• The Language Daily

  • English proverbs in pictures

  • Some linguistics...

    • mono The bilingual problem revisited

      What seems obvious is not that obvious. The term „bilingualism” is now used quite freely, but do we know what bilingualism really is? Who is a bilingual? When do you [...]

    • smefff Who cares about (psycho)linguistics? An introduction

      What you’re going to read in this section are neither typical scientific analyses nor their imitations: these are writings on language which is here analysed and discussed from the point [...]

  • Inni z językiem

    • 22 To nie jest język dla starych ludzi

      Kolejny gość na blogu uświadamia nam, że świat nie kończy się angielszczyźnie (a jednak…) – niezwykle ciekawy i do tego kolorowy i przystępny tekst o języku, owszem kolorowym, ale niekoniecznie [...]

    • pic Invade’em all!

      Ponad rok minął od publikacji ostatniego gościa na „Blogującej”,  a goście mają to do siebie, że piszą o wszystkim o czym nie pisze Jagoda (choć oczywiście nadal o języku) i [...]

    • okkk Jak czułyby się dinozaury?

      Filolodzy to cholernie zapracowany gatunek i chyba tylko to usprawiedliwia roczną przerwę „Innych z językiem” – kolegów i koleżanek po językowym fachu, zdolnych ( i to jak!) przerwać codzienny kierat [...]

  • English readers are welcome

    • HH Size matters. Dictionary size (a thing for Dictionary Day)

      What else can a person obsessed with English do on a nice and lazy Sunday, if not have some five o’clock tea and watch „Keeping up appearances”? Celebrate Dictionary Day!  [...]

    • lovee Put the spoon in

      Without emotions, the world would probably know neither wars…nor excitement. And there would be even less excitement if language didn’t confuse things a bit in the already confused world of [...]

    • ups2 Changing the set

      Who are we when we speak our second language? Does being bilingual mean having two personalities too? Is a language barrier a real obstacle on the way towards getting to [...]

Najlepsze z 2017- mądrość czytelników w 5 odsłonach

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
ww1

Możliwość wymiany opinii i przemyśleń z Wami, ludźmi z przeróżnych światów i o różnych zainteresowaniach (o znajomości przeróżnych języków nie wspominając) to zdecydowanie najjaśniejsza strona prowadzenia fanpejdża.  Może mówię tak dlatego, że wciąż nie najlepiej się na tym znam; mając zdecydowane braki w edukacji marketingowej i nieuleczalną niechęć do ekshibicjonizmu rodem z Instagrama, który zmienia wiele stron w relacje z wypadów na siłkę, spożywania owsianki i nakładania maseczki, prowadzę  Jagodę-Blogującą w być może przestarzały i mało widowiskowy sposób. Niemniej, wciąż widzę tu nowych entuzjastów zarówno tematu jak i metody, nadal widzę też tych starych, konsekwentnie dyskutujących i udostępniających.  Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze, lajki, udostępnienia, zadawane pytania i poszerzanie mojej wiedzy (również poprzez pytania właśnie). W ramach podsumowania roku przedstawiam tzw. złotą piątkę, czyli pięć wybranych przeze mnie komentarzy, które w 2017 roku pozostawili na stronie czytelnicy. Tematyka- oczywiście językowa, ale przeróżna,  no i jedna wspólna cecha. Każdy z przytoczonych komentarzy skłania do myślenia, każdy warto cytować, każdy zwraca uwagę na ważną kwestię Zachęcam do lektury i zastrzegam, że  to oczywiście niewielki wycinek niezwykle ważnych, często dowcipnych refleksji językowych, którymi się tu dzieliliście.  Chcę jeszcze! Przeczytaj Całość »

Śniegu nie ma…i stu słów na śnieg też nie/ No snow…and no 100 words for snow, either!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
no

