• The Language Daily

  • English proverbs in pictures

  • Some linguistics...

    • mono The bilingual problem revisited

      It seems that obvious things are not that obvious! The term „bilingualism” is now used quite freely, but do we know what bilingualism really is? Who is a bilingual? When [...]

    • smefff Who cares about (psycho)linguistics? An introduction

      What you’re going to read in this section are neither typical scientific analyses nor their imitations: these are writings on language which is here analysed and discussed from the point [...]

  • Inni z językiem

    • 22 To nie jest język dla starych ludzi

      Kolejny gość na blogu uświadamia nam, że świat nie kończy się angielszczyźnie (a jednak…) – niezwykle ciekawy i do tego kolorowy i przystępny tekst o języku, owszem kolorowym, ale niekoniecznie [...]

    • pic Invade’em all!

      Ponad rok minął od publikacji ostatniego gościa na „Blogującej”,  a goście mają to do siebie, że piszą o wszystkim o czym nie pisze Jagoda (choć oczywiście nadal o języku) i [...]

    • okkk Jak czułyby się dinozaury?

      Filolodzy to cholernie zapracowany gatunek i chyba tylko to usprawiedliwia roczną przerwę „Innych z językiem” – kolegów i koleżanek po językowym fachu, zdolnych ( i to jak!) przerwać codzienny kierat [...]

  • English readers are welcome

    • lovee Put the spoon in

      Without emotions, the world would probably know neither wars…nor excitement. And there would be even less excitement if language didn’t confuse things a bit in the already confused world of [...]

    • ups2 Changing the set

      Who are we when we speak our second language? Does being bilingual mean having two personalities too? Is a language barrier a real obstacle on the way towards getting to [...]

Czucie w języku

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
sweet

Znajomi prowadzący strony poświęcone językom obcym i kulturze zorganizowali akcję pod hasłem „Blogowanie pod jemiołą”, i tak powstało ponad dwadzieścia tekstów poświęconych bożonarodzeniowym tradycjom kilkunastu krajów. Zadając sobie pytanie: „co ja, jako człowiek  nie lubiący powielać cudzych pomysłów i tematów, mogę jeszcze napisać w  ramach cyklu?”, odpowiedziałam sobie: „coś językoznawczego”. Poznawszy mój zamysł, znajomy stwierdził, że „chyba straciłam kontakt z rzeczywistością”- nic bardziej mylnego. Językoznawstwo doskonale opisuje rzeczywistość, i to nawet świąteczną, bo rzeczywistość świąteczna to głównie jedzenie, a jedzenie to…smak, zmysł który z językiem (tym, którym władamy) łączy bardzo ciekawa więź. W przerwie między pieczeniem makowca a pieczeniem pierników, tekst upieczony w oparciu o parę ciekawych językoznawczych badań i obserwacji, niekoniecznie ze znanego nam kulturowo obszaru. Smacznego!

 W 1908 roku, japoński chemik, Kikunae Ikeda, dokonał odkrycia, które zrewidowało ludzkie pojęcie smaku- wyizolowawszy substancję zwaną glutaminianem sodu, uznał ją za podstawę piątego smaku rozpoznawanego przez komórki receptorowe ludzkiego i zwierzęcego języka. Piąty smak otrzymał nazwę umami, i w odróżnieniu od nie wzbudzających żadnych definicyjnych wątpliwości smaków słodkiego, gorzkiego, kwaśnego i słonego, dla wielu nadal stanowi  zagadkę. Etymologia słowa bynajmniej nie pomaga w jej rozwiązaniu- w wolnym tłumaczeniu „umami” oznacza „przyjemny wyrazisty smak”, co wcale nie pozwala się nam domyślić, że jest to smak określany jako „mięsny, rosołowy”, „pozostawiający wrażenie tłustości na języku”, wyczuwalny także w produktach ulegających procesowi fermentacji (sery), grzybach, sosie sojowym i rybnym. Skojarzenie z kuchnią azjatycką nasuwa się samo- nie bez przyczyny uważa się generujący smak umami glutaminian sodu za nieodłączny „bonus” w przygotowywanych na chińską czy japońską modłę potrawach.  Z istnienia tego smaku, a nawet z tego, że receptory naszych języków istotnie na niego reagują,  mało kto jednak zdaje sobie sprawę, a sugestia, że istnieje także smak „mięsny”, najczęściej wywołuje zdziwienie lub uwagi, że „to zwykłe filozofowanie”.  Tymczasem problem z wyczuwaniem piątego smaku, opisaniem a wreszcie określeniem go, może wynikać nie z tego, co dzieje się na języku, ale z tego, co stało się w …języku, który tego smaku po prostu nie nazwał. A czy jesteśmy w stanie odczuwać i wyróżniać coś, co nie ma swojej-usankcjonowanej i powszechnej- nazwy? Czy gdyby nasz język wyróżniał nie tylko takie pojęcia jak „słodki, słony, kwaśny czy gorzki, ale i „mięsny”- czy jakikolwiek inny- stalibyśmy się tego smaku świadomi i na niego wrażliwsi? Przeczytaj Całość »

