…bo książki o języku to żadna osobliwość!/…’cause books about language are no peculiarity!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
books en

[PL] „Nigdy nie spotkałem nikogo kto nie interesowałby się językiem. W latach dziewięćdziesiątych, gdy zaczynałem, zauważyłem, że mamy na rynku książki popularnonaukowe poruszające mnóstwo różnych tematów, książki o dinozaurach, czarnych dziurach i ciele ludzkim, a żadnej o języku, a ciekawość czytelników była ogromna. Poza tym, język dotyka tak wiele aspektów ludzkiej kondycji, że autorom nigdy nie brakuje tematów”. Angielscy wydawcy są świadomi tego o czym mówi Steven Pinker, dbają więc o to, by entuzjaści tematu mieli w czym wybierać. W polskich księgarniach, zainteresowanych książkami o języku zawsze jednak odsyła się do działu ze słownikami, jakby potencjalnych miłośników języka szło zainteresować jedynie listami słów w porządku alfabetycznym. A o tylu wątkach można jeszcze napisać. I poczytać… <3

[EN] “I’ve never met a person who is not interested in language. Starting in the 90s I realised that there were popular science books on a wide range of topics, on dinosaurs, on black holes and on human body, but there wasn’t anything on language, and there was enormous curiosity. Also, language touches on so much of the human condition, so that you never run out of material”. English publishers are well aware of what Steven Pinker pointed out, and make sure that language enthusiasts have something to choose from. In Polish bookstores, those interested in books about language are always sent to dictionary sections, as though there was no way of attracting potential language lovers other than providing them with alphabetical lists of words. And there is so much to write and read about… <3

Bo jak niemiecki, to krzyczany!/…because if it is in German, it must be shouted!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
german

[PL] Jednym z najciekawszych, ale i najbardziej przerażających aspektów nauki języków obcych jest konfrontacja ze stereotypami dotyczącymi ich użytkowników, często wynikającymi z tego jak przedstawia się ich w kulturze popularnej. I tak mówiących po niemiecku często przedstawia są jako esesmanopodobnych krzykaczy, mówiących po hiszpańsku jako histeryków prosto z dramatycznych argentyńskich telenowel, a użytkowników brytyjskiej angielszczyzny jako flegmatyczne diwy, które nawet o papier toaletowy w sklepie proszą z akcentem arystokraty. Czy takie stereotypowe cechy można przypisać użytkowników wszystkich języków? Jak typowo przedstawia się “Wasze” języki?

[EN] One of the most interesting but also scariest aspects of learning foreign languages is facing the stereotypes surrounding speakers of those languages, often traced back to the way they have been portrayed in popular culture. Thus, the speakers of German are often portrayed as ss man- like shouters, the speakers of Spanish are shown as hysterics taken straight out of dramatic Argentinian soap operas, and the speakers of British English are obviously portrayed as phlegmatic divas who use their posh aristocratic accent even when asking for toilet paper in a shop. Can we ascribe such stereotypical features to the speakers of any language? How are YOUR languages typically presented?

Dlaczego „cierpliwy” to „patient”, i „pacjent”…także?/ Why is „patient” both a noun and an adjective?

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
outta

[PL] No i mamy “patient”- “cierpliwego” oraz “patient”- “pacjenta”…ci, którzy znają rzeczywistość polskiego systemu opieki zdrowotnej mają pełne prawo zastanawiać się, czy ta zbieżność to istotnie przypadek. Przypadku jednakże tu nie ma, choć oczywiście, swoje znaczenie oba słowa zaczerpnęły z tej samej koncepcji. „Patient” pojawił się w angielszczyźnie dzięki Francuzom (ze starofrancuskiego „pacient”- „znoszący  ból bez skargi”),którzy pożyczyli go z łaciny (“patī”-„cierpieć”). Wedle średniowiecznych cierpiętniczych standardów, umiejętność czekania i znoszenia cierpienia bez skargi być może uchodziła za cnotę, ale pogląd ten niekoniecznie podzielają pacjenci tłoczący się w placówkach opieki zdrowotnej. Dar przewidywania etymologii bywa zabawnyJ

