Raz jeszcze o „prymitywnym” angielskim/ About „primitive” English once again

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
eng

[PL] Jakiś czas temu odbyliśmy tu dyskusję o tym jaką arogancją i ignorancją wykazują się osoby nazywające angielszczyznę językiem prostym i prymitywnym. Jarosław, który w dyskusji wziął udział, pozostawił taki oto wspaniały komentarz:
„Myślę, że przekonanie wielu ludzi, że angielski to prosty język, wynika z tego, że on ma dość niski próg wejścia, czyli stosunkowo łatwo po angielsku kupić piwo na stacji benzynowej i pogadać na ulicy z przypadkowo spotkanym obcokrajowcem. Wydaje mi się, że ten próg inicjacji jest trudniejszy do pokonania w takim choćby niemieckim. Ale ocenianie języka po jego progu wejściowym świadczy najpewniej o tym, że ktoś na tym poziomie pozostał albo ledwie poza niego wyjrzał. Takie opinie, że angielski to prosty język, najczęściej można usłyszeć właśnie od osób znających język słabo albo średnio, od różnych takich językowych neofitów-nawiedzeńców, którzy skończyli dopiero jakiś kurs albo chwilę mieszkają w anglojęzycznym państwie i już się im wydaje, że z Joycem mogliby pogadać o wszystkim. A w istocie, jak ich tak mocniej przycisnąć, to dużo im brakuje do biegłości, nawet się o biegłość nie otarli, mówią pewnie gorzej niż przedstawiciele brytyjskich klas niższych. Ta świadomość, że angielski to jest język ogromnego kręgu kulturowego, język wielkiej tradycji literackiej, język bardzo wymagający stylistycznie i barwny, zatem potrzeba lat, by choć trochę poczuć się częścią tego świata, powinna być absolutnie fundamentalna w nauce tego języka. I mówię to jako człowiek, który posługuje się bardzo prostą angielszczyzną i wie, że w zasadzie nie ma szans na to, by zyskać w angielskim kiedykolwiek tę zdolność oddawania myśli, którą ma w polszczyźnie”.
Czapki z głów. Cytujcie tego pana do woli ;)

[EN] Some time ago we had a discussion about how arrogant and ignorant it is to say that “English is an easy/ primitive language”. Jarosław, who took part in the discussion, left this brilliant comment:
“I think that many people are convinced that English is an easy language due to it having quite low “entry threshold”, which means that it doesn’t take much effort to buy beer at a petrol station or talk to a random stranger met in the street. I guess that this “threshold level” is much higher in German, for instance. However, if you judge the language by how accessible it is at this level, it probably means that you got stuck on this very level or barely managed to take a step beyond it. People who claim that English is an easy language are usually those who are poor or average English speakers, language neophytes or newly bred fanatics who have just completed some course or have been living in an English-speaking country for a while, convinced that they could speak with Joyce about anything. In fact, when pushed to the wall, they turn out to be well below the level of proficiency, not even being close to it, and they probably speak worse than some representatives of the British lower class. What should be essential in teaching this language is making learners aware that English is the language of a vast cultural region, the language of great literary tradition, a language which is very stylistically demanding and vivid, and thus taking you years to make you feel like you belong to its world. I say it as a man who uses very simple English and who knows that he has no chance of ever being able to acquire an ability to freely express himself in English the way he does in Polish”.
Hats off. Feel free to quote it :)

„Angielski taki prymitywny, a ja taka bystra!/”English is so primitive and I am so clever!”

