Words of Wisdom 2018 – co też ciekawego czytelnicy pisali o języku

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
tegoroczne

Dobry wieczór w 2019 roku – 10 roku prowadzenia bloga i tym samym, realizowania misji „uczynić językoznawstwo tematem ciekawym i angażującym”. Sądząc po liczbie dyskusji jakie odbyliśmy na tej stronie w ubiegłym roku, misja nabiera tempa :). Bardzo Państwu dziękuję za WSZYSTKIE komentarze i refleksje, za dzielenie się ze mną i pozostałymi czytelnikami wiedzą o przeróżnych językach, i o języku w ogóle, dzięki czemu strona FB kipi od wiedzy:)

Powiem szczerze (i nieskromnie): zawsze chciałam, by ta strona wyróżniała się zarówno warstwą merytoryczną jak i gronem czytelników, którzy w w tym zalanym selfikami i maksymalnie uproszczoną wiedzą Internecie, dyskutują merytorycznie a do tego z taką kulturą i ciekawością zdania drugiej osoby. Chcąc dowieść, że nasze dyskusje to naprawdę mnóstwo wiedzy i inspiracji, przedstawiam tegoroczną odsłonę WORDS OF WISDOM- moją coroczną listę Państwa wypowiedzi, nad którymi warto raz jeszcze się pochylić; wyciągnąć z nich wnioski lub cytować w kolejnych rozmowach;). Gwoli ścisłości- czytam WSZYSTKIE komentarze i WSZYSCY Z PAŃSTWA, KTÓRZY ZABIERALI GŁOS, BUDUJĄ TREŚĆ ORAZ POZIOM NASZYCH DYSKUSJI. ZA TO KŁANIAM SIĘ RAZ JESZCZE I…ZACHĘCAM DO CZĘSTSZEGO ZABIERANA GŁOSU.;)

Pewien czytelnik napisał mi w wiadomości prywatnej, że czyta wszystko, wstydzi się jednak zabierać głos, bo nie jest „specem językowym”! Ależ to w ogóle nie jest konieczne- wszyscy posługujemy się jakimś językiem i wszyscy mamy pewne językowe doświadczenia i pewnie przemyślenia na temat języka. Komentarz każdego może być wartościowy i pouczający. No i może na tegorocznej (subiektywnej zresztą) liście znajdą Państwo swoje własne słowa? :)
(o tym skąd może się brać arogancja niektórych klientów i brak szacunku dla pracy tłumacza):

Małgorzata Sajkowska: „Wydaje mi się że takie podejście klientów wynika z faktu, że dostają coś co nie jest do końca „namacalne” w związku z czym nie powinno to być (w ich mniemaniu) drogie. Pizza, hybrydy, umycie samochodu to wszystko rzeczy „namacalne” widoczne gołym okiem za co zapłacą bez grymaszenia, bo mają z tego jakąś widoczną korzyść/efekt ;) A tłumaczenie? „Co to za robota? 5 minut i gotowe więc za co ja tyle płacę?” ;) Trud zdobycia wykształcenia, kwalifikacji i doświadczenia nie jest uznawany za wartość, bo liczy się „namacalny” efekt w tym przypadku liczba stron a nie wartość merytoryczna za którą w tej branży przecież się płaci”.

(o dążeniu do doskonałości językowej):

Xiaotai Bai:  „Perfekcja… ma poziomy. Dla mnie perfekcją byłoby wyjęzyczanie się bez protez językowych i głupich błędów w codziennym języku, dla kogoś innego perfekcją byłoby dopiero zrozumienie wykładu z biologii molekularnej…”

(o tym czy w XXI wieku nauka łaciny wciąż jest ważna):

Anna Broniarek: „Wspominam łacinę bez entuzjazmu, ale nie neguję, że jest ważna. Osobom nieco bardziej „światłym” językowo na pewno pomaga w kontekście morfologii – nawet nie znając słowa, jesteśmy w stanie wydedukować jego znaczenie. Myślę, że w samym nauczaniu łaciny przydałoby się więcej informacji na temat tego, dlaczego ta łacina jest ważna dla filologa (zwykłe „bo tak” i „jak możesz tego nie wiedzieć/widzieć” nie wystarcza moim zdaniem) i w czym nam może pomóc.”.

(o smutnych realiach pracy tłumaczy przysięgłych dla sądów):

Francis K. Birdman: „Tłumacze przysięgli zwłaszcza za ustne zarabiają tyle, że czasem sąd szuka kogoś kto raczy przyjechać w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. I nie mówię tu o tłumaczach starożytnej greki, ale o pierwszej grupie językowej. ZZTP w Polsce rozmawiał o waloryzacji stawek z Ministerstwem naszym wspaniałym, jednak ono nie widzi potrzeby podniesienia tychże, mimo iż nie przystają w ogóle do realiów rynkowych”.

(o tym czy i jak chcemy być poprawiani gdy popełniamy błąd językowy):

Adam Rogala: „Świadom swoich błędów, wolę być od czasu do czasu poprawiony, aczkolwiek delikatnie i przez osobę, której kompetencje językowe są bezspornie wyższe . Dla mnie bardziej niekomfortową byłaby sytuacja, gdybym przez długi czas robił błąd, na który nikt taktownie nie zwrócił uwagi:). Takim dość nieinwazyjnym i raczej dyskretnym sposobem jest poprawne powtórzenie zdania/wyrazu na zasadzie upewnienia się co do intencji rozmówcy”.

