Nie umiem liczyć, bo język.

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
maths

W gimnazjum, moje próby przekonania koleżanki, urodzonej matematyczki i jednocześnie językowego antytalentu, że nauka języka obcego jest tak naprawdę przyjemna i bardzo życiowa, zawsze kończyły się walką na noże i jej triumfalnie rzucaną puentą: „a matematyka to przynajmniej jest wszędzie taka sama! Dwa to dwa, a pięć to pięć!” Gdybym wtedy, 15 lat temu, wiedziała, że istnieją na tym świecie języki, które nie nazywają liczb większych niż 4, albo nie nazywają liczb wcale, albo że są języki „matematycznie prostsze” niż inne, walka na noże przybrałaby pewnie jeszcze ciekawszy obrót, kończąc się zapewne dyskusją chyba aż zbyt abstrakcyjną jak na nastoletnie umysły, czyli o tym czym jest pojęcie liczby w języku i czy na pewno matematyka wszędzie jest ROZUMIANA tak samo.  I o tym czy zważywszy transparentny system liczebników w językach azjatyckich, matematyczna biegłość Azjatów jest zwykłym przypadkiem. Bo czy język naprawdę nie ma nic do matematyki?

W jaki sposób język wpływa na postrzeganie rzeczywistości- to temat, który wraca na tej stronie jak bumerang, choć młodzieńcza, niegdyś silna fascynacja niżej podpisanej teorią relatywizmu Sapira i Whorfa z czasem ustąpiła miejsca bardziej trzeźwemu założeniu. A założenie jest takie- język wpływa na postrzeganie rzeczywistości, na pewno jednak tego postrzegania nie determinuje. Gdyby tak było, raz wdrożony system nijak nie ugiąłby się pod wpływem mechanizmów nabytych w drodze nauki i używania innego języka.  Smutne byłoby to życie, bo i brak elastyczności w postrzeganiu i interpretowaniu świata ma swoje daleko idące konsekwencje niekoniecznie uwidaczniające się tylko w sferze językowej.

Tymczasem z obserwacji prof. Stanislasa Dehaena wynika że wdrukowanie przez język określonego sposobu postrzegania prawdopodobnie wpływa nawet na rozumienie matematyki. Na liście przyczyn, dla których związek z królową nauk bywa burzliwy, znalazło się nie tylko pospolite leserstwo, piętrzące się zaległości, nieumiejętność abstrakcyjnego myślenia, czy w skrajnych przypadkach, zaburzenia ze spektrum dyskalkulii. Zgodnie ze śmiałą tezą wspomnianego Dehaena, ale i choćby prof. Karen Fuson[1] z Northwestern University, na listę tę można wpisać także system nazywania liczebników, który w wielu językach indoeuropejskich zwyczajnie nie sprzyja rozumieniu matematyki. Przeczytaj Całość »

Dwujęzyczni idioci

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
retarded

Dwujęzyczność jako cnota i umiejętność, w imię nabycia której wydaje się kupę kasy, od przedszkola po firmowe szkolenia- to stosunkowo nowe podejście. Jeszcze na początku XX wieku, szkoły językowe świeciłyby pustkami, a może i nawet zamykano by je jako wylęgarnie chorych psychicznie, a przynajmniej intelektualnie niedorozwiniętych. Pierwsza połowa dwudziestego stulecia zeszła językoznawcom na burzliwych dyskusjach na temat tego, czy nauka języka obcego zaburza, czy może „tylko” opóźnia rozwój dziecka, a wniosek był zwykle ten sam: czy zaburza, czy nie, i czy może tylko opóźnia, dwujęzyczność szkodzi, a „skażonych” darem odnajdywania się w dwóch językowych i kulturowych światach uważano za swoistych schizofreników. Kryzys imigracyjny, coraz trudniejsze sąsiedztwo kultur , języków i mentalności nieoczekiwanie nadal rozważaniom wczesnych językoznawców aktualny wydźwięk. I dzisiaj, Goddard i paru innych klasyków myśli językoznawczej zapewne stałoby w portach z tabliczką „apage, Satanas!” i przekonaniem, że dwujęzyczność to nie tylko zamach na zdrowie psychiczne, ale i dobrobyt narodu. Trochę historii branży, trochę nawiązań do (niełatwej) sytuacji obecnej. Z nadzieją na komentarze i opinie!