[PL] Nadeszła wigilia, śniegu ani śladu. Idealny moment, by wspomnieć jeden z najpopularniejszych mitów językoznawstwa, czyli opowieść o „100 i więcej określeniach na śnieg istniejących w języku Eskimosów”. Skoro mit ten przebił się nawet do pop-kultury, pojawiając się m.in. w tytule płyty Kate Bush, „50 words for Snow”, problem jest poważny. A zaczyna się już od tego, że „język Eskimosów” tak naprawdę nie istnieje, tak jak nie istnieje jedna grupa etniczna zwana Eskimosami. Określenie „eskimoski”, przez niektóre słowniki klasyfikowane jako obraźliwe lub przynajmniej przestarzałe, winno się raczej zastąpić terminem „inuicki” lub „yupik”. Językami z tych dwóch grup posługują się ludzie zwyczajowo nazywani Eskimosami a zamieszkujący tak różne teren jak Kanada, Grenlandia, wschodnia Syberia, czy Alaska. Języki, którymi się posługują należą do grupy tzw. języków aglutynacyjnych i….tu pojawił się kolejny problem. 
Cechy aglutynacyjne przejawia wiele języków (również język polski), a objawiają się z grubsza tym, że na bazie leksemu, swoistego „trzonu wyrazowego” budujemy wyrazy pochodne. Dave Wilton, autor opublikowanego na stronie wydawnictwa Oxford tekstu o „śnieżnym problemie”, wyjaśnia procedurę w taki oto sposób:
„Słowo ‘siku’ występuje jako rdzeń takich słow jak „sikursuit”, „zbrylowany lód”, „sikuliaq’, ‘świeży śnieg’, ‘sikuaq’, ‘cieńki śnieg’, czy ‘sirkuluk’, ‘roztapiający się śnieg’”.
Jak widać, nie mamy tak naprawdę do czynienia z wieloma różnymi określeniami na śnieg, ale słowami powstałymi na tej samej bazie, niesłusznie liczonymi jako osobne jednostki leksykalne, czy raczej jako…osobne koncepty. Można by tu oczywiście zapytać czym jest słowo- czy jako odrębny wyraz liczymy każdą wariację na temat leksemu? Gdy otwieramy słownik, przekonujemy się, że tak: „snow”, „snowing” czy „snowy” liczone są jako odrębne wyrazy. Czy jednak określają one inną kategorią pojęciową jak sugeruje nam „eskimoski mit”? Nie.
Grammar Girl w tekście na ten sam temat pisze, że za taką niewłaściwą interpretację odpowiada Benjamin Whorf, który w świecie językoznawców cieszy się ostatnio opinią chłopca do bicia, i choć faktycznie nie miał racji w kilku swoich obserwacjach, tym razem to najprawdopodobniej nie jego sprawka. Najpewniej stoi za tym niewłaściwa interpretacja książki„Handbook of American Indian languages” (1911) słynnego Franza Boasa, zajmującego się językami mieszkańców Ameryki Północnej. W książce Boas analizował właśnie morfologię, a więc słowotwórstwo wspomnianych języków, a nie ich semantykę, jednak czytelnicy-językoznawcy, wśród których znalazł się nie tylko Whorf, konsekwentnie powielali niewłaściwą interpretację.
W sumie fajowo byłoby mieć 100 słów na śnieg… albo chociaż sam śnieg. Marzenie o białej Wigilii się nie spełniło, ale oby spełniły się pozostałe! Życzę Wam wszystkim spokojnych świąt, najlepiej z dala od komputera i telefonów komórkowych, a ze stosowną ilością czasu na lekturę, spacer, pogadanie i poprzytulanie się. Też Was przytulam! :)

[EN] Christmas Eve has come, snow is nowhere to be seen. This is a perfect moment to mention one of the most popular linguistic myths, the one about „+100 Eskimo words for snow”.
After all, if this myth has been transferred even to pop culture, popping up in the title of Kate Bush’s record „50 words for snow”, the problem is serious.
It actually starys with the term „Eskimo language” itself. There is no such a thing as „Eskimo language”or an ethinc group called „Eskimo”. This term has been even classified as derogatory or at least outdated by some dictionaries, and should be replaced by „Inuit” ot „Yupik”. The languages from these two groups
are spoken by the peoples who are stereotypically called Eskimo, and inhabiting such different areas as Canada, Greenland, east Siberia or Alaska. The languages they speak are classified as the so called agglutinative languages and this is where another problem occurs.
Agglutination is a feature observed in many languages, and is basically about using a lexeme, a word root, and building derivative words upon this base. Dave Wilton, who discusses the „snow problem” on Oxford Blogs, explains it in the following way:

“The word ‘siku,’ or ‘sea ice,’ is used as the root for ‘sikursuit,’ ‘pack ice,’ ‘sikuliaq,’ ‘new ice,’ ‘sikuaq,’ ‘thin ice,’ and ‘sikurluk,’ melting ice.’”

As you can see, we do not really deal with many different words for snow, but with words based upon the same root, inaccurately counted as seperate lexical units or rather…seperate concepts. Of course, one might ask : „what do we count as a word? Is it every variation of the lexeme?” When we open
a dictionary, this is exactly what we get: „snow”, „snowing” or „snowy are counted as seperate words. But do they all indicate different concepts, which is exactly what the „Eskimo myth” implies? Nope.