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
11

[PL ] Takie opinie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Ich autorzy również nie przestaną mnie zadziwiać- swoją arogancją i ignorancją, która dziwi tym bardziej, że podają się za osoby wielojęzyczne, a więc świadome wysiłku z jakim wiąże się opanowanie języka na naprawdę wysokim poziomie. No chyba, że „znasz” 5 języków, ale w każdym umiesz powiedzieć jedynie „cześć, mam na imię X, i wydaje mi się, że jestem najmądrzejszy na świecie”. 
Nikt kto opanował choć jeden język naprawdę dobrze, nie powie, że „znać jeden to żadna sztuka”. Znać język dobrze, nie po łebkach, mieć pełną świadomość tego jak działa jego gramatyka, ortografia i fonetyka, ze wszelkimi jej wyjątkami i osobliwościami, stale poszerzać zasób słownictwa w tym języku a nawet nabierać wiedzy na temat jego historii czy związków z innymi jerzykami, które sprawiły, że jest taki jaki jest- to nie jest zadanie na roczny kurs językowy. To praca na lata.
Nikt kto opanował choć jeden język naprawdę dobrze, a przynajmniej ma śladową wiedzę językoznawczą, nie nazwie ŻADNEGO języka prymitywnym czy prostackim. Każdy język jest złożonym bytem, którego dogłębne poznanie wymaga wgryzienia się także w kulturę i mentalność jego ojczystych użytkowników. I tak, to praca na lata.
Bez pokory nie ma językoznawcy. Ale jak widać,pseudo językoznawcy potrafią bez niej żyć. Coś mi też mówi, że osoba zarzucająca angielszczyźnie prymitywizm okazała się zbyt wyrafinowana, by ją przyzwoicie opanować:P
Jak wbijacie do głów takim ludziom, że ich opinie nie tylko są krzywdzące dla osób, które poświęciły życie na doskonalenie się w jednym języku (zwłaszcza „nieoryginalnym” i „prymitywnym” angielskim), ale przede wszystkim nieprawdziwe? A może dyskutowanie z osobami, których głównym celem jest poprawienie sobie samopoczucie jest bezcelowe?

[EN] “[knowing] one language is nothing special”. “To be able to speak English is nothing special. It’s a relatively simple, not to say primitive language…”Such opinions will never cease to amaze me. Their authors will never cease to amaze me either, as I marvel at their arrogance and ignorance. What makes this display of knowitallism even more amazing, is the fact that both authors profess to be multilingual, which should imply they are aware of how challenging it is to truly master a language. Well…unless you „know” 5 languages, but the only thing you can say in each of them is „hi, my name is X and I think I am such a clever clogs!”

Nobody who has truly mastered at least one language would ever say that „knowing just one is nothing special”. To have real, not superficial, knowledge of any language, to have full awareness of how its grammar, phonetics and spelling system work, as well as to know their peculiarities and exceptions, to continuously expand your vocab in this language, to acquire knowledge about its history and connections with other languages which have made it what it is today- it’s not something you can do within a year, on some language course. This takes years.
Nobody who has truly mastered at least one language, or who has got at least basic knowledge of linguistics, would ever call ANY language „primitive” or crude. Every language is a complex being, and to truly know it, you also need to delve into the mentality and culture of its native speakers. And yes, it takes years.
Without humility, you can’t be a linguist. Without humility you can be a quasi-linguist, though. Btw, something tells me that the person calling English „a primitive language” was too sophisticated to even speak it decently ;P
How can you drum into such people’s heads that their opinions are not only unfair to those who have spent their lives mastering one (especially the „non-original” and “primitive” English) language, but also wrong? Or maybe it’s simply pointless to talk to people whose main goal is to make themselves feel better about themselves?

…bo książki o języku to żadna osobliwość!/…’cause books about language are no peculiarity!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
books en

[PL] „Nigdy nie spotkałem nikogo kto nie interesowałby się językiem. W latach dziewięćdziesiątych, gdy zaczynałem, zauważyłem, że mamy na rynku książki popularnonaukowe poruszające mnóstwo różnych tematów, książki o dinozaurach, czarnych dziurach i ciele ludzkim, a żadnej o języku, a ciekawość czytelników była ogromna. Poza tym, język dotyka tak wiele aspektów ludzkiej kondycji, że autorom nigdy nie brakuje tematów”. Angielscy wydawcy są świadomi tego o czym mówi Steven Pinker, dbają więc o to, by entuzjaści tematu mieli w czym wybierać. W polskich księgarniach, zainteresowanych książkami o języku zawsze jednak odsyła się do działu ze słownikami, jakby potencjalnych miłośników języka szło zainteresować jedynie listami słów w porządku alfabetycznym. A o tylu wątkach można jeszcze napisać. I poczytać… <3