O liczbach, kolorach i o tym, czym dwujęzyczni różnią się od jednojęzycznych- wywiad z prof. Anetą Pavlenko

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
wordybrains

Czegoś takiego jeszcze nie było na tej stronie, ale najwyższy czas, by to zamieścić- wywiad z prof. Anetą Pavlenko, językoznawczynią, której książki wywarły przeogromny wpływ zarówno na to, czym się obecnie zajmuję/interesuję, jak i na to, w jaki sposób myślę o języku. Spostrzeżenia  prof. Pavlenko cytowałam w wielu tekstach na tej stronie, nie szczędząc zachwytów nad ich trafnością, i to na długo zanim poznałam ją osobiście. Na konferencji SLA w Szczyrku w maju 2013, nie tylko miałam zaszczyt wystąpić ze swoją propozycją badawczą m.in. przed nią właśnie, ale i  odbyć z  nią długą dyskusję o tym, jak popularyzować językoznawstwo, a wreszcie przekonać się jak bardzo równą jest kobietą. Zero arogancji typowej dla naukowców jej klasy, za to wielka ciekawość rozmówcy, życzliwość i bezcenne rady, których nie żałuje mi i dziś w prowadzonej przez nas czasem korespondencji. W imię popularyzowania jej (świetnie napisanych!) książek, naprawdę warto było pomęczyć się najpierw z transkryptem, a następnie tłumaczeniem poniższego wywiadu, który jest prawdziwym rarytasem, dla każdego kto interesuje się językiem i jego wpływem na nasze myślenie.

Nie, nikt mi nie zapłacił za promocję nowej książki Anety, po prostu uważam, że pewne rzeczy warto udostępnić, po prostu dlatego, że są tego warte!;) Dziękuję Rafałowi Jończykowi za konsultację merytoryczną a czytających zachęcam do lektury i dyskusji! :)

Poniższy wywiad jest transkrypcją nagrania ze strony New Books in Language (rozmawiał George Walkden)

http://newbooksinlanguage.com/2014/03/29/aneta-pavlenko-the-bilingual-mind-and-what-it-tells-us-about-language-and-thought-cambridge-up-2014/

Dziś rozmawiam z prof. Pavlenko z Temple University w Filadelfii o jej nowej książce pt. „Bilingual Mind and What it Tells Us about Language and Thought”. Książka porusza szereg tematów dotyczących związku pomiędzy językiem a funkcjami poznawczymi naszego umysłu. Główne założenie prof. Pavlenko brzmi: badania prowadzone na samym tylko umyśle jednojęzycznym, po prostu nie wystarczają, żeby poznać wszystkie aspekty funkcjonowania ludzkiego umysłu. Czerpiąc z wielu źródeł, począwszy od tradycyjnych eksperymentów psycholingwistycznych, przez znane z literatury studia przypadków, na doświadczeniu własnym jako osoby dwujęzycznej skończywszy,  prof. Pavlenko obala mity narosłe wokół tzw. teorii  Sapira i Whorfa i podkreśla, że nawet zimne i racjonalne teorie językoznawcze, kształtowane są przez doświadczenie językowe samych ich twórców. W tym wywiadzie porozmawiamy zarówno o tym, jak i wielu innych kwestiach, a także o ważnych pytaniach, w obliczu których stoją językoznawcy kognitywni w XXI wieku.

Aneta, zacznijmy może od twojego doświadczenia językowego i tego jak wyglądała twoja dotychczasowa kariera. Czy możesz nam nieco na ten temat powiedzieć?