Discussing the same issue, Grammar Girl points out that the person responsble for the wrong interpretation of the phenomenon is Benjamin Whorf, the man who has been recenly known mainly as linguists’ scapegoat. Indeed, a few of his observations were innacurate, but this time it was not his fault. It is probably all due to wrong interpretation of the 1911 book „Handbook of American Indian languages” by Franz Boas, who investigated North-American languages. In this book, Boas analysed the morphology, i.e. word formation in these languages, not their semantics, which however, did not prevent his readers (linguistst to boot) from sharing their wrong interpretation with the world.

Actually, it’d be cool if we had 100 words for snow. Or if we had snow at all! A dream of White Christmas did not come true, may your other wishes come true, though! I wish you a lot of peace, staying away from your computers and mobiles, lots of time to read, talk and hug. I hug you too! :)

Raz jeszcze o „prymitywnym” angielskim/ About „primitive” English once again

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
eng

[PL] Jakiś czas temu odbyliśmy tu dyskusję o tym jaką arogancją i ignorancją wykazują się osoby nazywające angielszczyznę językiem prostym i prymitywnym. Jarosław, który w dyskusji wziął udział, pozostawił taki oto wspaniały komentarz:
„Myślę, że przekonanie wielu ludzi, że angielski to prosty język, wynika z tego, że on ma dość niski próg wejścia, czyli stosunkowo łatwo po angielsku kupić piwo na stacji benzynowej i pogadać na ulicy z przypadkowo spotkanym obcokrajowcem. Wydaje mi się, że ten próg inicjacji jest trudniejszy do pokonania w takim choćby niemieckim. Ale ocenianie języka po jego progu wejściowym świadczy najpewniej o tym, że ktoś na tym poziomie pozostał albo ledwie poza niego wyjrzał. Takie opinie, że angielski to prosty język, najczęściej można usłyszeć właśnie od osób znających język słabo albo średnio, od różnych takich językowych neofitów-nawiedzeńców, którzy skończyli dopiero jakiś kurs albo chwilę mieszkają w anglojęzycznym państwie i już się im wydaje, że z Joycem mogliby pogadać o wszystkim. A w istocie, jak ich tak mocniej przycisnąć, to dużo im brakuje do biegłości, nawet się o biegłość nie otarli, mówią pewnie gorzej niż przedstawiciele brytyjskich klas niższych. Ta świadomość, że angielski to jest język ogromnego kręgu kulturowego, język wielkiej tradycji literackiej, język bardzo wymagający stylistycznie i barwny, zatem potrzeba lat, by choć trochę poczuć się częścią tego świata, powinna być absolutnie fundamentalna w nauce tego języka. I mówię to jako człowiek, który posługuje się bardzo prostą angielszczyzną i wie, że w zasadzie nie ma szans na to, by zyskać w angielskim kiedykolwiek tę zdolność oddawania myśli, którą ma w polszczyźnie”.
Czapki z głów. Cytujcie tego pana do woli ;)

[EN] Some time ago we had a discussion about how arrogant and ignorant it is to say that “English is an easy/ primitive language”. Jarosław, who took part in the discussion, left this brilliant comment:
“I think that many people are convinced that English is an easy language due to it having quite low “entry threshold”, which means that it doesn’t take much effort to buy beer at a petrol station or talk to a random stranger met in the street. I guess that this “threshold level” is much higher in German, for instance. However, if you judge the language by how accessible it is at this level, it probably means that you got stuck on this very level or barely managed to take a step beyond it. People who claim that English is an easy language are usually those who are poor or average English speakers, language neophytes or newly bred fanatics who have just completed some course or have been living in an English-speaking country for a while, convinced that they could speak with Joyce about anything. In fact, when pushed to the wall, they turn out to be well below the level of proficiency, not even being close to it, and they probably speak worse than some representatives of the British lower class. What should be essential in teaching this language is making learners aware that English is the language of a vast cultural region, the language of great literary tradition, a language which is very stylistically demanding and vivid, and thus taking you years to make you feel like you belong to its world. I say it as a man who uses very simple English and who knows that he has no chance of ever being able to acquire an ability to freely express himself in English the way he does in Polish”.
Hats off. Feel free to quote it :)

„Angielski taki prymitywny, a ja taka bystra!/”English is so primitive and I am so clever!”

