Dlaczego jeż to „hedgehog”/ Why is hedgehog „a hedgehog”?

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
hedgehog

[PL] Po tym jak wczoraj niemal przejechałam niewinnego jeża, zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy nie zastanawiałam się nad pochodzeniem osobliwego słowa jakim jest „hedgehog” (jak mogłam! :)). W staroangielskim, jeż nazywał się “igl” (podobnie do niemieckiego “Igel”) ,ale nie wiedzieć czemu, uznano później, że jego pyszczek przypomina świński, i przchrzczono go na “hog” (dziś: “wieprz”,potocznie “świnia”). Dokładniej mówiąc,został “świnią wędrującą wśród żywopłotów”. Czy todlatego człowiek noszący poniższe nazwisko tak bardzo nie lubi być nazywany jeżem?
Miłego poniedziałku!:)

[EN] After I nearly ran over an innocent hedgehog yesterday, it occurred to me that I had never thought about the origin of this peculiar word (how could I ! ;)) In Old English, it was called “igl” (German “Igel” rings a bell), but for some reason, it was later decided that it has a pig-like snout, and was called a “hog”. “A hog wandering among hedges”, to be more precise. Is this the reason why the man with the name below detests being called a hedgehog?
Have a good Monday!:)

 

Nie tak ekscytujące pochodzenie „super duper”/ Not that exciting origin of „super duper”

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
pinup

[PL] Spytano mnie ostatnio czy to prawda, że “super duper”, angielskie określenie na coś szałowego i imponującego, zostało spopularyzowane przez polskich lotników walczących w Wielkiej Brytanii w czasie II wojny światowej i nazywających atrakcyjne dziewczęta mianem “super dup”. Teoria wydała mi się wysoce nieprzekonująca, jako że użytkownicy polszczyzny w latach 40 XX wieku zapewne nie znali ani nie używali określenia “super”, nie mówiąc o nazywaniu kobiet „dupami”. Postanowiłam to jednak sprawdzić, i jak można się domyśleć, zwrot faktycznie nie ma nic wspólnego z tym w jaki sposób Polacy wyrażali swój podziw dla Angielek (co, zdaniem mojego nie tak znów dyplomatycznego kolegi, raczej nie miało miejsca;)). Słowo “duper” nie znaczy tak naprawdę nic i stanowi typowy przyklad reduplikacji. Tak zwane rymowane złożenia brzmią zdecydowanie bardziej chwytliwie niż nierymowane- tootsie wootsie”, “blackjack” or “hoi polloi” (jakkolwiek wywodzące sięz Greki) należą do tej wlaśnie kategorii. Sztuczkę stosujemy i w polszczyźnie – (“hocki klocki”, “szmery bajery” itp.).

[EN] I’ve been recently asked if it is true that the English term “super duper” meaning “excellent, impressive” has been made popular by…Polish pilots fighting in the UK during WWII and referring to attractive girls as “super dupy” (literally “great asses” in Polish). The theory sounded very implausible to me as 1940s’ speakers of Polish might have not really known or used the word “super”, let alone referred to women as „asses”. I decided to check it, though, and as you can guess, it indeed has nothing to do with the way Poles expressed their admiration for English women (which according to my not- that- diplomatic friend- must have been pretty unlikely;)) The word “duper” in the phrase means…nothing in particular, and is a typical example of reduplication. The so called rhyming compounds are definitely more catchy than other compounds- “tootsie wootsie”, “blackjack” or “hoi polloi” (however Greek in origin) all belong to the same category.

Czy istnieją „słowa nieprzetłumaczalne”?/ Do „untranslatable words” truly exist?

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
niezwykle1

[PL] Strony językowe pełne są list i artykułów poświęconych „słowom, których nie da się przetłumaczyć na TWÓJ język ojczysty”. Faktycznie, takie słowa jak “ktsuarpok” czy “komorebi” nie mają swoich odpowiedników w innych językach (m.in. w angielskim czy polskim), co jednak nie oznacza, że są nieprzetłumaczalne. Pojęcie nieprzetłumaczalności często mylone jest z brakiem ekwiwalencji, jakby wyłącznie istnienie precyzyjnego leksykalnego odpowiednika danego wyrazu umożliwiało nam zrozumienie obcych konceptów. Dlatego też słynne stwierdzenie Wittgensteina „granice mojego języka są granicami mojego świata”, często cytowane w dyskusjach o nieprzetłumaczalności, zdaje się nie mieć tu racji bytu. Dopóki jesteśmy w stanie opisać zjawisko, zwizualizować je, a wreszcie pojąć, nawet jeśli wiąże się to z uciekaniem się do długaśnych opisów, NIE doświadczamy granic swojego świata. Można chyba powiedzieć, że nie ma w językach konceptów nieprzetłumaczalnych. Czy raczej-niewyobrażalnych lub nie dających się opisać.