Historia badań językoznawczych to  historia idealistów wpatrzonych początkowo w osobników jednojęzycznych, a przynajmniej wywodzących się z kulturowo jednolitych środowisk, w przekonaniu, że taki wybór to gwarancja braku niespodzianek i odchyleń. Minęło sporo czasu, nim połapano się, że dwujęzyczność jest zjawiskiem znacznie powszechniejszym niż jednojęzyczność, i zważywszy kulturowo-językowe zróżnicowanie większości obszarów na świecie, językoznawcy wcale nie przesadzają twierdząc, że żyje w nim więcej ludzi posługujących się na co dzień co najmniej dwoma językami niż tych władających jednym . Spostrzeżenie to sprawia zwykle, że w głowach osób choć trochę interesujących się językoznawstwem, rozbrzmiewa dzwonek: jak całe pokolenia językoznawców, na czele z ikoną branży, Noamem Chomskym, mogły w ogóle badać czym jest znajomość języka, stawiając za punkt odniesienia człowieka jednojęzycznego, a więc będącego w mniejszości? Opisywany przez Chomsky’ego idealny speaker-hearer, który miał być prototypem użytkownika wszelkiego języka, był w istocie mówiącym wyłącznie po angielsku wytworem wyobraźni mówiącego wyłącznie po angielsku Noama. Jego pomysł stworzenia modelu na każdą okazję okazał się całkowicie chybiony z punktu widzenia współczesnych językoznawców, świadomych tego, że badacz ignorujący wpływ języka drugiego na językowy rozwój człowieka w ogóle, jest średnio przekonujący. Jeśli więc można mówić o jakiejś normie, bliżej do niej dwujęzyczności niż jednojęzyczności. Szczególnie oporne w nabywaniu wiedzy językowej jednostki , niezdolne wydukać ani słowa „po obcemu”, mogłyby uznać ten stan rzeczy za wielce pochlebny- oto jesteśmy w mniejszości i awangardzie! Jeśli jednak dziś mniejszość ta już czuje na plecach ciężki oddech wielokulturowej i wielojęzycznej rzeczywistości, z jej wakacjami w Turcji i romansami z obcokrajowcami poznanymi na Facebooku, o tyle przez wiele lat mniejszość ta wyznaczała trendy w myśleniu o języku. I nie było to myślenie przesadnie konstruktywne. Przeczytaj Całość »

Czucie w języku

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
sweet

Znajomi prowadzący strony poświęcone językom obcym i kulturze zorganizowali akcję pod hasłem „Blogowanie pod jemiołą”, i tak powstało ponad dwadzieścia tekstów poświęconych bożonarodzeniowym tradycjom kilkunastu krajów. Zadając sobie pytanie: „co ja, jako człowiek  nie lubiący powielać cudzych pomysłów i tematów, mogę jeszcze napisać w  ramach cyklu?”, odpowiedziałam sobie: „coś językoznawczego”. Poznawszy mój zamysł, znajomy stwierdził, że „chyba straciłam kontakt z rzeczywistością”- nic bardziej mylnego. Językoznawstwo doskonale opisuje rzeczywistość, i to nawet świąteczną, bo rzeczywistość świąteczna to głównie jedzenie, a jedzenie to…smak, zmysł który z językiem (tym, którym władamy) łączy bardzo ciekawa więź. W przerwie między pieczeniem makowca a pieczeniem pierników, tekst upieczony w oparciu o parę ciekawych językoznawczych badań i obserwacji, niekoniecznie ze znanego nam kulturowo obszaru. Smacznego!