(o tym jak uczy się wymowy języka angielskiego w polskiej szkole):

Bartosz Piaseczny: Nie spotkałem się w polskiej szkole przywiązywania uwagi do poprawnej wymowy. To ma oczywiście swoje zalety, o wiele lepiej osiągnąć pewność siebie i płynność, niż skupiać się na perfekcyjnym akcencie. Tylko często to skutkuje tym, że uczniowie są po prostu zupełnie niezrozumiali przez osoby trzecie – poza swoją klasą i nauczycielem. Tutaj trzeba by zadać pytanie, jaki sens ma nauka języka obcego, jeżeli jego rodzimi użytkownicy nas nie rozumieją. Wystarczy, że tacy ludzie jakoś radzą sobie w przestrzeni międzynarodowej?”

(o tym jak część osób uczy się angielskiego nie z pasji a z konieczności i chęci uniknięcia społecznego kalectwa):

Kornelia Ogrodowska:  „Ponoć są ludzie których jak się zmusza to coś robią a później dziękują za to, że wyszli na ludzi bo ich ktoś zmuszał do gry na skrzypkach czy skoków narciarskich ;)..no ja wolę cenny życiowy czas poświęcać na to w czym jestem dobra od początku ..pierwsza lekcja i fascynacja językiem i człowiek się robi specjalistą.. a nie jak ja, ciuła 10 lat angielski, który dla niego jest po prostu otwieraczem do konserw na życiowej wycieczce…angielski jest dobrym przykładem wychodzenia ze stref różnych bo jest po prostu narzędziem niezbędnym i dlatego zmuszona byłam korzystać jak się korzysta z wc ;) bo w cywilizowanym świecie nie sisiamy pod krzaczek ;)”

(o tym czym jest autentycznie brzmiąca angielszczyzna  i czy trzeba brzmieć jak z BBC, by być przekonującym):

Magda Duffy:  „Nie wiem jak inne języki, ale angielski jest przebogaty jeśli chodzi o akcenty i nieodmiennie fascynuje mnie to, jakich wyborów ludzie dokonują pod tym kątem – nawet nie tyle uczący się, choć też, ale nativi. To samo zresztą w polszczyźnie, można mówić „okrągło” jak z telewizora, a można hojnie czerpać z lokalnej gwary. Ciekawi mnie, na ile ludzie są skłonni zdradzać informacje o swoim miejscu pochodzenia (używając lokalnego akcentu czy słownictwa), a z drugiej strony, na ile są skłonni ułatwić obcemu komunikację (używając języka ogólnodostępnego)? Na ile jest to wybór świadomy, a na ile „nasiąka się” językiem bezwiednie? Czym kierują się ludzie, którzy świadomie zmieniają swój akcent (w ramach jednego języka) na bardziej ą/ę albo na bardziej swojski?”

(o uczeniu języka obcego niekiedy oporną i zbuntowaną młodzież):

Ania Lubarska: „Uwielbiam  podejście do życia gimnazjalistów. Totalna szczerość, lekki cynizm, Weltschmerz i przy tym ogromna chłonność. Bo z jednej strony jeszcze łkają na Wall-E i interesują ich gry, zabawy i klocki lego, a z drugiej już można porozmawiać o poważnych kwestiach. Chociaż w ciemno wierzę w wyniki badań, które przytaczasz. Angielskiego często ludzie są uczą, bo potrzebują, a nie – bo chcą :). Rozwiązanie to lekcje mocno sterowane. Jeśli ktoś ma konkretne zadanie do wykonania (jak matura ustna!), to czy mu się podoba, czy nie – chcąc je zrealizować, musi odezwać się z sensem. To wymaga okropnie dużo wysiłku od nauczyciela, ale już kilka osób udało się w ten sposób wyciągnąć z marazmu i potem idzie łatwiej, przypominają się hobby, poglądy polityczne, plany i marzenia”. :)

(o tym czy faktycznie istnieją osoby, które nie mówią w obcym języku, bo nie mają nic do powiedzenia):

Ewa Drygas: „Wbrew pozorom, każdy człowiek ma swoje „coś” – jakieś hobby, pasję czy dziedzinę, którą się jara. Czasami spotykam się z uczniami, którzy na każde pytanie odpowiadają „I don’t know” + obligatoryjne wzdrygnięcie ramion. Ale często okazuję się, że jednak coś tam pod tą kopułką jest, choć głęboko schowane i nieśmiałe, tylko uczeń z góry zakłada, że przecież to takie „nie szkolne” opowiadać o swojej pasji do piercingu, kolekcjonowania modliszek, zbierania gratów z czasów PRL czy oglądania slasherów z lat 80-tych. Czasami uczeń błędnie zakłada, że ani nauczyciela ani resztę klasy nie obchodzi jego zdanie na jakiś temat. Oczywiście, są niestety osoby, których sam Hannibal Lecter nie zmusiłby do większej refleksji nad czymkolwiek.”

A na koniec akcent humorystyczny

(w dyskusji na temat nauki j. rosyjskiego):

Anka Woźniak: „Jak mawiał pewien mędrzec: „Nigdy nie ufaj ludziom, którzy piszą ‚puma’, a czytają ‚rita’.” ????

(na moje pytanie: czy zgodzisz się ze mną, że ze względu na częstotliwość używania poszczególnych języków i poziom ich znajomości należy je podzielić także na te „uśpione głębiej” i „głośno chrapiące”?)

Francis K. Birdman: „Dodałbym jeszcze „język uśpiony snem wiecznym 2 metry pod ziemią”.

Napisz Komentarz