*na obrazku czytamy, że „hygge” to „chwila, w której nic nam nie przeszkadza, ani nas nie irytuje, chwila pełna wyłącznie dobrych emocji”. Tymczasem „hygge” to słynny duński koncept oznaczający „sztukę tworzenia domowego ogniska, budowania bliskości i życzliwości”. Nigdy nie wierz do końca temu, co znajdujesz w sieci :)

[EN] Language websites are full of lists and articles about the words which “cannot be translated into YOUR native language”. Indeed, words like “ktsuarpok” (feeling of anticipation when you’re waiting for someone to show up at your house and you keep going outside) or “komorebi” (sunlight filtering through the trees) lack their equivalents in other languages (including Polish and English), but it does not mean they are untranslatable. The concept of untranslatability is often confused with lack of equivalence, as though only one-to-one lexical correspondence could make it possible for us to understand foreign concepts. Therefore, Wittgenstein’s famous statement “limits of my language mean the limits of my world” which is often quoted in discussions about translatability, seems to be invalid. As long as it is possible for us to describe a phenomenon, visualize and comprehend it, even if in entails lengthy descriptions, our world IS NOT LIMITED. It is probably safe to say that there are no untranslatable or rather unimaginable or indescribable concepts in languages.

*the picture says “hygge” is” a moment when nothing disturbs or irritates us, a moment full of purely good emotions”. In fact, “hygge” is a prominent Danish concept denoting “the art of building sanctuary and community, of inviting closeness and kindness”. Never trust the things you find on the Internet…fully. :)

niezwykle1

I znów…jak dobrze być dwujęzycznym/ Again…how good it is to be bilingual

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
444

[PL] Dwujęzyczność poszerza horyzonty i powiększa mózgi całkiem dosłownie: u osób władających językiem drugim zaobserwowano zwiększenie gęstości istoty szarej w lewej dolnej korze ciemieniowej, zmianę szczególnie wyraźną u osób, które naukę języka obcego rozpoczęły we wcześniejszych latach życia (Mechelli et al. 2004). Oczywiście, „wcześniejsze lata życia” brzmią bardzo enigmatycznie nawet dla zwolenników teorii wieku krytycznego- na potrzeby tego krótkiego, motywacyjnego wpisu załóżmy jednak, że „im wcześniej tym lepiej”.

[EN] Bilingualism broadens your horizons and enlarges your brains quite literally- individuals who speak a second language have been shown to have increased density of grey matter in the left inferior parietal cortex, a change that is more pronounced in early bilinguals and those with greater proficiency in the second language (Mechelli et al., 2004). Obviously, “early bilinguals” is quite an enigmatic term even for the supporters of Critical Period Hypothesis. Still, for the sake of this brief, motivational note, let us assume that “the sooner we begin to learn, the better”.

A więc powiadasz, że mnie znasz/…so you think you know me

Jagoda Ratajczak, kategoria: The Language Daily
japan

[PL]: Tomek (który przebywa własnie w Japonii): “miałem do czynienia z japońską nauczycielką angielskiego.Nie mowi ona jednak po angielsku. Pisanie nie idzie jej dobrze. Sama przyznała, że tylko sprawdza odpowiedzi ABCD. Powiedziała, że uczy gramatyki. Tak ponoc wyglada 90% nauczycieli angielskiego w Japonii”. I śmieszne i straszne, ale…
Lubimy przeciwstawiać europejską świadomość jednego z języków indoeuropejskich świadomości ludzi z zupełnie odmiennego kulturowo i językowo świata. A czy europejska świadomość kultury i języków Dalekiego Wschodu jest aż tak wysoka? Czy wiedza europejskich japonistów i sinologów –jakże trudna do zweryfikowania przez szarego człowieka- jest na pewno tak szeroka jak byśmy tego oczekiwali? Czy przepaść między tymi dwoma światami nie jest na tyle duża, by poważnie ograniczać dogłębne wzajemne poznanie?

[EN] Tomek (currently residing in Japan) says: “ I’ve met a Japanese teacher of English. She doesn’t speak English, though. She is not particularly good at writing. She admitted herself that she only checked if the ABCD answers provided on the tests were correct. She also said she’d been teaching grammar. This is allegedly what 90% of teachers of English in Japan represent”. Both scary and funny, but
We enjoy contrasting the European awareness of one of Indo-European languages with the awareness of the people coming from a world which is drastically different, both culturally and linguistically. But is European awareness of the cultures and languages of the Far East that great? Is the knowledge which an average Joe cannot really verify and which Japanese and Chinese philologists from Europe have as great as we expect it to be? Isn’t a gap between these two worlds big enough to hinder our capacity to get a true insight into each other’s cultures and languages?