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
11

[PL ] Takie opinie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Ich autorzy również nie przestaną mnie zadziwiać- swoją arogancją i ignorancją, która dziwi tym bardziej, że podają się za osoby wielojęzyczne, a więc świadome wysiłku z jakim wiąże się opanowanie języka na naprawdę wysokim poziomie. No chyba, że „znasz” 5 języków, ale w każdym umiesz powiedzieć jedynie „cześć, mam na imię X, i wydaje mi się, że jestem najmądrzejszy na świecie”. 
Nikt kto opanował choć jeden język naprawdę dobrze, nie powie, że „znać jeden to żadna sztuka”. Znać język dobrze, nie po łebkach, mieć pełną świadomość tego jak działa jego gramatyka, ortografia i fonetyka, ze wszelkimi jej wyjątkami i osobliwościami, stale poszerzać zasób słownictwa w tym języku a nawet nabierać wiedzy na temat jego historii czy związków z innymi jerzykami, które sprawiły, że jest taki jaki jest- to nie jest zadanie na roczny kurs językowy. To praca na lata.
Nikt kto opanował choć jeden język naprawdę dobrze, a przynajmniej ma śladową wiedzę językoznawczą, nie nazwie ŻADNEGO języka prymitywnym czy prostackim. Każdy język jest złożonym bytem, którego dogłębne poznanie wymaga wgryzienia się także w kulturę i mentalność jego ojczystych użytkowników. I tak, to praca na lata.
Bez pokory nie ma językoznawcy. Ale jak widać,pseudo językoznawcy potrafią bez niej żyć. Coś mi też mówi, że osoba zarzucająca angielszczyźnie prymitywizm okazała się zbyt wyrafinowana, by ją przyzwoicie opanować:P
Jak wbijacie do głów takim ludziom, że ich opinie nie tylko są krzywdzące dla osób, które poświęciły życie na doskonalenie się w jednym języku (zwłaszcza „nieoryginalnym” i „prymitywnym” angielskim), ale przede wszystkim nieprawdziwe? A może dyskutowanie z osobami, których głównym celem jest poprawienie sobie samopoczucie jest bezcelowe?

[EN] “[knowing] one language is nothing special”. “To be able to speak English is nothing special. It’s a relatively simple, not to say primitive language…”Such opinions will never cease to amaze me. Their authors will never cease to amaze me either, as I marvel at their arrogance and ignorance. What makes this display of knowitallism even more amazing, is the fact that both authors profess to be multilingual, which should imply they are aware of how challenging it is to truly master a language. Well…unless you „know” 5 languages, but the only thing you can say in each of them is „hi, my name is X and I think I am such a clever clogs!”

Nobody who has truly mastered at least one language would ever say that „knowing just one is nothing special”. To have real, not superficial, knowledge of any language, to have full awareness of how its grammar, phonetics and spelling system work, as well as to know their peculiarities and exceptions, to continuously expand your vocab in this language, to acquire knowledge about its history and connections with other languages which have made it what it is today- it’s not something you can do within a year, on some language course. This takes years.
Nobody who has truly mastered at least one language, or who has got at least basic knowledge of linguistics, would ever call ANY language „primitive” or crude. Every language is a complex being, and to truly know it, you also need to delve into the mentality and culture of its native speakers. And yes, it takes years.
Without humility, you can’t be a linguist. Without humility you can be a quasi-linguist, though. Btw, something tells me that the person calling English „a primitive language” was too sophisticated to even speak it decently ;P
How can you drum into such people’s heads that their opinions are not only unfair to those who have spent their lives mastering one (especially the „non-original” and “primitive” English) language, but also wrong? Or maybe it’s simply pointless to talk to people whose main goal is to make themselves feel better about themselves?

…bo książki o języku to żadna osobliwość!/…’cause books about language are no peculiarity!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
books en

[PL] „Nigdy nie spotkałem nikogo kto nie interesowałby się językiem. W latach dziewięćdziesiątych, gdy zaczynałem, zauważyłem, że mamy na rynku książki popularnonaukowe poruszające mnóstwo różnych tematów, książki o dinozaurach, czarnych dziurach i ciele ludzkim, a żadnej o języku, a ciekawość czytelników była ogromna. Poza tym, język dotyka tak wiele aspektów ludzkiej kondycji, że autorom nigdy nie brakuje tematów”. Angielscy wydawcy są świadomi tego o czym mówi Steven Pinker, dbają więc o to, by entuzjaści tematu mieli w czym wybierać. W polskich księgarniach, zainteresowanych książkami o języku zawsze jednak odsyła się do działu ze słownikami, jakby potencjalnych miłośników języka szło zainteresować jedynie listami słów w porządku alfabetycznym. A o tylu wątkach można jeszcze napisać. I poczytać… <3

[EN] “I’ve never met a person who is not interested in language. Starting in the 90s I realised that there were popular science books on a wide range of topics, on dinosaurs, on black holes and on human body, but there wasn’t anything on language, and there was enormous curiosity. Also, language touches on so much of the human condition, so that you never run out of material”. English publishers are well aware of what Steven Pinker pointed out, and make sure that language enthusiasts have something to choose from. In Polish bookstores, those interested in books about language are always sent to dictionary sections, as though there was no way of attracting potential language lovers other than providing them with alphabetical lists of words. And there is so much to write and read about… <3