Rzucanie mięsem prawdę Ci powie, czyli o tym co przekleństwa robią w naszej głowie

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
butch

W czasach studenckich, gdy korzystałam jeszcze ze środków komunikacji miejskiej, w autobusie linii 54 regularnie spotykałam pewnego gniewnego człowieka w żółtej czapce z pomponem. Gniewny człowiek w żółtej czapce z pomponem, lat ok. 60, zaciskając w ręce wymęczoną reklamówkę „Społem”  przeklinał tak zawzięcie, tak kreatywnie i bez najmniejszego zająknięcia, że nie mogłam oderwać od niego wzroku (i uszu!) Choć nie miał tików charakterystycznych dla kojarzonego z taśmowym przeklinaniem zespołem Tourette’a, nabrałam pewności, że oto mam przed sobą przypadek godny odnotowania w jakimś psycholingwistycznym lub neurolingwistycznym badaniu.  „K…wasza z…a mać je..a w d…k…szmata..wykue..ku…w ch…” – sączyło się spod żółtego pompona przez bite 25 min trasy Szczepankowo- Rondo Rataje, a ja zastanawiałam się: jeśli to nie Tourette  to co?

Niedługo potem dowiedziałam się o istnieniu schorzenia zwanego koprolalią- patologicznej, niekontrolowanej potrzeby wypowiadania słów wulgarnych i nieprzyzwoitych, kierowanych do innych, często (siłą rzeczy) przypadkowych osób. Mechanizm stojący za tym schorzeniem jest niezwykle ciekawy, zarówno z językoznawczego jak i neurologicznego punktu widzenia.

I wiecie co? Właśnie o „tajemnicy bluzgania” napisałam tekst, który możecie przeczytać poniżej. Jest o zespole Tourette’a, ale i UWAGA, o tym czym w ogóle jest przeklinanie i jak w procesie przeklinania zazębiają się ze sobą neuronauka  i kultura. Bo przecież wiemy, że słowa nigdy nie są wulgarne same w sobie; o tym że takie są decydują właśnie uwarunkowania kulturowe i kontekst, a ich siłę rażenia uświadamiamy sobie już jako dzieci, pod wpływem obserwacji tego jak na te słowa reaguje otoczenie. Niby prosta sprawa.

Czy jednak wiecie kiedy wg badań dzieci zaczynają przeklinać? Dlaczego na Zespół Tourette’a częściej cierpią mężczyźni? Jak uszkodzenia mózgu mają się do tej umiejętności? I czy wiecie, że przeklinanie jest umiejętnością którą zachowują nawet osoby cierpiące na Alzheimera, chorobę masakrującą naszą kompetencję językową? Jeśli nie wiecie, czytajcie – będzie fajnie i będzie parę ciekawych badań w przykładach! :)

Przeklinanie jest jedną z tych umiejętności językowych, którą nabywa każdy, niezależnie od  środowiska, w którym przebywa. Frajdy jaką sprawiało ciskanie kurwami na szkolnym podwórku, cichaczem, w krzakach i drżąc przed karcącym wzrokiem wychowawczyni,  nie sposób było porównać z niczym innym.. Przyczyny tej ekscytacji, z której niektórzy niestety nie wyrastają-  nadal nie są do końca jasne.

`              Tym co szczególnie fascynujące w przeklinaniu na pewno jest to w jaki sposób słowa staja się  wulgaryzmami, a także dlaczego  są one  postrzegane jako wulgarne; czym z perspektywy psycho- i neurolingwistycznej rożni się używanie wulgaryzmów od używania innych słów, oraz dlaczego słowa te wywołują taką a nie inną reakcję otoczenia. Fascynujące okazały się w tym kontekście wyniki badania McKaya i jego zespołu, w którym opierając się na słynnym efekcie Stroopa, badano reakcję na wulgaryzmy [1]. Uczestnikom badania zaprezentowano listę wulgaryzmów, oraz słów neutralnych, napisanych czcionką o rożnych kolorach, a zadanie polegało na błyskawicznym nazwaniu koloru czcionki, przy jednoczesnym ignorowaniu samego słowa. Jak się okazało, nazywanie kolorów szło uczestnikom znacznie oporniej w przypadku wulgaryzmów niż w przypadku słów  nieuznawanych za wulgarne.  Jak zresztą stwierdził  inny badacz nazwiskiem Jay, a stwierdził w zasadzie to, co sami szybko zauważamy, wulgaryzmy nie tylko w znaczący sposób skupiają uwagę, ale i  zwiększają emocjonalność wypowiedzi znacznie bardziej niż słowa nieobraźliwe”[2].

 Dzieci obu płci używają wulgaryzmów już od pierwszego roku życia,  a zdolność używania przekleństw utrzymuje się do późnego wieku, nawet w przypadkach  demencji starczej czy choroby Alzheimera, a więc nawet gdy kompetencja językowa jako taka zanika lub ulega drastycznemu pogorszeniu. Z pewnością należałoby uświadomić to wszystkim, których  szokuje wulgarność co bardziej krewkich staruszków, którzy nie będąc w stanie się przedstawić, mimo wszystko rzucają mięsem niemniej soczyście od podgolonych na łyso młodzików.

