczenie nie podoba się właśnie dlatego, że… nie jest dosłowne!

Ok- są tłumacze i tłumacze. W każdej branży są lepsi i gorsi fachowcy. Zwykle potrafią ocenić w jakiej dziedzinie czują się dobrze i jakie zlecenie są w stanie wykonać profesjonalnie. Czasami jednak, jak to u istot ludzkich czasem bywa, zdarza im się pomylić. Tłumaczy, którzy mylą się często , weryfikuje rynek. Tych już zweryfikowanych trzeba jednak szanować.  Nie płaci im się za piękne oczy.

Przed naszym środowiskiem dużo pracy u podstaw i uświadamiania. Ale też wiele lekcji solidarności- tylko zachowując te same standardy, broniąc samych siebie i siebie nawzajem przed klientami obcesowymi czy nieuświadomionymi, jesteśmy w stanie skutecznie walczyć o właściwe postrzeganie i szacunek dla naszego zawodu. #drJudym. Tłumacze, dajcie proszę znać jak sobie radzicie z pewnymi klientami; zlecający- dajcie znać, jakie są Wasze doświadczenia z tłumaczami. Pozdrawiam serdecznie czytających, na czele z tłumaczami:)