 W 1908 roku, japoński chemik, Kikunae Ikeda, dokonał odkrycia, które zrewidowało ludzkie pojęcie smaku- wyizolowawszy substancję zwaną glutaminianem sodu, uznał ją za podstawę piątego smaku rozpoznawanego przez komórki receptorowe ludzkiego i zwierzęcego języka. Piąty smak otrzymał nazwę umami, i w odróżnieniu od nie wzbudzających żadnych definicyjnych wątpliwości smaków słodkiego, gorzkiego, kwaśnego i słonego, dla wielu nadal stanowi  zagadkę. Etymologia słowa bynajmniej nie pomaga w jej rozwiązaniu- w wolnym tłumaczeniu „umami” oznacza „przyjemny wyrazisty smak”, co wcale nie pozwala się nam domyślić, że jest to smak określany jako „mięsny, rosołowy”, „pozostawiający wrażenie tłustości na języku”, wyczuwalny także w produktach ulegających procesowi fermentacji (sery), grzybach, sosie sojowym i rybnym. Skojarzenie z kuchnią azjatycką nasuwa się samo- nie bez przyczyny uważa się generujący smak umami glutaminian sodu za nieodłączny „bonus” w przygotowywanych na chińską czy japońską modłę potrawach.  Z istnienia tego smaku, a nawet z tego, że receptory naszych języków istotnie na niego reagują,  mało kto jednak zdaje sobie sprawę, a sugestia, że istnieje także smak „mięsny”, najczęściej wywołuje zdziwienie lub uwagi, że „to zwykłe filozofowanie”.  Tymczasem problem z wyczuwaniem piątego smaku, opisaniem a wreszcie określeniem go, może wynikać nie z tego, co dzieje się na języku, ale z tego, co stało się w …języku, który tego smaku po prostu nie nazwał. A czy jesteśmy w stanie odczuwać i wyróżniać coś, co nie ma swojej-usankcjonowanej i powszechnej- nazwy? Czy gdyby nasz język wyróżniał nie tylko takie pojęcia jak „słodki, słony, kwaśny czy gorzki, ale i „mięsny”- czy jakikolwiek inny- stalibyśmy się tego smaku świadomi i na niego wrażliwsi? Przeczytaj Całość »

O liczbach, kolorach i o tym, czym dwujęzyczni różnią się od jednojęzycznych- wywiad z prof. Anetą Pavlenko

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
wordybrains

Czegoś takiego jeszcze nie było na tej stronie, ale najwyższy czas, by to zamieścić- wywiad z prof. Anetą Pavlenko, językoznawczynią, której książki wywarły przeogromny wpływ zarówno na to, czym się obecnie zajmuję/interesuję, jak i na to, w jaki sposób myślę o języku. Spostrzeżenia  prof. Pavlenko cytowałam w wielu tekstach na tej stronie, nie szczędząc zachwytów nad ich trafnością, i to na długo zanim poznałam ją osobiście. Na konferencji SLA w Szczyrku w maju 2013, nie tylko miałam zaszczyt wystąpić ze swoją propozycją badawczą m.in. przed nią właśnie, ale i  odbyć z  nią długą dyskusję o tym, jak popularyzować językoznawstwo, a wreszcie przekonać się jak bardzo równą jest kobietą. Zero arogancji typowej dla naukowców jej klasy, za to wielka ciekawość rozmówcy, życzliwość i bezcenne rady, których nie żałuje mi i dziś w prowadzonej przez nas czasem korespondencji. W imię popularyzowania jej (świetnie napisanych!) książek, naprawdę warto było pomęczyć się najpierw z transkryptem, a następnie tłumaczeniem poniższego wywiadu, który jest prawdziwym rarytasem, dla każdego kto interesuje się językiem i jego wpływem na nasze myślenie.

Nie, nikt mi nie zapłacił za promocję nowej książki Anety, po prostu uważam, że pewne rzeczy warto udostępnić, po prostu dlatego, że są tego warte!;) Dziękuję Rafałowi Jończykowi za konsultację merytoryczną a czytających zachęcam do lektury i dyskusji! :)

Poniższy wywiad jest transkrypcją nagrania ze strony New Books in Language (rozmawiał George Walkden)

http://newbooksinlanguage.com/2014/03/29/aneta-pavlenko-the-bilingual-mind-and-what-it-tells-us-about-language-and-thought-cambridge-up-2014/

Dziś rozmawiam z prof. Pavlenko z Temple University w Filadelfii o jej nowej książce pt. „Bilingual Mind and What it Tells Us about Language and Thought”. Książka porusza szereg tematów dotyczących związku pomiędzy językiem a funkcjami poznawczymi naszego umysłu. Główne założenie prof. Pavlenko brzmi: badania prowadzone na samym tylko umyśle jednojęzycznym, po prostu nie wystarczają, żeby poznać wszystkie aspekty funkcjonowania ludzkiego umysłu. Czerpiąc z wielu źródeł, począwszy od tradycyjnych eksperymentów psycholingwistycznych, przez znane z literatury studia przypadków, na doświadczeniu własnym jako osoby dwujęzycznej skończywszy,  prof. Pavlenko obala mity narosłe wokół tzw. teorii  Sapira i Whorfa i podkreśla, że nawet zimne i racjonalne teorie językoznawcze, kształtowane są przez doświadczenie językowe samych ich twórców. W tym wywiadzie porozmawiamy zarówno o tym, jak i wielu innych kwestiach, a także o ważnych pytaniach, w obliczu których stoją językoznawcy kognitywni w XXI wieku.