Oczywiście. Urodziłam się za żelazną kurtyna, na Ukrainie, która w tamtym czasie stanowiła część Związku Radzieckiego. Moja mama była nauczycielką angielskiego.  Chciała uczyć mnie języka już gdy miałam sześć lat. Nauka angielskiego nie szła mi jednak zbyt dobrze, bo uważałam go za język koszmarnie nudny. Postanowiła więc zatrudnić nauczycielkę j. polskiego, która do nas przychodziła. Tak zaczęłam uczyć się polskiego, co było dużo prostsze… Przeczytaj Całość »

Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
kevinn

Nie lubię pisać o sobie, bo póki co, nie mam zbyt wielu powodów, by to robić- w myśl zasady, że święte prawo do zajmowania się własną osobą mają ludzie znani, których życie prywatne istotnie może kogoś obchodzić. Jest jednak w grupie „Blogi językowe i kulturowe” tylu ciekawych ludzi prowadzących tak ciekawe, różnorodne blogi poświęcone  także tym językom, o których nie mam bladego pojęcia, że postanowiłam dołączyć do ich akcji i  popełnić coś, czego nigdy nie robiłam: tekst na temat ustalony odgórnie, a brzmi on: „jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata”.  Tak, to był mój wymysł, bo nie dość, że wpisuje się w psycholingwistyczne rozważania którymi ten blog stoi, to jeszcze daje wspaniałą okazję –także dla mnie- aby dowiedzieć się, co autorzy innych blogów, władający innymi językami, maja do powiedzenia na temat swoich dwujęzycznych doświadczeń. Ślinka leci!

Mile widziane wszelkie komentarze- w końcu języka obcego uczy się dziś każdy młody człowiek i na pewno fakt ten ma znaczenie dla jego rozwoju. O czym poniżej…

Co na temat języka mieli do powiedzenia zaliczani dziś do kanonu, a żyjący jeszcze w ubiegłym stuleciu językoznawcy? Naprawdę sporo, choć znaczna ich część dziś nie miałaby do powiedzenia praktycznie nic. Obserwacje ówczesnych językoznawców to bowiem obserwacje ludzi najczęściej jednojęzycznych, a wiec pozbawionych możliwości dokonywania jakiejkolwiek analizy porównawczej pomiędzy językami, nie mówiąc o możliwości oceny tego, jak znajomość języka drugiego wpływa na to, jak myślimy! Amerykańscy językoznawcy, twórcy szkoły strukturalizmu posługiwali się głownie (jeśli nie wyłącznie) językiem angielskim, w którym publikowali i zabierali glos we wszelkich dyskusjach, i zapewne nie przyszło im do głowy, że ograniczone horyzonty, których granice wyznaczył im jedyny znany przez nich język, dziś odebrałyby im prawo głosu. Noam Chomsky, rozwodząc się nad swoim modelem doskonałego speaker-hearer, modelowego człowieka jednojęzycznego, okazał się nie tylko fantastą, sądzącym, że człowiek jednojęzyczny istotnie jest najlepszym dla badaczy puntem odniesienia, ale przede wszystkim człowiekiem mało spostrzegawczym.  Zważywszy to, jak wiele narodów tego świata to społeczności zróżnicowane językowo i kulturowo, to nie jednojęzyczność jest normą, a dwujęzyczność. I właśnie analiza tego  ignorowanego przez Chomsky’ego i jego poprzedników zjawiska,nadała współczesnemu językoznawstwu zupełnie nowe, i bardziej zasadne oblicze. Przeczytaj Całość »

Chiny, czyli tam, gdzie angielski mówi dobranoc

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
cov

W trakcie trwającego kilkanaście godzin lotu do Pekinu przyśniły mi się kolejno występ reżysera Krzysztofa Kieślowskiego z zespołem Boney M i rozmowa ze Stanisławą Ryster, która wyznała mi, że przetłumaczyła wiersze Stanisława Lema.  Dziwaczność tych snów i tak jednak okazała się niczym wobec tego, co zastałam u celu swojej podróży. Zastałam rzeczywistość i język nie dające się ogarnąć umysłem zeuropeizowanego przybysza, przywykłego do wszechobecności angielszczyzny, jasno określanych zasad savoir-vivre’u a nawet poruszania się na drodze.

O Chinach można przeczytać dziesiątki książek, reportaży  i blogowych wpisów, często autorstwa wytrawnych podróżników, którzy kraj ten poznali w podróżach trwających znacznie dłużej niż marne dwa tygodnie. Z tego też powodu poniższy tekst nie będzie kolejną typową relacją podróżniczą. Będzie za to o języku i kształtowanej przez niego rzeczywistości-jak to zwykle na tej stronie bywa. I wcale nie mniej ciekawie!