Badanie przeprowadzone przez wspomnianego Jaya dowiodło słuszności postawionej już dużo wcześniej hipotezy, według której mężczyźni przeklinają częściej niż kobiety, a z samego badania jego autorstwa wynikło,  że robią to z częstotliwością ok. trzykrotną. W przypadku mężczyzn jakość podążą też za ilością- zwerbowani do eksperymentu przez Jaya preferowali  cięższy kaliber, złość wyrażając głównie za pomocą takich słów jak shit,  fuck i damn,  podczas gdy kobiety, w tych samych kontekstach, uciekały się do mniej rażących, bo eufemistycznych darn it  lub shucks i apostrofy God [3].

Inny eksperyment Jaya, skupiający się na okolicznościach używania wulgaryzmów wykazał z kolei, że zarówno panie jak i panowie częściej i swobodniej klną w obecności osób tej samej płci, czego dowodzić, jak skomentował mój kolega, nie musi żadne badanie. Być może. Spotykam czasem panów hołdujących wedle niektórych konserwatywnej zasadzie nierzucania mięsem „w obecności dam”. Że jednak damy dawno już poczyniły oszałamiające postępy w dziedzinie bluzgania, trudno uznać kurtuazję panów za nieodzowną dla zachowania językowej przyzwoitości pań, nawet jeśli – rzeczywiście- przeklinanie, przez żądną z płci, nie jest postrzegane jako afrodyzjak.

Goffman, człowiek który pół życia spędził na badaniach mających zilustrować empirycznie naszą umiejętność bluzgania, podjął się takiej oto, bardzo drastycznie tutaj streszczonej analizy zjawiska: ” (…) Jest niemal pewne, że w przypadku większej części populacji, przeklinanie należy do funkcji prawej półkuli mózgowej, podczas gdy procesy dotyczące normalnych zachowań językowych, zachodzą w lewej półkuli i przez nią są koordynowane. Prawa półkula odpowiedzialna jest za emocje. Funkcje językowe inne niż umiejętność przeklinania, zanikają w przypadku osób z uszkodzeniami lewej półkuli mózgowej- w przypadku uszkodzenia prawej półkuli, zdolności językowe pozostają nienaruszone, ale zanika zdolność przeklinania. W tym przypadku jednak, to lewa półkula przejmuje tę funkcję (…)”.[5] tłum. moje ). Jay  zaś dodaje też , że „za kontrolowanie  i hamowanie wulgarnego języka odpowiedzialna jest lewa półkula mózgu oraz płaty przedczołowe – gdy zostają one uszkodzone, zdolność kontrolowania wulgarnego języka zanika”[6]- tłum. moje).

 O tym co się wtedy dzieje wiedzą najlepiej szczęśliwcy obcujący z osobami cierpiącymi na pozornie arcyzabawne schorzenie, znane jako Zespół Tourette’a. To zaburzenie neurologiczne objawiające się m.in. serią tików, takich jak np. niekontrolowane powtarzanie wyrażeń wulgarnych i obscenicznych (co znane jest pod fachową nazwą „koprolalia”), jest chyba najbardziej fascynującym dowodem tego, jak bardzo rożni się status słów wulgarnych od wszelkich innych.

Forum dyskusyjne oddziału neurologicznego szpitala w Masachussets, było swego czasu prawdziwą kopalnią wiedzy na temat objawów Zespołu Tourette’a, opisywanego z perspektywy  nieszczęśników wychowujących dzieci z tą przypadłością.  Maniakalne rzucanie mięsem w stylu pana w czapce z pomponem występuje wprawdzie nie u wszystkich a u ok. 15% cierpiących na tę przypadłość osób, ale jest to rzecz na tyle osobliwa i problematyczna, że mówiąc o Zespole Tourette’a, trudno nie mówić o tym fascynującym odruchu,