[EN] “I’ve never met a person who is not interested in language. Starting in the 90s I realised that there were popular science books on a wide range of topics, on dinosaurs, on black holes and on human body, but there wasn’t anything on language, and there was enormous curiosity. Also, language touches on so much of the human condition, so that you never run out of material”. English publishers are well aware of what Steven Pinker pointed out, and make sure that language enthusiasts have something to choose from. In Polish bookstores, those interested in books about language are always sent to dictionary sections, as though there was no way of attracting potential language lovers other than providing them with alphabetical lists of words. And there is so much to write and read about… <3

Bo jak niemiecki, to krzyczany!/…because if it is in German, it must be shouted!

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
german

[PL] Jednym z najciekawszych, ale i najbardziej przerażających aspektów nauki języków obcych jest konfrontacja ze stereotypami dotyczącymi ich użytkowników, często wynikającymi z tego jak przedstawia się ich w kulturze popularnej. I tak mówiących po niemiecku często przedstawia są jako esesmanopodobnych krzykaczy, mówiących po hiszpańsku jako histeryków prosto z dramatycznych argentyńskich telenowel, a użytkowników brytyjskiej angielszczyzny jako flegmatyczne diwy, które nawet o papier toaletowy w sklepie proszą z akcentem arystokraty. Czy takie stereotypowe cechy można przypisać użytkowników wszystkich języków? Jak typowo przedstawia się “Wasze” języki?

[EN] One of the most interesting but also scariest aspects of learning foreign languages is facing the stereotypes surrounding speakers of those languages, often traced back to the way they have been portrayed in popular culture. Thus, the speakers of German are often portrayed as ss man- like shouters, the speakers of Spanish are shown as hysterics taken straight out of dramatic Argentinian soap operas, and the speakers of British English are obviously portrayed as phlegmatic divas who use their posh aristocratic accent even when asking for toilet paper in a shop. Can we ascribe such stereotypical features to the speakers of any language? How are YOUR languages typically presented?

Dlaczego „cierpliwy” to „patient”, i „pacjent”…także?/ Why is „patient” both a noun and an adjective?

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
outta

[PL] No i mamy “patient”- “cierpliwego” oraz “patient”- “pacjenta”…ci, którzy znają rzeczywistość polskiego systemu opieki zdrowotnej mają pełne prawo zastanawiać się, czy ta zbieżność to istotnie przypadek. Przypadku jednakże tu nie ma, choć oczywiście, swoje znaczenie oba słowa zaczerpnęły z tej samej koncepcji. „Patient” pojawił się w angielszczyźnie dzięki Francuzom (ze starofrancuskiego „pacient”- „znoszący  ból bez skargi”),którzy pożyczyli go z łaciny (“patī”-„cierpieć”). Wedle średniowiecznych cierpiętniczych standardów, umiejętność czekania i znoszenia cierpienia bez skargi być może uchodziła za cnotę, ale pogląd ten niekoniecznie podzielają pacjenci tłoczący się w placówkach opieki zdrowotnej. Dar przewidywania etymologii bywa zabawnyJ

[EN] Here come “patient” (adjective) and “patient” (noun)… those who know the reality of the Polish health care system  have every right to wonder if we deal with a coincidence here. In fact, there is no coincidence, although the meaning of both words obviously stems from the same idea. “Patient”   was brought to English by the French (Old French “pacient – “enduring without complaint”) who had borrowed it from Latin (“patī”- “to suffer”). By  medieval suffering-oriented standards, an ability to wait and endure without complaint might have been a virtue, but this view might not be shared by the patients queuing in medical facilities. The prescience of etymology seems funny sometimes;)