Zainteresowanie kulturą Dalekiego Wschodu to wśród Europejczyków snobizm. Dziś  snobizm może już nieco omszały- feng shui i posążkom Buddy na komodzie bliżej obecnie do prowincjonalnego obciachu niż oznaki niebanalnych zainteresowań- ale wciąż żywy.  I nadal odzwierciedlający dość  wybiórcze pojęcie o tym, czym kultura Dalekiego Wschodu stoi, a stoi nie tylko porcelaną, spring rollsami i świątyniami pachnącymi kadzidłem, ale i potężnym zanieczyszczeniem, wszechobecnym głośnym tłumem i fetorem rynsztoka. Ponoć myślący turysta przed przyjazdem do Chin nastawia się psychicznie na zderzenie z kulturowym (wielkim) murem, ale nawet ten myślący, przy zderzeniu nabawia się sińców.  Chińska odmienność  to odmienność cudowna, inspirująca, dająca do myślenia, ale i irytująca i wystawiająca na ciężką próbę poczucie estetyki i zasady tzw. dobrego wychowania.  Lokale, o których zaniedbaniu i brudzie nie śniło się pracownikom sanepidu; przechodnie głośnym charkaniem i spluwaniem anonsujący swoją obecność;  uliczny chaos, gdzie światła drogowe nie są żadnym wyznacznikiem tego, w którą stronę jechać, a człowiek ryzykuje rozjechanie na miazgę przez samochody, motory i cichych jeźdźców w rykszach. Z drugiej strony, fascynujący ludzie o fascynujących twarzach, architektoniczny rozmach, feeria barw, osłupiające kontrasty między galeriami handlowymi a hutongami i między ogrodowym parasolem z McDonald’s a stojącym obok, pamiętającym epokę Mao fotelem, wytarganym na ulicę przez wypoczywającego w nim mieszkańca (Rys. 1) . I wreszcie język, w którego zrozumieniu nie pomoże ani anglistyczne wykształcenie ani ogólna wiedza językoznawcza. Przeczytaj Całość »

Wyjście z pudełka

Jagoda Ratajczak, kategoria: Z językiem
lion

100 lat przed wybuchem słynnej i nierozstrzygniętej do dziś dyskusji o tym, czy język kształtuje myślenie, czy myślenie kształtuje język, niemiecki filozof Wilhelm von Humboldt przytomnie zauważył, że nie w tym rzecz, co jesteśmy w stanie wyrazić za pomocą danego języka, ale co w danym języku musimy wyrazić z racji samej jego natury. Innymi słowy, Anglik jest w stanie zrozumieć, że język polski wyróżnia trzy płcie gramatyczne (on, ona, ono), ale dopiero gdy zacznie posługiwać się polszczyzną, zmuszony będzie myśleć o tym, czy „stół” to „on” a „łyżka” to „ona”.  Nieco o tym, że nauka języka obcego to nie tylko lista słówek i gramatycznych regułek, ale przede wszystkim wyzwanie dla umysłu przywykłego do tylko jednego sposobu myślenia- tego wdrożonego przez język ojczysty.

Czekam na komentarze czytających- jakie obserwacje na temat języka, ludzi i świata zawdzięczacie nauce języka obcego?

Gdyby pisarka Jeanette Winterson wiedziała jakie problemy nastręczy przekład jej powieści „Zapisane na ciele” polskiemu tłumaczowi, zapewne dwa razy zastanowiłaby się nad błyskotliwą koncepcją tej książki. Z historii opowiedzianej w pierwszej osobie, w żadnym momencie nie dowiadujemy się jaka jest płeć narratora, ukrytego za bezpłciowymi angielskimi „I saw”, „I came”, „I took”.  Winterson miała prawo nie wiedzieć, że język polski nie pozwala na płciowe dwuznaczności – z „I came” należy zrobić albo „przyszłam” albo „przyszedłem”, klamka musi zapaść i nie zmieni tego żaden argument o artystycznym zamyśle, który żal zarzynać polską gramatyką. Zarznąć się na pewno miał ochotę tłumacz polskiego wydania, który jak fama niesie, zmuszony był prosić autorkę o błogosławieństwo dla jego decyzji, by tajemniczy narrator ostatecznie stał się kobietą.  Tak oto wieloznaczność a przede wszystkim dowolność interpretacji książki ugięła się pod polskimi końcówkami, nieodwracalnie wykoślawiając odbiór dzieła. Nadwiślańscy konserwatyści mogliby dopatrzeć się tu kolejnego argumentu za tym, że w tym kraju gender nie przejdzie, bo nie pozwoli na to sama polszczyzna, wymagająca jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czyś chłop, czy baba. Dla nich myśl to krzepiąca, jednak trochę smutno  się robi na myśl, że polski autor na taką dwuznacznie płciową koncepcję  narracji nawet by nie wpadł, bo i czy w ogóle można wyobrazić sobie coś (w tej przestrzeni językowej) niewykonalnego?[1] Przeczytaj Całość »