[EN] Here come “patient” (adjective) and “patient” (noun)… those who know the reality of the Polish health care system  have every right to wonder if we deal with a coincidence here. In fact, there is no coincidence, although the meaning of both words obviously stems from the same idea. “Patient”   was brought to English by the French (Old French “pacient – “enduring without complaint”) who had borrowed it from Latin (“patī”- “to suffer”). By  medieval suffering-oriented standards, an ability to wait and endure without complaint might have been a virtue, but this view might not be shared by the patients queuing in medical facilities. The prescience of etymology seems funny sometimes;)

Scotland Yard…i nic szkockiego/ Scotland Yard…and nothing Scottish

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
aaa

[PL] Jakiś czas temu jedna z czytających pań zapytała mnie, czy nie wiem przypadkiem skąd wzięła się nazwa Scotland Yard (a nie wiedziałam, co jest dość zabawne, zważywszy, że Scotland Yard była kiedyś jedną z moich ulubionych gier). Okazało się, że nazwa nie ma nic wspólnego ze Szkocją, nie otacza jej żadna tajemnica i…w ogóle nie ma tu żadnych niespodzianek.
Londyńska policja nazwę zawdzięcza swojej pierwszej siedzibie, mieszącej się przy Whitehall Place 4, z tylnym wejściem przy ulicy Great Scotland Yard. To samo wejście stało się potem wejściem głównym. Swoją drogą, jest to piękny przykład metonimii, figury retorycznej, w której nazwę rzeczy lub zjawiska zastępuje się nazwą innej rzeczy lub zjawiska powiązanego z nim znaczeniowo. Do innych typowych przykładów zwykle podawanych na zajęciach językowych należą Biały Dom i Kreml. Wedle niektórych, nieprzypadkowo;)

[EN] Some time ago, one of the readers asked me if I happened to know the origin of the name Scotland Yard (I didn’t, which is quite funny, bearing in mind that Scotland Yard used to be one of my favourite games). It turned out that the name has nothing to do with Scotland, and that there is no mystery surrounding the origin, and…generally, there are no surprises whatsoever.
The name derives from the location of the original Metropolitan Police headquarters at 4 Whitehall Place, which had a rear entrance on a street called Great Scotland Yard. That very entrance later became the public entrance to the police station. This is btw a nice example of metonymy, a figure of speech in which a concept is called not by its own name but rather by the name of something which is associated in meaning with that concept. Other typical examples typically provided during language classes are the White House or the Kremlin. Not accidentally, according to some;)

Too many words will kill you

Jagoda Ratajczak, kategoria: Bez kategorii, The Language Daily
1

[PL] W sztucznym języku Toki Pona, uważanym za język o najmniejszej liczbie słów spośród wszystkich języków świata (podobno liczy ich ok. 123), nowe koncepty wyraża się dzięki wyjątkowej cesze tego języka, jakim jest zdolność kumulacji już istniejących pojęć w celu stworzenia nowych. Oczywiście można by zapytać po co używać języka, który z definicji nie poszerza swojego leksykonu, a tym samym nie odzwierciedla ciągle się zmieniającej, a przynajmniej wnikliwie przeanalizowanejrzeczywistości. Nie wszyscy jednak uważają, że rozmiar leksykonu jest nieodzowny dla przekazania głębszych myśli. W zasadzie, rozmiar leksykonu może być wręcz problematyczny:)
Pytanie, czy naprawdę potrzebujemy wielu konceptów, by w sposób wyczerpujący opisać rzeczywistość, jest wyjątkowo interesujące. Mile widziane komentarze na temat tego jak z tworzeniem nowych konceptów (lub brakiem niektórych z nich) radzą sobie różne języki:)

[EN] In Toki Pona,a constructed language which is considered the world’s „smallest language” (it is reported to have about 123 words), new concepts are expressed thanks to the language’s cumulative quality. Of course, one may ask why you would use a language which by definition, does not expand its lexicon and thus, does not reflect the complexity of the ever-changing, or at least well-analysed reality. The size of the lexicon, however, is believed by some not to be that important for speakers’ability to convey profound ideas. In fact, the size of the lexicon might be somehow problematic:)
The question if we really need a lot of concepts to do justice to the world we try to describe, is particularly interesting. Comments on how the issue of concept coinage (and perhaps concept redundancy) is dealt with in various languages are more than welcome:)

*what that lovely guy actually says is „to curb untidiness” :)