Co ciekawe, z relacji rodziców chorych dzieciaków wynika, że odruchowo przeklinają głównie dlatego, że jest to zachowanie ogólnie uchodzące za niedopuszczalne. Ojciec klnącego maniakalnie sześciolatka, stwierdza, że „być może przeklinanie jest początkowo sposobem na zwrócenie na siebie uwagi, a po jakim czasie staje się nawykiem i stałą częścią mowy . Przestaje się wtedy dostrzegać różnice miedzy tym co jest dopuszczalne, a co nie. Mój syn przez długi czas wykrzykiwał „kurwa!”, dopóki otoczenie przestało okazywać, że jest tym oburzone”. Relacja innego stroskanego ojca, potwierdza, że być może świadomość niestosowności przeklinania stanowi motor takiego właśnie zachowania: „Moja pięcioletnia córka cierpi na koprolalię. Nie sądzę by ta przypadłość miała jako taki związek z samym językiem. Koprolalia to po prostu wydawanie dźwięków, których się nie toleruje- jak np. szczekanie na sali wykładowej (to nieco kłoci się z przyjętą definicją tego schorzenia- komentarz mój). Jeśli gwizdanie hymnu narodowego uchodziłoby za największą zniewagę, moja córka robiłaby właśnie to zamiast przeklinać. To społeczeństwo decyduje o tym co uchodzi za nieodpowiednie, a  obecnie to właśnie  notoryczne przekleństwa uważa się za szczyt braku kultury i aspołeczności,  inaczej niż było to dawniej, gdy większym tabu były np. bluźnierstwa”. Wygląda zatem na to, że  objawy Zespołu  Tourette’a/koprolalii,  definiować można różnie, w zależności od kontekstu kulturowego. Prawdopodobnie osoby niegdyś uważane za opętane czy obłąkane  cierpiały w większości na tę właśnie przypadłość.  Wielu naukowców charakteryzuje ją jako efekt dysfunkcji  mechanizmów blokujących w mózgu, spowodowanej  zakłóceniami pomiędzy sieciami neuronowymi. Wiele na ten temat mówią badania prowadzone za pomocą neuroobrazowania  z których wynika, że zdolność przeklinania jest nieodłączną częścią anatomii mózgu i  umiejętnością wbudowaną w nasz układ limbiczny[7]. Jednak już sposób ich wyrażania uwarunkowany jest kulturowo. Wulgaryzmy, wiążące się z agresją, brakiem samokontroli, impertynencją  i nietolerancją, reprezentują zdecydowanie zwierzęcą część ludzkiej natury, część , której przeciwstawia się intelekt, i jego mechanizmy „cenzurujące”, związane z kontrolowaniem emocji , racjonalnym myśleniem, i wszelkimi przymiotami, którymi szczyci się faworyzowany wśród wszelkich gatunków przedstawiciel gatunku homo sapiens.

 Fascynującej natury bluzgom i bluzganiu odmówić jednak nie można, i dlatego też, razem z P. postanowiliśmy pewnego dnia, nagrać, a przynajmniej poobserwować uważnie pana z pomponem, w nadziei na wyciągniecie jakichś konstruktywnych wniosków, a może i wykorzystanie ich w jakimś badaniu. W autobusie, usiedliśmy naprzeciw niego, z zamiarem ostatecznego zdiagnozowania tego inspirującego przypadku. Nie ośmielając się nawet pytać go o udział w eksperymencie, który już jakiś  czas wcześniej zaczęliśmy projektować, z dyktafonem w ręce, wysłuchiwaliśmy- ależ oczywiście- jego kolejnej, wycharczanej pod nosem tyrady o „zajebanym gracie który ledwo kurwa jedzie po tych pierdolonych dziurach”. Wciąż nie mogąc dojść do tego, czy obiekt naszej obserwacji, przeklina taśmowo, doskonale wiedząc, jak bardzo jest to szokujące dla otoczenia (koprolalia?) , czy może robiąc to całkowicie nieświadomie (jeszcze co innego?), gapię się na niego przez bite 15 minut. No i doigrałam się. „Co się kurwa patrzysz?” warczy w końcu w  moją stronę spod swego żółtego pompona. Moja prawa półkula zareagowała z zatrważającą  szybkością- cytować nie wypada, ale na pewno wysiliłam całą swą językową kompetencję. I po raz pierwszy pan pompon doznaje opisanego przez Jaya „inhibition” , zapowietrzając  się na dłuższą chwilę. Z autobusu wysiadam, już jednak słysząc za sobą jego kolejną tyradę i ciągnąc za rękę krztuszącego się śmiechem P. Tak, bez względu na pozycję społeczną, wykształcenie, wiek i intencje, przeklinać umiemy wszyscy, co czyni nas rozkosznie równymi. Można pisać mądre referaty a prostactwo i wulgarność zawsze czaić się będą w czeluściach istoty szarej, w każdej chwili gotowe służyć swą siłą rażenia. Z „pomponem” możemy sobie ręce podać, nawet jeśli poza zdolnością bluzgania nic nas nie łączy. A może właśnie łączy więcej niż się wydaje. Egalitaryzm mózgów ponad wszystko.

[1] MacKay, Donald et. al. 2004 „Relations between memory and attention, evidence from taboo Stroop, lexical decision and immediate memory tasks”. Memory and Cognition 32: 474-88.

[2] Jay, Timothy.1992. Cursing in America. Philadelphia: John Benjamins.

[3] Jay, Timothy.1992:60-70

[4] Hoffman, Erving. 1978. Response cries. Language 54: 787-815.

[5] Jay, Timothy. 2000. Why we curie: A Neuro-Psycho-Social Theory of Speech. Philadelphia: John Benjamins.

[6] Badania te omówiono dokładnie w następujących pozycjach:

Comings, David E. – Brenda G. Comings. 1985. Tourette Syndrome clinical and psychological aspects of 250 cases. American Journal of Human Genetics 37: 435-50,

Leckman JF, Walker DE, Cohen DJ. 1993. Premonitory urges in Tourette syndrome. Am J Psychiatry. 1993;150:98–102.

Napisz Komentarz