Aneta, zacznijmy może od twojego doświadczenia językowego i tego jak wyglądała twoja dotychczasowa kariera. Czy możesz nam nieco na ten temat powiedzieć?

Oczywiście. Urodziłam się za żelazną kurtyna, na Ukrainie, która w tamtym czasie stanowiła część Związku Radzieckiego. Moja mama była nauczycielką angielskiego.  Chciała uczyć mnie języka już gdy miałam sześć lat. Nauka angielskiego nie szła mi jednak zbyt dobrze, bo uważałam go za język koszmarnie nudny. Postanowiła więc zatrudnić nauczycielkę j. polskiego, która do nas przychodziła. Tak zaczęłam uczyć się polskiego, co było dużo prostsze… Przeczytaj Całość »

Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
kevinn

Nie lubię pisać o sobie, bo póki co, nie mam zbyt wielu powodów, by to robić- w myśl zasady, że święte prawo do zajmowania się własną osobą mają ludzie znani, których życie prywatne istotnie może kogoś obchodzić. Jest jednak w grupie „Blogi językowe i kulturowe” tylu ciekawych ludzi prowadzących tak ciekawe, różnorodne blogi poświęcone  także tym językom, o których nie mam bladego pojęcia, że postanowiłam dołączyć do ich akcji i  popełnić coś, czego nigdy nie robiłam: tekst na temat ustalony odgórnie, a brzmi on: „jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata”.  Tak, to był mój wymysł, bo nie dość, że wpisuje się w psycholingwistyczne rozważania którymi ten blog stoi, to jeszcze daje wspaniałą okazję –także dla mnie- aby dowiedzieć się, co autorzy innych blogów, władający innymi językami, maja do powiedzenia na temat swoich dwujęzycznych doświadczeń. Ślinka leci!

Mile widziane wszelkie komentarze- w końcu języka obcego uczy się dziś każdy młody człowiek i na pewno fakt ten ma znaczenie dla jego rozwoju. O czym poniżej…

Co na temat języka mieli do powiedzenia zaliczani dziś do kanonu, a żyjący jeszcze w ubiegłym stuleciu językoznawcy? Naprawdę sporo, choć znaczna ich część dziś nie miałaby do powiedzenia praktycznie nic. Obserwacje ówczesnych językoznawców to bowiem obserwacje ludzi najczęściej jednojęzycznych, a wiec pozbawionych możliwości dokonywania jakiejkolwiek analizy porównawczej pomiędzy językami, nie mówiąc o możliwości oceny tego, jak znajomość języka drugiego wpływa na to, jak myślimy! Amerykańscy językoznawcy, twórcy szkoły strukturalizmu posługiwali się głownie (jeśli nie wyłącznie) językiem angielskim, w którym publikowali i zabierali glos we wszelkich dyskusjach, i zapewne nie przyszło im do głowy, że ograniczone horyzonty, których granice wyznaczył im jedyny znany przez nich język, dziś odebrałyby im prawo głosu. Noam Chomsky, rozwodząc się nad swoim modelem doskonałego speaker-hearer, modelowego człowieka jednojęzycznego, okazał się nie tylko fantastą, sądzącym, że człowiek jednojęzyczny istotnie jest najlepszym dla badaczy puntem odniesienia, ale przede wszystkim człowiekiem mało spostrzegawczym.  Zważywszy to, jak wiele narodów tego świata to społeczności zróżnicowane językowo i kulturowo, to nie jednojęzyczność jest normą, a dwujęzyczność. I właśnie analiza tego  ignorowanego przez Chomsky’ego i jego poprzedników zjawiska,nadała współczesnemu językoznawstwu zupełnie nowe, i bardziej zasadne oblicze. Przeczytaj Całość »